
Dźwiękowo jest niewiele gorzej. Ryk silników i praca wszystkich samochodów zostały oddane wprost perfekcyjnie. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik - pisk opon jest dobierany w zależności od sytuacji, czuć pracę zawieszenia, a żyłowanie poszczególnych biegów na manualnej skrzyni to poezja dla uszu. Co ciekawe (i niespotykane w NFS-ach), defaultowo muzyka podczas wyścigów jest wyłączona (choć można ją włączyć)! Soundtrack jest niczego sobie, ale mimo wszystko lekko obniża loty względem reszty oprawy dźwiękowej. Załapało się w sumie kilkadziesiąt utworów, z których większość rzeczywiście robi wrażenie (m.in. The Prodigy), jednak niektóre jakoś nie przystają mi do ogólnego, bardzo wysokiego poziomu. Niestety, jednym z takich kawałków jest "Pull Up" Jamala, czyli polski akcent, o którym donosiliśmy Wam we wcześniejszych wiadomościach w serwisie. Cieszę się wprawdzie, że do tak wielkiego tytułu załapał się polski utwór, ale szczerze mówiąc nie takiego repertuaru się spodziewałem. Na początku, gdy nie skojarzyłem i usłyszałem pierwszy raz tę piosenkę, stwierdziłem, że to jakaś taniocha rodem z Bollywood i coś mi się wydaje, że większość obcokrajowców nie rozumiejących w ogóle naszego języka będzie miała podobne wrażenie.
Przez całą recenzję rozpływam się nad najnowszym NFS-sem, ale przecież gdzieś tu musi tkwić jakaś słabość, prawda? Ideału nikt jeszcze nie stworzył... Zacznijmy od tego, że tryb Drift kompletnie nie przypadł mi do gustu. Model jazdy jest tam kompletnie inny niż w pozostałych wyścigach, przez co fury "pływają" przy najmniejszym skręcie kierownicy. Niezmiernie trudno jest wejść samochodem w kontrolowany poślizg i utrzymać auto na takim poziomie przez dłuższy czas, by nabić konkretną ilość punktów. Stwierdzam, że albo jestem cienki w te klocki albo twórcy przygotowali niesamowicie skomplikowany model fizyczny do tego typu eventu. Próbowałem już z kilkadziesiąt razy i dalej moje wyniki pozostawiają wiele do życzenia. Jeśli będziecie chcieli dopracować do perfekcji jazdę w Drift, czekają Was długie godziny męczarni.
Zostawmy jednak Drift, bo stanowi on tylko niewielką składową całości. Większe zarzuty można mieć do tego, że mimo modelu jazdy idącego raczej w stronę symulacji, twórcy jakby nie mogli się zdecydować i w kilku kwestiach gra wyraźnie odstaje od realizmu. Dziwnie prezentują się kolizje, gdy jeden samochód pod odpowiednim kątem wjedzie na drugi - goniący praktycznie wjeżdża pod jadącą przed sobą furę. Nie zdarza się to często, ale kilka razy miałem takie sytuacje. Trochę denerwujące jest też to, że w zawodach typu 'Race' zawsze startuje się z ogona stawki. Przez większość kariery wyścigi są krótkie (trwają 2-3 okrążenia danego toru), więc trochę dziwnie wypada przebijanie się "na chama" przez wszystkich oponentów tylko po to, by zdążyć przed końcem. W miarę progresu pojawiają się zawody 'Endurance' (wytrzymałościowe), gdzie na przykład do pokonania jest dziesięć okrążeń - wówczas ma to większy sens. Wolałbym jednak, by twórcy dali nam możliwość wywalczenia sobie pole position w jakichś czasówkach poprzedzających główny wyścig, bo ciągłe startowanie z końca stawki jest trochę niesprawiedliwe.
Niektórych mogą denerwować też wybrane zadania, jakie są w tej grze do wykonywania. Ja rozumiem, że gra ma trafić do jak największej grupy osób, ale niektóre questy wymagane do zdobycia bonusowych gwiazdek są nieco dziwne. Czasami trzeba na przykład wyrzucić z trasy kilka samochodów oponentów albo ich "obrócić" (spin 4 opponents), co wydaje mi się jakimś irracjonalnym wymogiem - rozumiem, że mój team każe mi celowo ładować się z butami w przeciwników, celowo w nich przydzwaniać i ryzykować swoim czasem? Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że nikt nie każe tego wykonywać, bo bez tego też się da przejść grę, ale lekki niesmak pozostaje. Gdybym był bardzo upierdliwy napisałbym jeszcze, że w grze mogłoby znaleźć się więcej fur (jest ponad 60), ale chyba nie będę przesadzać.
Niezmiernie cieszę się, że Need for Speed wrócił na właściwe tory. Musieliśmy czekać kilka długich lat, ale warto było. Nie wiem tylko, czy dobrze wyjdzie tej marce ciągłe zmienianie wizerunku - jak być może wiecie, kolejną część ma stworzyć studio Criterion Games, odpowiedzialne m.in. za Burnout Paradise. To oczywiście również świetny zespół, ale celujący zdecydowanie w arcade'owe szaleństwo. Czyżby więc "Elektronicy" chcieli co roku kompletnie odmieniać NFS-a? Póki co takie dywagacje można jednak zostawić, bo Shift jest świetnym tytułem, na który warto wyłożyć kasę. Polecam.
Rafał "Baron Ski" Skierski