
Mario Kart rządziło już prawie dziesięć lat temu za czasów SNES'a. Dla mnie jednak prawdziwym słojem miodu było Mario Kart 64 oczywiście na Nintendo 64. Do dziś nie mogę zapomnieć całodniowych maratonów z ekipą. Można było grać całymi dniami a gra nie nudziła się. Po MKDD!! spodziewałem się przynajmniej podobnej dawki zabawy, jednak oczywistym było to, że takiej rewolucji i patentów oczekiwać nie mogłem. Teraz zresztą miałem za sobą Crash Nitro Kart, więc mogłem odnieść się do MKDD!! w miarę obiektywnie. O tym co przynosi ze sobą finalna wersja, dowiecie się za parę minut...
Do wyboru dano nam 16 postaci z universum Nintendo. Nie widzę sensu ich wymieniania - wszystkie ważniejsze się tu znalazły. Podobnie jak w Crash Nitro Kart, tak i tutaj maskotki zostały podzielone na 3 klasy: lekka, średnia i ciężka. Zresztą podobnie jest z pojazdami. Ale nie to jest najlepsze. Otóż tym razem do wyścigu wybieramy po dwie maskotki - jedna odpowiada za sterowanie, a druga (siedząca z tyłu) za posyłanie power-up'ów w stronę przeciwników. Patent nawet ciekawy, a co ważniejsze - świetnie się sprawdzający podczas gry. Na tym nie koniec niespodzianek. Znane duety (dobrane defaultowo; choćby Mario & Luigi) mają oczywiście swoje własne power-up'y charakterystyczne tylko dla nich (w tym wypadku - fireballe). Jednak można mieszać ze sobą postaci, dzięki temu uzyskując podwojony efekt - specjalnych power-up'ów można już dostać po dwa rodzaje - w zależności od tego, jakich bohaterów wybierzemy. Jak wspomniałem wcześniej, postaciami na karcie można się zmieniać. Jest to ważny motyw, bo tylko ta siedząca z tyłu może odpalać bronie. Jeśli zależy nam więc na specjalnym power-upie przyporządkowanym dla maskotki, która właśnie steruje pojazdem, trzeba zamienić ją miejscami - dzięki temu osiągniemy zamierzony efekt. I jeszcze jedno - czy nie chcieliście kiedyś zatrzymać jakiejś broni na później, a mimo to wziąć kolejną? Na pewno. Teraz jest taka możliwość - wystarczy zmienić postać, by zasiadła za sterami i już można łykać kolejnego power-upa.
Model jazdy nie zmienił się specjalnie od czasów MK64 - dalej można robić miodne kontrolowane poślizgi, wykorzystując jeszcze ładujące się podczas nich turbo. W kwestii "niespodzianek" porozrzucanych na trasach także niewiele się zmieniło. Grzybki, gwiazdki, "muszelki" ;) - jest tu wszystko, co doskonale znamy. Szkoda, że Nintendo nie pokusiło się o więcej innowacji, bo przez to wszystko można odnieść wrażenie deja vu. Podobnie zresztą jest z trybami - jeśli grałeś w MK64 i dobrze je pamiętasz, przygotuj się na powtórkę z rozrywki. Znowu puchary, znowu trzeba uplasować się w generalce jak najwyżej. Jest za to jedna rewelacyjna opcja, która zaskoczyła mnie bardzo. Otóż można grać w trybie co-op!!! Dwóch graczy w głównym trybie - jeden steruje pojazdem, drugi postacią siedzącą z tyłu! Powiem jedno - po prostu kosmos, już dawno nie spędziłem tyle czasu przed konsolą! Można się zmieniać między sobą (trzeba wcisnąć w tym samym momencie ten sam przycisk - kłótnie oczywiście mają miejsce, a jakże ;), zrobić podwójny start (dwóch graczy musi wykonać normalny perfekcyjny start) - stąd właśnie podtytuł tej części MK. Krótko mówiąc - rewelacja. Trudno mi skojarzyć równie ciekawy tytuł na dwóch graczy z gatunku wyścigów.
Graficznie MKDD!! nie powala, jednak nie można tu mówić o porażce. Trudno to opisać słowami - jest po prostu ładnie, ale na pewno nie ma mowy o jakiś fajerwerkach. Postaci nie obfitują w polygony, co doskonale widać na zbliżeniach, jednak podczas normalnej gry nie ma na co narzekać. Warte podkreślenia jest też to, że naraz jest ich aż 16 podczas wyścigu (8 kartów a to też zabiera sporo mocy). Również trasy nie lśnią, tak jak kiedyś za czasów N64 (to była niemalże rewolucja...). Są oczywiście ładne, dużo na nich ruchomych elementów (w tym wiele przeszkadzajek), animacja śmiga bez przerwy w 60 klatkach (nie zwalnia nawet na moment!). Za to pierwsze trasy wręcz powalają swoją prostotą. Bez przesady, kręcić się w kółko znudzi się nawet dziesięciolatkowi... Na szczęście późniejsze tory już zdecydowanie podnoszą poziom (szczególnie ostatnie - rządzą!). Przyczepić można się też do rozmytych obiektów. Czasami miałem wrażenie, że engine ma swoje korzenie z konsoli poprzedniej generacji... Jest to szczególnie widoczne, kiedy zatrzymamy się w miejscu - podczas wyścigu na pewno nie będziecie mieć większych zastrzeżeń. Ale to na pewno nie jest szczyt możliwości GCN - przypomina to trochę Super Mario Sunshine (czyżby podrasowano silnik z tego tytułu?).
W kwestii dźwięku trudno się rozpisywać - jest tak, jak się spodziewacie. "Nintendowo", "Mariokartowo" itd. W tle przygrywa infantylna muzyczka, postacie rzucają niewybrednymi tekstami (trzeba przyznać, że nawet nie denerwują, a to plus), dźwięki stoją na standardowym poziomie. Muzyka jest wyciszona i podczas wyścigu, gdy na ekranie wiele się dzieje, trudno ją dosłyszeć. Może denerwować trochę jej jakość - przydałoby się coś na miarę nowej generacji a nie "cukierkowe" motywy dobrze znane z tej serii... Ale trzeba przyznać, że pasuje to do rozgrywki.
Na koniec o tym co najważniejsze - multiplayer. Nie ukrywajmy - to on buduje tą pozycję. Tryb dla jednego gracza w kwestii grywalności zasługuje najwyżej na 7. Po krótkim czasie gra zaczyna być po prostu nudna i nie ma przebacz - ląduje na półce. Za to multiplayer... oczywiście rządzi. Choć trzeba przyznać, że wiele się tu nie zmieniło - dalej można grać w trybie 'Battle' - np. standardowy deatchmatch czy też ganiać się po arenach ("berek"). Oprócz tego także standardowe Championship dla 4 graczy. Wadą tego ostatniego jest to, że wszystkie osoby muszą prezentować zbliżony do siebie poziom - inaczej nie ma to sensu (jedna osoba odłącza się od stawki i jest niezagrożona do końca). Tryb 'Battle' jest bardziej przyjazny dla początkujących - nie potrzeba wielkiej filozofii żeby zacząć odnosić zwycięstwa. Wystarczą podstawowe zasady i odrobina szczęścia. Zabawa w 4 osoby na podzielonym ekranie oczywiście rządzi i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Istnieje też możliwość zlinkowania 4 konsol, jednak nie miałem okazji tego przetestować (z wiadomych przyczyn).
Konkluzja jest jedna - jeśli chcesz kupić grę pod kątem multiplayera, lepiej trafić nie mogłeś. Moim zdaniem to w tej chwili najlepsza gra imprezowa na rynku, a przy okazji najlepsze wyścigi kartów, jakie można teraz dostać. Jednak jeśli chcesz grać sam (singleplayer), inwestycja w MKDD!! zwyczajnie nie ma sensu. Tryb dla jednego gracza jest zbyt krótki i nudzi się za szybko, by można było bez mrugnięcia okiem wyłożyć na niego ok. 200zł. I to jest właśnie największa wada tej pozycji. Zresztą nie bez powodu widzicie poniżej taką, a nie inną ocenę. Trudno za sam multiplayer wystawiać dziewiątkę. Singleplayer zasługuje na ok. 7/10, multiplayer - conajmniej 9/10. Poza tym nie można zapomnieć o sporej wtórności względem poprzedniej części. Rezultatem jest ocena końcowa, którą widzicie obok. Jeśli masz 3 kumpli, takich samych maniaków jak ty - polecam! Jednak dla jednej osoby - to nie ma sensu.
Szakal