
Burnout: Paradise to zdecydowanie jeden z najlepszych wyścigów ubiegłego roku. Ludzie z Criterion Games bardzo udanie przenieśli się na konsole nowej generacji, dostarczając nam rozbudowane i świetnie wydesignowane miasto (tytułowe Paradise City), rewelacyjną oprawę a/v, a potem zaserwowali multum dodatków do swojego tytułu. Gra była niemal doskonała, ale jednak nie ustrzegła się kilku wad - między innymi bardzo krytykowanego braku możliwości restartu wyścigu. Błąd ten naprawia dopiero co wydany Ultimate Box, a przy okazji dodaje wszystkie bonusy, jakie do tej pory były udostępniane na PlayStation Store / Xbox Live.
Ultimate Box to nic innego jak reedycja Burnout: Paradise z licznymi dodatkami. Dostajecie więc podstawową wersję gry i trzy bonusy. Pierwszy z nich - Cagney - przynosi ze sobą dwie nowe fury, dodatkowe opcje w trybach online'owych, poprawia online'owe wyścigi rankingowe oraz eliminuje trochę bugów, które swego czasu zostały wyłapane przez autorów. Drugi DLC - Bikes - dodaje, jak sama nazwa wskazuje, motory. Przy okazji doszło kilkadziesiąt zadań do wykonania online z wykorzystaniem jednośladów oraz cykl dzień/noc w Paradise City, a to naprawdę miły dodatek. Obie opisane paczki są w chwili obecnej dostępne notabene za darmo z PS Store / Xbox Live, więc posiadacze podstawowego Burnout: Paradise mogą je bez problemu sobie pobrać (o ile tylko posiadają dostęp do Internetu). Trzeci dodatek, który został wypuszczony niedawno, jest już na platformach sieciowych płatny (bodajże 36 złotych), więc jego obecność w Ultimate Box jest miłą niespodzianką. To Party Pack, czyli nic innego jak bonusy przygotowane z myślą o trybie Multiplayer przed jedną konsolą. Nawet osiem osób może rywalizować ze sobą w przygotowanych specjalnie do tego celu zadaniach (najlepiej punktowany trik, wykręcanie najlepszego czasu, jazda pod prąd przy włączonym dopalaczu, rozwalanie billboardów, itd.). Oczywiście jest to offline'owa opcja, więc nie wchodzi w grę jednoczesna zabawa, a kontroler jest przekazywany do kolejnych osób po wykonanej próbie. Trzeba przyznać, że tego typu tryby świetnie wpasowują się w grę i tak naprawdę powinny zostać umieszczone już od samego początku.
Rozgrywki w Burnout: Paradise nie będę opisywać, bo wszystko znajdziecie w zamieszczonej na początku ubiegłego roku recenzji, gdzie szczegółowo przekazaliśmy Wam wszystko, co powinniście wiedzieć. Jak już wspomniałem na wstępie, produkcja Criterion Games cierpiała przez nieobecność kilku istotnych funkcji. Twórcy przygotowali nam świetnie wydesignowane miasto, ale nie przemyśleli nawigacji. Nie było możliwości restartu wyścigu, co naprawdę denerwowało - najczęściej przecież jedno wyzwanie rozpoczyna się w jednym krańcu miasta, a kończy w drugim. Jeśli takiego questu nie zaliczyliście, trzeba było wracać się na start, by jeszcze raz spróbować. Po kolejnej nieudanej próbie, należało znowu się cofnąć. Przy kolejnej próbie znowu to samo, i znowu... Oj, potrafiło to zdenerwować. Autorzy wprawdzie bronili się, że chcieli oddać nam pełną swobodę, wrażenie jeżdżenia po prawdziwym mieście, z którymi restarty kolidowałoby. Prawda jest jednak taka, że wszyscy (w porządku - zdecydowana większość) uznali, że to błąd ze strony developera.
Najwidoczniej twórcy wreszcie zrozumieli, czego chcą gracze, bo w Ultimate Box opcję restartu wreszcie umieścili. Każdą konkurencję można powtórzyć - i to nie tylko po nieudanej próbie, ale nawet podczas jej trwania. Moim zdaniem bardzo ułatwiło to i ulepszyło rozgrywkę - osobiście nie chcę już wracać do podstawowej wersji Burnout: Paradise i przypominać sobie frustracji, jaka towarzyszyła mi po nieudanych próbach. Żeby nie było zbyt słodko, mimo wszystko dalej jest na co ponarzekać. Dlaczego wreszcie nie dorzucono GPS-a? Fajnie byłoby wskazać sobie miejsce na mapie, do którego potem mógłby nas zaprowadzić stosowny system. Albo jeszcze lepiej - wybrać konkurencję i od razu się do niej przenieść. Wymagam za dużo? Nie sądzę. Dobrze jednak, że chociaż restarty dorzucono.
Oprawa graficzna przez blisko rok od premiery "podstawki" nie zestarzała się. Dalej mamy do czynienia ze świetnie zaprojektowanym miastem, rewelacyjnym poczuciem prędkości i 60 klatkami na sekundę. W Ultimate Box lekko usprawniono oświetlenie (wiąże się to oczywiście także z dodaniem cyklu dzień / noc), a przy okazji oznaczono najważniejsze rzeczy (skróty, billboardy, wyskocznie) jaskrawymi kolorami, by łatwiej je było dostrzegać przy ogromnej prędkości. Aha - na PS3 doszła obsługa Trofeów. Poprawki wyszły grze na dobre.
Jak podsumować Ultimate Box? Na pewno jest to obowiązkowa pozycja dla kogoś, kto jakimś cudem ominął podstawową wersję Burnout: Paradise. Polski oddział Electronic Arts wydał grę w polskiej wersji językowej, a przy okazji wypuścił ją po cenie w okolicach 100 złotych, co jest bardzo uczciwym posunięciem. Dodanie możliwości restartowania wyścigów podniosło grywalność i wreszcie pozwoliło nam podciągnąć ocenę końcową pod 9.0/10. Polecamy.
Rafał "Baron Ski" Skierski