Nie lubię sytuacji, w której świetna gra nie posiada zakończenia albo posiada otwarte zakończenie. Wiecie, wyjaśnia się niewiele i na ekran wchodzi znienawidzona sentencja "to be continued...". Raz, że nie poznajemy w ten sposób finału opowieści, którą staraliśmy się zakończyć przez kilkanaście godzin, a dwa - nigdy nie wiadomo czy kolejna część w ogóle powstanie. Przykładów mógłbym podawać wiele (saga Shenmue jest pod ręką...), ale nie ma po co. Tak właśnie zakończyła się pierwsza część Assassin's Creed. Już nie będę wchodził w szczegóły, by nie psuć zabawy tym z Was, którzy jeszcze nie mieli okazji zagrać w "jedynkę", ale możecie wiedzieć, iż nie skończyła się ona happy-endem. Ba, w ogóle się nie skończyła. Ciąg dalszy mieliśmy poznać dopiero w drugiej części, na którą czekałem przez dwa długie lata.
Ubisoft wykreował doskonałą markę, której zazdrości mu pewnie połowa innych firm wydawniczych. Jeśli mowa o zupełnie nowych IP na tej generacji konsol, AC jest pierwszy pod względem rozgłosu i ilości sprzedanych kopii (ok, świadomie pomijam kolejne twory Nintendo, na czele z Wii Fit). Trzeba jednak uczciwie przyznać, że na swoją rangę gra zapracowała bardzo ciężko. A raczej zapracowali sobie jej twórcy. Pamiętam, gdy pierwszy raz włączyłem bez przekonania część pierwszą. Pół godzinki wystarczyło, by wsiąknąć na całego. Mistrzowska oprawa, na swój sposób rewolucyjny system kontroli bohaterem (łatwe, ale sprawiające dużo satysfakcji wspinanie się, skakanie między budynkami itd.), no i przede wszystkim ON: Alatair. Postać na tyle chłodna i genialnie wydesignowana, że błyskawicznie zdobyła serca graczy. W tym także i moje. Rozgrywka też była świetnie (zdawało się) przemyślana. Zabójstwa ważnych osobistości w kilku rewelacyjnie oddanych miastach kilka wieków wstecz robiły wielkie wrażenie. Z czasem niestety okazało się, iż zadania narzucone przez twórców bardzo wiały schematem. Jedno, może dwa wykonane główne questy i już wiedzieliście jak ten tytuł będzie wyglądał do napisów końcowych. Szkoda, że autorzy już wtedy nie przemyśleli dłużej rozgrywki i nie zaproponowali jakichś urozmaiceń, bo na własne życzenie narazili się na krytykę. I ją otrzymali, zresztą zasłużenie.
Nie będę specjalnie przeciągał i napiszę od razu. Assassin's Creed 2 naprawia zdecydowaną większość błędów poprzednika. Możecie być pewni, że elementy, na które narzekaliście w "jedynce" zostały albo solidnie usprawnione albo całkowicie przemodelowane, by narzekać nie dało już rady. Znakomity system kontroli pozostał, ale zadania wreszcie zyskały na różnorodności. Dalej można wprawdzie dostrzec kilka schematów, ale w tak gigantycznej grze (nazywanej przez niektórych odpowiednikiem GTA w innych czasach) trudno byłoby tego uniknąć. Zacznijmy jednak od początku.
Pamiętacie jeszcze fabułę poprzedniej części? Wrażliwych na spoilery od razu zapraszam do kolejnego akapitu, a reszta niech sobie przypomni. Głównym bohaterem dalej jest Desmond Miles, ten sam zwykły człowiek, który został uwięziony przez pracowników korporacji Abstergo i przykuty do urządzenia zwanego Animusem. Ten zmyślny wynalazek pozwala "pacjentowi" odczytać genetyczną pamięć i jeszcze raz przeżyć zapisane w jego genach wydarzenia z udziałem przodków. Mimo, że rozgrywały się one kilka wieków temu. W ten sposób gra przenosi się z czasów współczesnych na przykład do wieku piętnastego i pozwala nam się wcielić w jednego z asasynów. Desmond "powrócił" w pierwszej części do roli Alitaira, a w "dwójce" przeniesie się w skórę Ezio Auditore di Firenze. Warto jednak dodać, jak rozpoczyna się najnowsza produkcja Ubisoft Montreal. Głównemu bohaterowi udaje się uciec z laboratorium pracowników Abstergo - wszystko dzięki pomocy Lucy Stillman, asystentki brodatego naukowca, który w pierwszej części zmuszał bohatera do pracy z Animusem. Okazuje się, że Lucy też należy do asasynów (podobnie jak Desmond) i ucieka z nim do swojej bazy, gdzie jej koledzy wyprodukowali już Animusa 2.0 - doskonalszą część urządzenia. To stąd tym razem będziecie przenosić się do odległych o kilka wieków wydarzeń.
Tym razem główne skrzypce gra Ezio. Fani Altaira muszą niestety o nim zapomnieć, ale na pocieszenie mogę napisać, że mały epizodzik przypomni Wam co nieco z pierwszej części. Nowy bohater to szlachcic, którego rodzina zajmuje się finansami rodu Medyceuszy. Musicie wiedzieć, że rodzina Ezio jest fikcyjna, ale już wiele nazwisk pojawiających się w grze ma swoje pokrycie w historii. Twórcy starają się przeplatać rzeczywiste fakty z tymi wymyślonymi - wyszło im to całkiem zgrabnie, choć czasami jest problematyczne (trzeba bardzo dobrze orientować się w historii, by wiedzieć co jest fikcją, a co nie).
Gra jest super gram już z10h a dopiero wpadłem do wenecji:). Jeszcze pewnie z połowa gry przede mną. Jakos trudno odrywać mi się od zadań drugoplanowych hehe i przez to cała kampania wolniej mi idzie:). Ale przeciez o to chodzi by gra starczyła na jak najdłużej.
Majkel piątek, 15 styczeń 2010r.
Świetna recenzja, świetna gra. Jedynkę lubię i wcale mnie nie nudziła. Dwójka jednak wypada zdecydowanie lepiej i jest grą pełną. Rozpisywać się nie będę bo recka wyjaśnia wszystko. Też gram już 10 godzin, a nawet do Wenecji nie dotarłem. Rewelacja!
x sobota, 16 styczeń 2010r.
ja do wenecji wpadlem po 18h grania^^ Mam ostatnia ostatnie misje do wykonania, ale musze jeszcze kilka trophy zdobyc i platynka (co trudne ogolnie nie jest) Gra jest Swietna!
Liton niedziela, 17 styczeń 2010r.
Po tej superlukrowanej recenzji napiszę swoje odczucia co do gry:
- poziom trudności - leży i kwiczy - by wykonać zabójstwa pod koniec każdej sekwencji - wystarczy podbiec i zrobić swoje, po czym dać nogę - w 1 trzeba było się nieźle namęczyć by w ogóle dostać się do celu
- klimat gry - 1 była \"surowa\" - łażąc uliczkami Akry było widać ten syf, biedę i nędzę (spalone domy itd.) - teraz mamy kolorowe odpicowane miasteczka - co kto woli..
- samo poruszanie się po grze - hmm - w 1 biedota potrafiła od tak rzucać w ciebie kamieniami gdy się wspinasz, będąc generalnie per se bardzo irytująca podczas wykonywania zadań (\"just a few coins, please\" wryło mi się nieźle w dekiel) - trochę mi tego zabrakło w 2
- główna postać - słodki, pulchny na buzi włoch, gdzie mu do Altaira..
- trofea - za nic
- system walk dalej oparty na kontrze, albo tępym klepaniu \"atak\"
reasumując - upadek legendy jak dla mnie, mam nadzieję, że \"3\" powróci w scenerii wiktoriańskiego Londynu i w końcu niech będzie wyzwaniem (kilka poziomów trudności)
Piotrek poniedziałek, 18 styczeń 2010r.
Liton - upadek legendy? LOL czyli dla ciebie jedynka jest lepsza xD? Słuchaj, co kto woli, wiadomo że nie dadzą ci kopii pierwszej części bo byłoby wtórnie. Rzucanie kamieniami przez biedote zapadło ci w pamiec? Heh też masz wspomnienia;). Co do poziomu trudnosci to moim zdaniem jest podobnie. Co z tego że teoretycznie trudniej było w AC1 dostac sie do waznych celów - i tak konczylo sie to prostym zabiciem a najwyzej później trudno było oswobodzić się z rąk strażników którzy błyskawicznie otoczyli altaira. Czepiasz sie i tyle bo mialeś jakąś swoją wizje. Jedynie przyczepić można sie poważniej do systemu walki, bo faktycznie niewiele poprawili. Ja już ukończyłem AC2 ale dalej sobie biegam i wypełniam zadania drugorzędne:)
Liton poniedziałek, 18 styczeń 2010r.
Prawda - oczekiwałem dużo więcej - rozbryzgu krwi od zadawanych ran, większej swobody walki (ala Force Unleashed - oczywiście bez mocy itd.). Co do zabicia - suma sumarum ukończenie zadania w 1 było trudniejsze, w 2 nawet morderstwo w Pałacu Doży jest banalne (wbiec po schodkach i gotowe - 2 cieci chroni schody i to podstawowego typu). Niestety - oczekiwałem mrocznej, brutalnej gry - zamiast tego są kolorowe miasta Włoch... Wyklepałem AC2 na platynę a jakoś nie czuję satysfakcji z jej ukończenia, jak z np. Uncharted.
Gra mi sie podoba i recenzje równiez. Mam jeddnak pewien PROBLEM z KONTRĄ. Jestem w kręgu na trenie willi i nie daje ray z kontrą. mam przytrzymać (f) przycis skupienia na celu i jak sie na mnie machnie to dac atak mieczem. nie wychodzi i ta kontra a musze zaliczyc 3 aby dalej przejśc. prosze o wskazówki.
Tomash czwartek, 11 marzec 2010r.
Gierka miodzio. Dopiero co przeszedłem główny wątek, który moim zdaniem jest równie dobry co sama rozgrywka. Może dla tych co nie rozumieją za bardzo angielskiego jest tylko \"dobry\". Co do walk to są zdecydowanie za łatwe - ani razu nikt mnie nie zabił.
PM - musisz przytrzymać przycisk bloku (w XBOXie to prawy trigger, w PS3 R2) i w ostatniej chwili gdy ktoś atakuje wcisnąć atak (w XBOXie niebieski X, w PS3 kwadrat). Nie ma czegoś takiego jak centrowanie na postaci. Lewy trigger (XBOX) lub L2 (PS3) to wejście w tryb walki (wystarczy go nadusić - nie trzeba trzymać), a to kogo chcesz atakować wybierasz wychylając w ten kierunek analog a jeśli nie wychylisz w żadną stronę to Ezio zaatakuje tego w kierunku którego jest zwrócony. Mam nadzieję że pomogłem. Pozdro4all
Materiały zawarte w serwisie onlygames.pl są objęte prawem autorskim i nie mogą byćw całości lub we fragmentach kopiowane, powielane oraz rozprowadzanie bez zgody ich autorów!