
Zawiodłem się jeśli chodzi o długość czasu, jaki trzeba poświęcić na ukończenie głównej linii fabularnej. Celowo w trakcie pierwszego przechodzenia gry skupiłem się przede wszystkim na wykonywaniu samych misji, by sprawdzić właśnie, ile mi to zajmie. Spore rozczarowanie mnie spotkało, gdy po napisach końcowych miałem na liczniku zaledwie sześć i pół godziny gry... Trzeba tu wprawdzie wziąć pod uwagę fakt, że licznik jest zatrzymywany w czasie scenek przerywnikowych i wchodzenia do PDA, gdzie jednak spędza się sporo czasu, ale nawet po dodaniu takich momentów wychodzi zapewne niewiele więcej niż 8 godzin, co jak na tę serię jest dość rozczarowującą liczbą. Wielka szkoda, bo gdybyśmy dostali jeszcze parę godzin (przy zachowaniu tak samo wysokiego poziomu misji), to ocena na pewno byłaby jeszcze wyższa - to tylko pokazuje, jak duży potencjał ma ta gra. Muszę bowiem przyznać, że nawet pomimo tak krótkiego głównego wątku fabularnego nie jestem w stanie wystawić oceny niższej, niż "dziewiątka". Jakby nie patrzeć, osiem godzin to już często spotykany wynik w dzisiejszych czasach, więc można go uznać za standardowy, a na handheldach nawet za niezły. Co by zresztą nie mówić, ta gra aż prosi się o posiedzenie nad nią dłużej - główny wątek fabularny to tylko nieco ponad 40% gry, więc do zrobienia jest jeszcze naprawdę dużo. Do znalezienia i zniszczenia czeka 100 kamer rozrzuconych po całym mieście (odpowiednik paczuszek/gołębi z poprzednich części), 30 miejsc, na których jest do zaliczenia wykonanie długiego i efektownego skoku (tzw. Stunt Jumps), do wykupienia jest 21 posiadłości, co od razu wiąże się z odkryciem wszystkich handlarzy narkotykami i zarobieniem na nich sporej ilości gotówki. Są nawet achievementy, wiążące się właśnie z osiągnięciami związanymi z dilerką, a nie zabrakło też kilkunastu pobocznych misji od rozrzuconych po mieście postaci oraz roboty taksówkarza, policjanta, strażaka, czy pracownika pogotowia. Powróciły też misje Rampage, polegające na jak najszybszym zabiciu członków jakiegoś gangu, bądź określonych obiektów przy pomocy danego typu broni z nieskończoną amunicją. Od Twojego końcowego czasu będzie zależało, jaki dostaniesz medal, a w przypadku zaliczenia wszystkiego na złoto zawsze można pobijać swoje rekordy. Zaliczenie gry na 100% jest więc zadaniem na kolejne długie godziny i jak widać, po zaliczeniu fabuły jest wciąż co robić, a jestem pewien, że znajdzie się masa zwolenników jeżdżenia po mieście dla przyjemności, bo Liberty City skonstruowano z pomysłem.
Jakby tego było mało, zaimplementowano także opcję Multiplayer, która na pewno przedłuży Ci żywotność tego tytułu, jeśli tylko masz w pobliżu znajomych z DS-ami, którzy mogliby z Tobą zagrać w nowe GTA. Tryb wieloosobowy obsługuje maksymalnie do dwóch graczy w takich trybach jak wyścigi po ulicach Liberty City, coś na kształt trybu CTF, gdzie musisz odebrać Vana ukrytego gdzieś w mieście i zawieźć go do swojej "bazy"... Nie zabrakło też trybu kooperacji, gdzie bronicie jakiegoś miejsca przed nacierającymi wrogami, czy zwyczajnego Deathmatchu, gdzie gracze ścierają się między sobą. Szkoda, że ostatecznie zrezygnowano z Multiplayera online, ale pewne funkcje Wi-Fi również zostały wykorzystane. Po wymianie Friend Code'ów pomiędzy graczami, można wysyłać sobie wiadomości, wymieniać się przedmiotami, czy lokacjami na GPS-ie, które oznaczyłeś sobie jako ulubione (bo taka opcja też jest tu możliwa, a nie wspomniałem o niej wcześniej). Jest również możliwość wysłania do Rockstar Social Club swoich wyników punktowych i porównywania ich z innymi graczami.
Jestem naprawdę pod wrażeniem tego, jak zespołowi Rockstar Games udało się przenieść realia tej serii na dwa ekraniki handhelda Nintendo. Ten tytuł znalazł się w moim TOP 10 najlepszych gier na DS-a i zapewne w przypadku wielu innych osób również tak będzie. To jest też jedna z tych produkcji wychodząca naprzeciw graczom uważającym, że na DS-ie nie ma nic poza pierdółkami, które nie miałyby miejsca na innych konsolach. Grand Theft Auto: Chinatown Wars pierdółką na pewno nie jest, a swoim rozbudowaniem przebija wiele tytułów ze stacjonarnych maszynek - kończę tę recenzję, a widzę już, że o wielu rzeczach jeszcze nie zdążyłem wspomnieć, wiele z pewnością wyleciało mi już z głowy... Przyjemność z ich odkrywania pozostawiam już jednak Tobie - długie godziny świetnej gry zapewnione, bo choć sama historia kończy się tu szybko to grzechem byłoby ten tytuł porzucić od razu po zakończeniu samych głównych misji. To jest tak naprawdę produkcja na dziesiątki godzin, do której zawsze można wrócić - jak do każdej części serii GTA zresztą.
Marcin „Sarge” Skierski
DRUGA OPINIA
Baron Ski: GTA Chinatown Wars rozłożył mnie. Nie spodziewałem się, że DS może zaoferować tak piękną oprawę graficzną, tak rozbudowane miasto. Ludzie z Rockstar po raz kolejny podnieśli poprzeczkę dla innych developerów, prezentuje się to po prostu ślicznie. Ograniczenia sprzętowe widać jedynie w dźwięku, choć i tak upchnięto tu kilka stacji radiowych. Szkoda, że scenariusz (jak zwykle w serii GTA) jest co najwyżej średnio ciekawy, ale przecież nie on stanowi o świetności każdej kolejnej części. Dużo ważniejsze są misje, a one nie pozostawiają nic do życzenia. Doskonała robota. Jedynym większym minusem jest dość krótki tryb fabularny, ale z drugiej strony do odkrycia jest tyle sekretów i misji bonusowych, że fani i tak powinni być usatysfakcjonowani. Chinatown Wars to obowiązkowy tytuł dla każdego posiadacza DS-a i jeden z kandydatów do tytułu najlepszej gry 2009 roku na handhelda od Nintendo. Szczerze polecamy. Moja ocena: 9.3/10.