
Bardzo zaskoczyła mnie wiadomość o tworzeniu kontynuacji Giana Sisters na DS-a. Pierwsza część gry ukazała się w 1987 roku (między innymi na Amigę i C64), choć tak naprawdę została błyskawicznie wycofana ze sprzedaży. Powodem było ogromne podobieństwo do flagowej serii Nintendo, czyli Super Mario Bros. Hmm, właściwie to trudno tu mówić o podobieństwie - to raczej zrzynka na chama, spójrzcie zresztą na screenshot poniżej (na pierwszy rzut oka trudno odróżnić oba tytuły). Tak jak można było się spodziewać, twórcy Giana Sisters zostali bardzo szybko sprowadzeni przez prawników Nintendo na ziemię i grę w mgnieniu oka usunięto z półek sklepowych.
W tamtym czasie piractwo było jednak tak rozwinięte, że często nabycie pirackich kopii było jedynym sposobem na zagranie w upatrzony tytuł - sam pamiętam jak biegaliśmy z kolegami z paczką dyskietek pod ręką do "przegrywalni", by wyjść z kilkunastoma najnowszymi hitami na "przyjaciółkę", jak zwykło określać się kultowy komputer Amiga. Takie czasy, bo oryginalnych gier po prostu nie dało rady dostać, a o sklepach czy aukcjach internetowych, które tak się upowszechniły w obecnych czasach nawet nikt nie marzył. Łatwo się domyślić, że "korsarze" szybko podchwycili temat i Giana Sisters stała się wielkim hitem "podziemia". Grali niemal wszyscy, a zwłaszcza ci, którzy nie mogli sobie pozwolić na NES-a. Teraz, po 22 latach doczekaliśmy się odświeżonej wersji Giana Sisters, która - choć wierna tradycji - na pewno nie zostanie już wycofana ze sprzedaży.
Główną bohaterką DS-owej wersji jest blondwłosa dziewczynka, która w nocy otwiera skrzynię z diamentami i tym samym przenosi się do kolejnych światów, by pozbierać rozsypane klejnoty. Tak, zdaję sobie sprawę, że fabuła jest megakretyńska, ale gra poświęca na nią jakieś 10 sekund - nie jest to w końcu RPG. Giana Sisters DS to klasyczna platformówka 2D, która stara się być w jak największym stopniu wierna oryginałowi sprzed lat. Oczywiście odświeżono oprawę graficzną, która prezentuje się na miarę obecnych czasów (nie jest to najpiękniejsze 2D jakie widziałem, ale może się podobać), a także ścieżkę dźwiękową. Soundtrack jest bardzo oldschoolowy, przywołuje na myśl staroszkolne pozycje w rodzaju Dizzy, Micro Mashines czy inne produkcje ery 8-bitowej. Szkoda tylko, że utworów jest tak mało - w zasadzie twórcy przygotowali ich jedynie kilka na krzyż, więc przy dłuższym posiedzeniu przy konsolce można się nieco zirytować.
Grę przystosowano na miarę dzisiejszych czasów, co wiąże się z tzw. "natychmiastową rozgrywką" oraz krótkimi etapami. Zasady są prościutkie - główna bohaterka porusza się w prawo lub w lewo oraz skacze. Po rozbiciu specjalnego bloku skalnego i złapaniu czerwonej kuli (odpowiednik grzybka z serii Super Mario Bros.), skromna dziewczynka zmienia się w rudowłosą dziewoję, która potrafi strzelać na krótki dystans. Szkoda, że jest tylko jeden rodzaj tych fireballów - w oryginale można było łapać także inne power-upy, które ulepszały moc strzelania. Celem jest dotarcie od początku do końca etapu zbierając po drodze tak dużo kryształków, jak tylko zdołacie. "Znajdźki" dzielą się na niebieskie i czerwone - te pierwsze pozwalają na zwiększenie liczby "żyć" (klasyczne 100 diamencików = dodatkowe "życie"), natomiast czerwone świecidełka pełnią rolę sekretów. Na początku może i nie są specjalnie poukrywane, ale zebranie wszystkich kryształów w ostatnich etapach to zadanie dla najwytrwalszych.
Poziomy skonstruowano z głową, nie poskąpiono wielu tajemnych przejść, a na koniec zawsze czeka Was walka z bossem. Ten element akurat wyszedł średnio - "szef" jest tylko jeden (zielony smok) i wraz z przejściem do kolejnych światów zmienia się mu nieco repertuar zachowań. Tak, wiem, że w Super Mario Bros. było podobnie, ale mimo wszystko uważam, że twórcy mogli się trochę bardziej postarać. Oprócz standardowego skakania i rozbijania bloków, a także zbierania świecidełek od czasu do czasu traficie także na specjalne "automaty", które produkują dwa rodzaje bonusów. Pierwszy to guma do żucia - główna bohaterka robi wokół siebie balon, w którym może szybować. Trzeba dmuchać w mikrofon DS-a i w zależności od siły podmuchu balon odpowiednio reaguje - zrealizowano to naprawdę dobrze, choć jeśli komuś będzie sprawiał trudność taki rodzaj sterowania, można przenieść się na klasyczne przyciski i odpowiednio naciskając "A" również kontrolować lot. Druga dopałka to butelka z wodą, która... pozwala niszczyć niektóre bloki skalne i odblokować zamknięte wcześniej przejścia. Oldschool pełną gębą.
W sumie przygotowano 90 podstawowych poziomów oraz ukryte, które odblokowują się po zebraniu kompletu czerwonych kryształków w poszczególnych światach. Warto więc się postarać, by zobaczyć wszystko. Tutaj dochodzimy do ważnego momentu tej recenzji. Po pierwsze, musicie wiedzieć, że poziomy w większości są bardzo krótkie - wracamy więc do wspomnianej na początku "natychmiastowości" rozgrywki. Możecie wyjąć konsolę gdziekolwiek jesteście i zagrać w Giana Sisters DS - nawet jeśli dysponujecie jedynie dwiema minutami, najczęściej zaliczycie przynajmniej jeden level. Dość powiedzieć, że nie koncentrując się na czerwonych kryształkach, można kończyć wybrane etapy nawet w ok. pół minuty! Ma to swoje plusy i minusy, ale mi się podobało - przyznam, że ukończyłem tę pozycję grając "przy okazji", to znaczy włączałem handhelda tylko w chwilach, gdy miałem maksymalnie 10 minut wolnego czasu. Po drugie (i ważniejsze), co przy okazji jest według mnie największym minusem gry, jest ona niesamowicie łatwa. Rozumiem, w którym kierunku idzie ostatnio rynek, ale przez całą przeprawę nie ujrzałem napisu "game over"! Wraz z przechodzeniem kolejnych poziomów i zbieraniem niebieskich kryształków nałapałem tyle "żyć", że wystarczyły mi one do samego końca. Giana Sisters DS jest banalnie prosta, dopiero ostatnie 15-20 poziomów lekko podnosi poziom trudności, aczkolwiek i tak nie jest to nic bardziej wymagającego. Zdaję sobie sprawę, że twórcy chcieli dotrzeć do jak największej liczby graczy, ale tytuł ten zbierałby wyższe oceny gdby poziom trudności z końcówki gry był właściwy już dla początkowych etapów. Podsumowując więc, jako że w grze jest 90 podstawowych poziomów, całość jest dziecinnie łatwa, a do tego levele są króciutkie, całość da się zaliczyć w jakieś 2-3 godziny.
Biorąc pod uwagę wszystkie "za" i "przeciw", które wymieniłem w niniejszej recenzji, trudno mi ocenić Giana Sisters DS. Z jednej strony bawiłem się bardzo dobrze i gra sprawdzała się znakomicie jako wypełniacz kilku minut wolnego czasu dziennie. Z drugiej - jest krótka i nie stanowi większego wyzwania. Coś wydaje mi się, że fani oryginału sprzed 22 lat mogą poczuć się lekko rozczarowani... Ja przynajmniej miałem mieszane uczucia. Zagrać warto, ale czy wydawać na tę produkcję ciężko zarobioną flotę? Zastanowiłbym się dwa razy na Waszym miejscu.
Rafał "Baron Ski" Skierski
PS Dolny ekran DS-a jest w Giana Sisters DS praktycznie bezużyteczny, więc screenshoty obok to ujęcia złapane wyłącznie z górnego ekranu.