Podejrzewam, że większość z Was Metroida kojarzy jedynie z serii Prime, którą zapoczątkowało na Gamecube Retro Studios. Warto jednak pamiętać, że było to jedynie rozwinięcie, bo Metroid triumfy święcił także na poprzednich konsolach Nintendo. Starszym fanom bardzo dobrze kojarzą się edycje znane ze SNES-a, kiedy to przecież akcję obserwowaliśmy z boku (2D) i mechanika była zupełnie inna od tego, co pamiętamy z GC czy Wii. Właśnie do starego wizerunku z konsoli Super Nintendo japońska firma postanowiła powrócić, a prace nad najnowszym Metroidem powierzyła ludziom z Team Ninja (mającym na swoim koncie m.in. Ninja Gaiden). Jak się później miało okazać, nie bez powodu, bowiem Retro Studios pochłonęło tworzenie nowego Donkey Konga na Wii. O tym jak nowy developer poradził sobie z odświeżeniem Metroida, przekonacie się już za chwilę.
Od samego początku widać inny kierunek, jaki obrali sobie twórcy. W Other M ważną rolę odgrywa fabuła! Przypomnę jedynie, że w Prime zawsze ten aspekt traktowany był po macoszemu, a główną bohaterkę – Samus Aran – znaliśmy tak naprawdę tylko z odbicia twarzy w hełmie, jaki nosiła. Nic zatem dziwnego, że większy nacisk na fabułę i długie scenki przerywnikowe od razu rzucą się w oczy każdemu fanowi serii. Ludzie z Team Ninja stworzyli nieco kontrowersyjną historię, bo skupiającą się na przeszłości Samus, a warto dodać, że nie brakuje tutaj japońskiego patosu, który nie każdemu musi przypaść do gustu. Szczerze przyznam, że osobiście przyjąłem tę zmianę z dużym dystansem, bo trochę inaczej wyobrażałem sobie zakutą w zbroję łowczynię. Okazuje się, że w kosmicznej bazie bohaterka natyka się na Adama Malkovitcha, jej dawnego dowódcę, który także i tym razem będzie wyznaczał jej kolejne zadania, a także wydawał rozkazy i umożliwiał używanie konkretnych broni czy upgrade’ów. Tym samym twórcy nieco usprawiedliwili początkowy brak dostępu do niektórych umiejętności. Samus teoretycznie potrafi robić wszystko, czego nauczyła się podczas Super Metroid na SNES-a, ale wystarczyło przecież wprowadzić Malkovitcha, który będzie musiał wyrazić zgodę na użycie konkretnych mod-ów, no i problem rozwiązany. Jak się pewnie domyślacie, z początku łowczyni nie może korzystać z wybranych zdolności – będą one odblokowywane dopiero w trakcie progresu.
Gra pełna jest przerywników i będziecie musieli je przetrwać, bo nie da się ich w żaden sposób przepuścić. Czasami trzeba poświęcić kilka ładnych minut na obejrzenie całości, a poziom bywa różny – momentami jest ciekawie, innym razem zalatuje kiczem, ale ogólnie rzecz biorąc fabuła jest zjadliwa (rozkręca się na dobre mniej więcej w połowie gry). Twórcy tak skupili się na filmikach, że nie udało im się zmieścić na zwykłej płytce DVD (użyto dysku dwuwarstwowego, a podobno nawet i on ledwo pomieścił kreacje autorów). Warto przy tym dodać, że za scenariusz odpowiada pan Y. Sakamoto, a więc człowiek biorący udział w tworzeniu pierwszych części Metroida, więc jeśli nie spodoba się Wam kontrowersyjne przedstawienie całej historii, wiecie do kogo kierować listy pochwalne;). W każdym razie to nie jest tylko sprawka chłopaków z Team Ninja.
Najważniejsze jest jednak to jak prezentuje się rozgrywka, bo to ona – a nie fabuła – gra tu pierwsze skrzypce. Nowy developer postanowił wrócić do korzeni, a więc postawił na perspektywę a'la 2D. Warto jednak podkreślić, że nie do końca jest to prosty dwuwymiar – niektóre screenshoty mogą Was zmylić. Przez większość czasu kamera wprawdzie ukazuje akcję z boku, ale poruszać można się tak naprawdę w trzech wymiarach, tyle że nie zawsze jest gdzie, bo drogę blokują ściany. Bywa jednak, że kamera zmieni położenie i zwiedzać większe pomieszczenie można już w 3D, albo będziecie biec w górę, niczym w starych platformówkach 2,5D (Crash Bandicoot, etc.). Wszystko zależy od sytuacji, a przecież od czasu do czasu można (a nawet trzeba) się jeszcze przełączyć do trybu FPP.