
Przedstawiciele hordy powiększyli swoje szeregi o "opancerzonych", czyli ochroniarzy w kamizelkach kuloodpornych i hełmach. Trzeba w takiego chama wpakować wiele kulek, dlatego lepiej zajść go od tyłu i wykończyć serią w plecy. Doszli również zarażeni naukowcy w skafandrach, robotnicy budowlani czy clowny. Twórcy powiększyli także szeregi Special Infected dodając trzech nowych osobników. The Charger to mutant z przerośniętym jednym ramieniem, który potrafi się rozpędzić, chwycić w biegu swoją ofiarę, by kilkadziesiąt metrów dalej pastwić się nad nią przybijając ją do gleby. The Spitter to przedstawicielka płci "pięknej" w tym elitarnym gronie. Potrafi rzygnąć toksycznym płynem. Gdy znajdziecie się w jego (jej) obrębie zaczniecie bardzo szybko tracić punkty zdrowia. The Jockey bardzo przypomina goluma, który wskakuje na "barana" i stara się odejść ze zdobyczą prosto w ramiona hordy lub toksyczne rzygi The Spitter. Zabawa w "ujeżdżanie" ocalałych to bardzo przyjemne doświadczenie jakkolwiek głupio by to nie brzmiało.
Trzeba przyznać, że nowi antybohaterowie wpisali się idealnie w rozgrywkę, eliminując praktycznie stare nawyki powstałe przy długich godzinach spędzonych przy Left 4 Dead. W żadnym rogu czy korytarzu nie można już dłużej czuć się bezpiecznie. Generalnie gra wydaje się być trudniejsza, A.I Director już na poziomie normal potrafi napsuć krwi, że nie wspomnę o trybie Expert z załączonym trybem Realism - to już tylko chyba dla masochistów :).
Oprócz kampanii autorzy oddali nam też kilka nowych trybów rozgrywki. Realism jak sam nazwa wskazuje stara się dodać trochę realizmu do rozgrywki. Powoduje wyłączenie niebieskiej ramki otaczającej naszych towarzyszy niedoli, więc nie warto ich spuszczać z linii wzroku. W tym trybie podstawą staje się komunikacja głosowa między członkami drużyny. Również znaleźć przedmioty jest o wiele trudniej - nie świecą się już jak psu jaja z odległości kilku metrów; trzeba teraz dokładnie przeszukiwać każde pomieszczenie by znaleźć coś użytecznego. Zainfekowani również potrzebują przyjąć większą ilość ołowiu na klatę, by zacząć wąchać kwiatki od spodu. Rozwiązaniem na oszczędzenie amunicji są strzały w głowę, które momentalnie odsyłają delikwenta na drugą (trzecią?) stronę. Nie ma również możliwości respawnu - zabitego kolegę do gry można przywrócić tylko za pomocą defibrylatora. W Realism Mode proponuję grać tylko ze znajomymi, bo gra z randomowo dobranymi ludźmi potrafi tylko przy spożyć siwych włosów na głowie.
W trybie Scavenge czterech ocalałych próbuje zgromadzić odpowiednią ilość paliwa, natomiast następna czwórka graczy wciela się w Special infected i robi wszystko co w ich mocy, by im w tym przeszkodzić. Gra ma limit czasu, który można zwiększyć dolewając kolejne kanistry z benzyną do generatora lub auta. Świetnie sprawdza się gdy macie tylko chwilę czasu na grę. Kolejną opcją zabawy jest Survival - bardzo podobny do końcówek z kampanii, z tą tylko jedną różnicą, że ratunek nie nadejdzie. Zostajecie uwięzieni na wycinku mapy z kampanii i musicie utrzymać się przy życiu przez jak najdłuższy okres czasu, odpierając fale wrogów. Oczywiście powrócił również tryb Versus znany dobrze z pierwszej części. Czterech graczy stara się dotrzeć do kolejnego save-roomu, a drużyna przeciwna musi im w tym przeszkodzić.
Jak prezentuje się nowe dzieło twórców Half-Life od strony graficznej? No cóż, gra wciąż hula na wysłużonym, tylko zmodyfikowanym silniku Source, co niestety widać. Postęp od pierwszej części jest bardzo mało widoczny, z tą różnicą, że teraz akcja dzieje się również w dzień, co pozwoliło poszaleć grafikom z Valve. Poranek, zmierzch, czy ulewa podczas próby dotarcia do barki prezentują się jak typowa rzemieślnicza robota bez żadnych opadów szczęki czy tym podobnych rzeczy. Tereny na jakich przyjdzie Wam walczyć o przetrwanie są teraz o wiele większe oraz zawierają bardzo dużo otwartych przestrzeni, dlatego trzeba mieć oczy dookoła głowy. Tekstury są na przyzwoitym poziomie, również nie uświadczyłem jakiś większych spadków animacji. Wszystko trzyma w miarę stały poziom. Oprawa audio została dobrana bardzo dobrze. Odgłosy hordy czy Special Infected od razu nasuwają myśl, że mamy do czynienia z czymś nieludzkim. Szczególnie w pamięci zapadła mi muzyka z menu, także dźwięki podczas kampanii, jak muzyczka w Dark Carnival świetnie pasują do świata Left 4 Dead.
Podsumowując, nie warto słuchać internetowych grup namawiających do bojkotu tej produkcji. Nowych elementów jest tu wystarczająco dużo, by gra nie zyskała opinii mission-packa, a pełnokrwistego sequela. Może nie mamy tu do czynienia z najlepszą kontynuacją w historii gier, ale to bez wątpienia pozycja, która dobrze rozwija idee poprzednika. Po prostu jeszcze więcej fanu z gry, czyli dostaliśmy najlepszą "co-opową" strzelankę dostępną w tej chwili na rynku. Polecam.
Mateusz [siwekkk] Gajek