
W pudełku z Halo 3: ODST znajduje się też druga płytka, na której umieszczono sporo stuffu dla fanów Multiplayera. Dostajemy tu wszystkie mapy do "trójki", jakie do tej pory ukazały się w formie DLC, a do tego trzy zupełnie nowe lokacje (razem daje to imponującą liczbę 24 map). Dwie z nich to mniejsze areny, idealne do wycinania się w małych teamach, natomiast trzecia przez wszystkich porównywana jest to Zanzibaru. Na pewno to bardzo ciekawe dodatki, dorzucające kolejne grosze do sakiewki z żywotnością.
Wszystko brzmi świetnie, ale tak jest do czasu, jeśli nie interesowaliście się do tej pory bonusowymi map-packami wypuszczonymi do Halo 3, albo (jeszcze mniej prawdopodobne) w ogóle nie mieliście z tym tytułem do czynienia. Wówczas dodatkowa płytka z taką zawartością na pewno się Wam przyda. Problem tylko w tym, że jeśli jesteście wielkimi fanami Halo, najprawdopodobniej wszystkie te paczki DLC już posiadacie i wydaliście na nie sporo pieniędzy. Niby kampania i tryb Firefight to całkiem spora zawartość, ale... no właśnie, jest to "ale".
Silnik graficzny ma już swoje lata. Halo 3 prezentowało się względnie słabo, jednak ODST wygląda korzystniej - być może to przez to, że w większości mamy tu do czynienia z ciemnymi lokacjami, w przypadku których twórcy zmuszają nas do używania trybu VISR. Działa to trochę na zasadzie gogli noktowizyjnych, choć dodatkowo gra zaznacza kontury otoczenia oraz jednostek na odpowiednie kolory (przeciwnicy na czerwono, dzięki czemu łatwo ich wychwycić w ciemnym otoczeniu). Oprawa ma swoje lepsze i gorsze momenty, ale jako całość prezentuje się bardzo dobrze - na pewno można na tę grę patrzeć bez skrzywienia, które towarzyszyło mi w wielu momentach podczas przedzierania się przez kolejne poziomy w Halo 3. Szkoda tylko, że w wielu przypadkach wieje tu przeszłością i chyba już najwyższa pora na zupełnie nowy engine. Denerwuje zwłaszcza to, że otoczenie w ogole nie jest podatne na zniszczenia. Naprawdę słabo wygląda ostrzeliwanie budynków z czołgu, co nie wywołuje żadnego efektu.
Ktoś kiedyś ciekawie porównał serię od Bungie. Halo jest tym dla FPS-ów, czym Super Mario był (i jest) dla platformówek. To taki nasz odpowiednik Star Wars z filmowej branży, którego każda kolejna część sprzedaje się w przerażających ilościach. ODST pokazuje, że Bungie ma sporo ciekawych pomysłów: otwarte New Mombasa, flashbacki, pokazywanie całej historii z kilku różnych perspektyw, klimat skradania się w ciemnościach... ale mimo wszystko cały tytuł jest bardzo podobny do swoich poprzedniczek. Może się wydawać, że twórcy chcieli pójść dalej, ale narzucono im, by zbytnio nie odbiegali od utartej formuły.
Konkluzja jest taka, że Halo 3: ODST smakuje bardzo podobnie do trzeciej części serii. Kolejne misje (flashbacki) przypominają to, co już wielokrotnie przeżywaliśmy w tej serii. Plusem jest (mimo tego, co pisałem wyżej) cena całego pakietu. Jednak sugerowane 149zł. to niewiele jak na tak bogaty zestaw - zwłaszcza dla tych, którzy odpuścili kupowanie DLC-ów na przestrzeni ostatnich miesięcy. A co jeśli jesteście tymi, którzy wydali na to sporo kasy? W takim razie poczekajcie jeszcze miesiąc, a kupicie ten tytuł poniżej stówki. Jako dodatek, ODST wypadł bardzo dobrze.
Rafał "Baron Ski" Skierski