
W temacie oponentów, jakich Dante spotyka na swojej drodze napiszę krótko i zwięźle - design jest świetny. Zakapturzeni łowcy z wielkimi kosami, "składaki", wielkie pająki, pokraki z wielką bombą noszoną nad głową, opierzone anioły... To wszystko może się podobać. Ich styl to miks najlepszych cech DMC1 i DMC2. Na początku można mieć lekkie zastrzeżenie do "figur szachowych", ale widząc patent jaki został zastosowany pod koniec gry, wszelkie wątpliwości znikają. Natomiast absolutną czołówkę prezentują bossowie. Nie zamierzam zdradzać żadnych szczegółów by nie psuć wam zabawy, ale musicie uwierzyć mi na słowo - zostali opracowani doskonale, klimatycznie i z pomysłem. Oczywiście zgodnie z obowiązującymi standardami na każdego z nich trzeba znaleźć inny sposób, obrać inną taktykę. Autorzy postarali się nad wyraz, gdyż w trakcie całej gry przyjdzie wam zmierzyć się z ok. 10 szefami. Walki są świetne, i pod względem jakości można przyrównać je chyba tylko do MGS3.
Z broniami za to jest różnie. Twórcy przygotowali sporo żelastwa dla wygłodniałych graczy, ale tak naprawdę (przynajmniej dla mnie) ok. 1/3 była zupełnie bezużyteczna. Beznadziejna jest choćby gitara ("Nevan") - Dante ma grając na niej zadawać obrażenia przeciwnikom, ale szczerze mówiąc wygląda to co najmniej niedorzecznie. Albo "Artemis" - działko plazmowe, zupełnie psujące klimat... Na co to zostało przygotowane? Nie zawodzą oczywiście różnego rodzaju miecze, jest też shotgun, jego zupgrade'owana wersja, oraz wyrzutnia rakiet. Jest w czym wybierać i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Szkoda tylko, że tak naprawdę początkowe bronie pod koniec są już średnio skuteczne... Działa bowiem prawo Doom'a - im znajdziesz coś później, tym będzie to potężniejsze. A wtedy, gdy można trzymać jedynie po dwie bronie białe i palne, siłą rzeczy każdy zdecyduje się na te mocniejsze wersje...
DMC3 jest oparty na silniku znanym z Onimusha 3, czy Shadow of Rome. Z jednej strony dobrze, że autorzy udoskonalają cały czas ten engine, z drugiej - idą trochę na łatwiznę. W związku z tym sytuacja wygląda podobnie do wyżej wspomnianych tytułów. Czasami scenerie zapierają dech w piersiach, by innym razem sprawiały "zaledwie" bardzo dobre wrażenie. Bez pudła są za to projekty i animacja postaci. Podobnie wszelkie efekty świetlne, smugi po broniach, czy różnego rodzaju filtry graficzne. Przyczepić można się za to troszkę do płynności animacji, która od czasu do czasu potrafi chrupnąć (dziwniejsze jest to tym bardziej, że nie dzieje się to w "gorętszych" momentach - kod więc nie został jeszcze do końca zoptymalizowany).

Trzeci Devil to także raj dla maniaków "pakowania" swoich postaci, dokupywania różnej maści bonusów. Upgrade'y poszczególnych stylów, broni palnych (broni białej nie można niestety podrasować, a szkoda), dokupywanie nowych ciosów, artefaktów pozwalających na wydłużanie paska energii... Jest co robić i na co wydawać zarobione Orby. Gra punktuje oczywiście efektowną grę przyznając na koniec każdej misji ocenę, która jest wypadkową kilku składowych (czasu przejścia, stylu gry, zdobytych Orbów, czy ilości użytych przedmiotów - im mniej tym lepiej). Bawić można się długo - poprawiać rankingi, doskonalić wszystkie style, odkrywać bonusy... Być może nie jest to najbardziej żywotna gra na świecie, ale z pewnością posiada zdolność "przyciągania", nawet po jednorazowym przejściu chętnie się do niej wraca...
Właściwie jedynym aspektem do jakiego mógłbym się bardziej przyczepić jest praca kamery. Rozumiem, że trudno było rozwiązać to wszystko inaczej, ale fakt jest faktem, że często przegrywałem starcie z jakimś bossem właśnie dlatego, że nie miałem dokładnego przeglądu pola. Kamera daje się we znaki szczególnie w zamkniętych, niedużych pomieszczeniach, blisko ścian. Nic mnie bardziej nie denerwuje niż świadomość, że nie z mojej winy przegrywam. Tutaj niestety takie poczucie pojawiało się co jakiś czas... Drugą rzeczą jaka nie do końca mi się podoba jest ten przeklęty backtracking (czyli bieganie po lokacjach, które odwiedzane były wcześniej, w poprzednich poziomach). Niestety, DMC3 nie jest od niego wolne. Daje się to we znaki szczególnie w końcówce gry. Zrobiłem "wielkie oczy", gdy okazało się, że muszę powtórnie walczyć z wszystkimi bossami po kolei... Ok, Dante był już odpowiednio silniejszy, ale nie zrobiło to na mnie najlepszego wrażenia. Sztuczne wydłużanie czasu gry? Tak przynajmniej ja to odebrałem.
Skoro już przy tym jesteśmy, to warto zaznaczyć, że "trójka" została dobrze wyważona i "pęka" w ok. 15 godzin. Oczywiście nie jest to jakaś wielka liczba, ale w dzisiejszych czasach zupełnie wystarczająca. Mówimy tu o efektywnym czasie gry, bo dodając do tego kontynuacje po "zejściach" na pewno sporo się wydłuża. A gwarantuję, że będziecie je wykorzystywać nader często - trzeci Devil do najprostszych gier nie należy. Powiem więcej - jest naprawdę trudny. Sterowanie trzeba opanować niemal do perfekcji, by mieć tu jakieś szanse. Jeśli jeszcze nie wierzycie, że będzie ciężko - Capcom specjalnie w wersji europejskiej obniżył poziom trudności w stosunku do japońskiego odpowiednika. Najwidoczniej uznano, że jesteśmy mniej cierpliwi od mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli ktoś lubi wyzwania - oto tytuł dla niego.
Zbierzmy to wszystko do kupy. Genialne filmiki przerywnikowe, doskonały system walki, świetne walki z bossami, wspaniały design oraz oprawa dźwiękowa, klimat wylewający się z ekranu w każdej sekundzie... Można wymieniać bez końca. Przeciwstawić temu muszę nienajlepszą pracę kamery oraz backtracking, ale nie są w stanie zniszczyć ogólnego wizerunku DMC3. Capcom dostarczył rewelacyjną pozycję. Można powiedzieć, że część trzecia jest tym, czym powinna być "dwójka". Jeśli kochałeś "jedynkę", kup DMC3. Jeśli lubisz strzelanki/slashery - kup DMC3. Jeśli odpowiedź na dwa poprzednie pytania była negatywna - i tak kup DMC3. Ech, po prostu ją kup! Jedna z najlepszych gier obecnej generacji konsol nie może się zmarnować.
Baron Ski