
Pakiet dodatkowych misji do Driv3ra nie wchodził w grę. Ludzie z Reflections musieli zrozumieć, że przy okazji trzeciej części popełnili wiele błędów, które wypadałoby teraz naprawić. Przy okazji Parallel Lines obeszło się więc bez wielkich zapowiedzi i sypania podrasowanymi screenami w hurtowych ilościach. Ja już teraz wiem jedno - warto było czekać.
Twórcy wyciągnęli wnioski, przemyśleli sprawę i dostarczyli nam tytuł, którym powinna być tak naprawdę "trójka". Tym razem nie silili się na wyszukany wątek fabularny, który najczęściej w grach "gangsterskich" się nie sprawdzał. Fabuła jest więc oszczędna i dobrze jej w tej roli. Wcielasz się w rolę chłopaka nazywanego 'The Kid' (po naszemu: "dzieciak"), który mając 18 lat postanawia robić to, co umie najlepiej - jeździć furą. Jako, że normalnie za wiele kasy z profesji "kierowcy" wyciągnąć się nie da, TK rusza na drogę przestępczą. Wchodząc w "podziemie", zaczyna dostawać zadania, które wymagają nieprzeciętnych umiejętności za kółkiem. Warto dodać, że rzecz dzieje się w latach 70'tych (i nie tylko, ale o tym później), więc obowiązują pomarańczowo-brązowe odcienie, dzwony, charakterystyczne fryzury i kultowa muzyka tamtych lat... Klimat jest wyczuwalny aż nadto, więc mam nadzieję, że trawicie styl sprzed 30 lat. Mimo prostych przerywników filmowych i oszczędnego przedstawiania akcji, całość wciąga, a i nie obeszło się bez sporego zwrotu akcji w środku gry. O tym jednak przekonacie się już na własnej skórze...
Driver od zawsze słynął głównie z misji jeżdżonych. Jeszcze w żadnej części questy, w których trzeba było poruszać się na własnych nogach (chodzone) nie trzymały poziomu. Wyciosanego "drwala" (główny bohater) z "dwójki" litościwie przemilczę, natomiast stosownym etapom w D3 również daleko było do ideału. Zawodziła przede wszystkim sztuczna inteligencja oponentów (która notabene wołała o pomstę do nieba) oraz sterowanie, a w szczególności brak auto-namierzania. Na szczęście Reflections wzięło sobie do serca uwagi graczy, poprawiło "chodzone" etapy i, co chyba najważniejsze, zdecydowanie zmniejszyło ich ilość. W całej grze doliczyłem się raptem kilku misji tego typu, najczęściej związanych z własnoręcznym "unieszkodliwieniem" jakiejś szychy. Zdecydowana większość zadań polega jednak na jeżdżeniu samochodem - i bardzo dobrze.
No dobrze, ale jak sprawują się te "chodzone" zadania? Choć do ideału im daleko, to trzeba przyznać, że całkiem nieźle. A już na pewno milion razy lepiej niż w "trójce". Przede wszystkim wprowadzono auto-namierzanie, bo system celowania w poprzedniej części doprowadzał ludzi do palpitacji serca. Nie działa on wprawdzie rewelacyjnie (nieraz kamera się gubi), ale lepsze to niż nic. Jest też możliwość skradania się, ale przydaje się ona właściwie tylko do tego, by skryć się za jakąś osłoną terenu. Również inteligencja przeciwników trochę się poprawiła. Nie stoją już jak te kołki bezmyślnie w miejscu - biegają, chowają się za osłonami, a jak za długo strzelanina będzie trwała, to nie omieszkają wybrać się do Ciebie by z bliska załatwić sprawę. Jak widać, jest zauważalnie lepiej, ale i tak prawdę mówiąc etapy "chodzone" uważam za najsłabsze - zdecydowanie przyjemniej grało mi się w "jeżdżone" misje...
A te jak zwykle nie zawodzą! To jest właśnie to, za co od zawsze lubiłem tę serię. Reflections nie idzie na łatwiznę i nie wrzuca hurtowo nudnych questów, jak to można zaobserwować często w GTA (czy tylko ja miałem wrażenie, że część zadań była tam do siebie bardzo podobna i jakby wrzucona na siłę, by wydłużyć grę?). W D:PL często dochodziłem do tego, że misje poboczne są na poziomie tych z Grand Theft Auto, natomiast te pierwszoplanowe są zazwyczaj o klasę ciekawsze. Weźmy dla przykładu taką akcję - jeden z klientów nie spodobał się Twemu szefostwu. Musisz więc wypatrzyć strzeżony, kilkukondygnacyjny parking, gdzie zostawia swój samochód. Jako, że dolny (normalny) wjazd jest strzeżony, trzeba się dostać tam z innej strony - na przykład przeskakując z dachu innego budynku na motorze! Gdy już dopadasz upatrzoną furę, wsiadasz i jak gdyby nigdy nic i wyjeżdżasz z parkingu. Musisz się spieszyć (na ekranie pojawia się odliczający czas) - bo upatrzona osoba wraca za kilka minut - a jednocześnie nie zniszczyć jej samochodu. W tym czasie trzeba udać się do znajomego kolegi, by ten podłożył ładunek TNT pod furę, po czym odstawić ją na parking i zmiatać stamtąd w te pędy. Chyba nie muszę dodawać co stanie się, gdy wspomniany pacjent jak gdyby nigdy nic wsiądzie do swojego błyszczącego autka...? Nie myśl sobie, że skoro gra obfituje tak bardzo w misje "jeżdżone" to szybko staną się one monotonne... Nic z tych rzeczy! Ludzie z Reflections mają głowę na karku i postarali się nam jak najbardziej urozmaicić zabawę. Oprócz typowych etapów w których trzeba kogoś dopaść (i np. ściągnąć dług), znalazło się tutaj sporo "innych" misji. A to trzeba odpowiednio wystraszyć jakiegoś informatora (mając go na siedzeniu obok, a więc szybka jazda, zderzenia i "bączki" bardzo wskazane), a to szybko pozbierać towar zrzucany przez helikopter (motor okazuje się nieodzowny, bo często trzeba się przeciskać między budynkami) czy też wziąć w łapy karabin na tyle furgonu prowadzonego przez wspólników i likwidować pościg (tzw. "shooter na szynach")... Praktycznie każde zadanie jest inne i naprawdę na nudę nie można narzekać.
Osobny akapit należy się policji, bo przecież i jej nie brakuje na ulicach. Często wykonując jakieś zadanie trzeba się dodatkowo użerać ze stróżami prawa, którzy nie znają słowa "przebacz" i nie raz spowodują, że zawalisz jakiś quest. Muszę powiedzieć, że D:PL jest chyba pierwszym tytułem, w którym z głową rozwiązano kwestię policji. Do szewskiej pasji doprowadzały mnie sytuacje znane z innych pozycji (w tym także GTA), gdzie po jednokrotnym pościgu przez policję trzeba było przemalowywać furę, czy szukać "gwiazdek" (!) w obrębie całego miasta, by zlikwidować zainteresowanie "niebieskich" naszą osobą. Nie pomagała zmiana samochodu, bo gliny i tak nas zauważały (tylko jakim cudem?), choćby jechały z drugiej strony jakiegoś budynku (wystarczy, że pojawiliśmy się w ich polu widzenia, widocznym na mapce). Driver: Parallel Lines kończy z podobnymi nonsensami! Po pierwsze jeśli popełnisz jakieś wykroczenie, a potem na przykład zabijesz zainteresowanych Tobą policjantów (którzy widzieli całe zdarzenie), to wystarczy że zmienisz auto i odjedziesz kawałek dalej. Stróże prawa nie są cyborgami, więc nie zauważą Cię. Dochodzi dzięki temu do fajnych i widowiskowych akcji, gdzie dla przykładu robiąc zamieszanie i (po zmianie fury) uciekając z miejsca zdarzenia, można parę ulic dalej dostrzec jadące na miejsce wypadku policyjne samochody na sygnale, które przejeżdżają obok Ciebie jak gdyby nigdy nic! Wreszcie zostało to sensownie rozwiązane, wreszcie ma to ręce i nogi! Oczywiście nie jest tak, że gliny nie mają argumentów - gdy zajdzie taka potrzeba na miejsce podjeżdża SWAT, a w górze usłyszeć można kołujący helikopter. "Niebiescy" nie przebierają w środkach, więc musisz liczyć się z tym, że jeśli za bardzo narozrabiasz, to zrobią wszystko by Cię dopaść - nawet jeśli miałoby to za sobą pociągnąć straty w niewinnych ludziach ;).
Nie obeszło się też bez kilku nowości. Największą z nich jest chyba możliwość wychylania się z jadącego samochodu i strzelania (znane z innych tytułów, ale w skali Drivera występuje po raz pierwszy). Chyba nie muszę dodawać jak bardzo dodaje to kolorytu samej rozgrywce... Dobrze wiedzieli o tym autorzy, bo naprawdę sporo misji wymaga tu wykorzystywania tego bajeru (no i że policja skrzętnie z tego korzysta chyba nie muszę dodawać?). Poza tym jest inna fajna rzecz - mianowicie tuning fur! W stosownych miejscach można podrasować swój samochód. Nowy silnik, hamulce, czy poprawione zawieszenie to tylko niektóre z opcji, a trzeba jeszcze powiedzieć o przemalowywaniu albo możliwości dokupienia nitro. Być może cały zabieg nie jest zbyt skomplikowany i nie ma tu ogromu części do wyboru, ale jednak zdaje zadanie i jest naprawdę trafionym dodatkiem. Zwłaszcza, że przerobione samochody można potem sobie w takim garażu trzymać i korzystać kiedy tylko ma się na to ochotę. Zdziwiłem się też po ujrzeniu torów wyścigowych w stylu Destruction Derby! Reflection jak widać ma niejednego asa w rękawie... W każdej dzielnicy miasta można spotkać jakiś tor, gdzie czeka kasa do zdobycia za czołowe miejsca w wyścigu. Oczywiście nie ma za prosto, więc by liczyć się w takich zawodach trzeba solidnie podrasować furę...