
Tutaj mamy czuć się jak na prawdziwej wojnie - dostajemy rozkaz, wykonujemy go i wracamy do bazy. Muszę przyznać, że takie podejście do tematu stanowi miłą odskocznię w dobie strzelanin FPP, gdzie jeden palec wystarczy trzymać na spuście a drugi najlepiej na przycisku odpowiadającym za sprint. Trzeba się dobrze zastanowić czy warto otwierać ogień do przeciwnika oddalonego od nas o 500 metrów, gdyż szanse takiego trafienia są niewielkie, a konsekwencje „pudła” bardzo nieprzyjemne. Bardzo realistycznie zachowuje się także sama broń jak również pojazdy, którymi przyjdzie Wam się poruszać (jest transporter opancerzony, jeep a nawet wspomniany wcześniej śmigłowiec). Widać, że twórcy włożyli w to wiele pracy.
No właśnie, włożyli w to wiele pracy, ale... z pojazdów w trybie jednoosobowym niewiele jest pożytku (co innego, jeżeli chodzi o multiplayer). Misje zostały skonstruowane w taki sposób, że nawet jeśli jakiś wehikuł zostaje nam udostępniony to jego użyteczność jest bardzo niewielka. Dla przykładu weźmy tutaj jedną z misji. Na samym jej końcu dostajecie śmigłowiec, którym można przelecieć jakieś 500 metrów, gdyż w sąsiedniej wiosce już czają się na niego wyrzutnie AAA. Frontalny atak na wioskę zakończyłby się bardzo szybkim upadkiem i jeszcze szybszym powrotem do checkpointa. Tutaj niestety twórcy zmarnowali duży potencjał, który notabene sami stworzyli.

W czasie rozgrywki przyjdzie Wam kierować czteroosobowym oddziałem, któremu można wydawać rozmaite rozkazy (brak jest jednak możliwości przełączania się pomiędzy członkami drużyny). O ile na początku opcja ta wygląda całkiem użytecznie o tyle z czasem zrozumiecie, że jedyną słuszną komendą jest – follow me -. Prawdą jest, że sztuczna inteligencja naszych kompanów stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, jednak wydawanie poleceń spowalnia niepotrzebnie całą rozgrywkę, nie przynosząc jednocześnie spodziewanych rezultatów. Warto jednak trzymać się blisko swojej drużyny, bo chłopaki często będą wyciągać Was z trudnych sytuacji.

Co do gameplayu to warto jeszcze dodać, że cechuje go duża swoboda działania. W trakcie trwania misji, wraz z rozwojem sytuacji, dostajecie coraz to nowsze rozkazy i w wielu przypadkach to od Was zależy czy je wykonacie. Inną wartą podkreślenia zaletą jest to, że przyjdzie Wam walczyć na bardzo rozległym terenie i w dużej mierze to Wy decydujecie, z jakiego kierunku chcecie zaatakować przeciwnika.
Jak natomiast sprawy mają się z trybem multiplayer? Tu od razu zimny prysznic. Na chwilę obecną serwery obsługujące grę wieją pustkami. Ostatnim razem, żeby w ogóle odpalić jakąkolwiek rozgrywkę musiałem sporo się napocić. Ludzi zdecydowanie brakuje, ale obawiam się, że winna jest temu głównie sama gra (a 10.11 dodatkowo premierę swoją miał Call of Duty: Modern Warfare 2, który z pewnością przyciągnął lwią część graczy). Trybów rozgrywki mamy „aż” trzy. Są to: kooperacja, infiltracja i anihilacja (przynajmniej ładnie się rymuje). Wyjaśniać chyba nikomu nie trzeba jak dane tryby wyglądają. Maksymalnie w zabawie udział może wziąć jedynie osiem osób podzielonych na dwie drużyny. Wyjątkiem jest tryb kooperacji, gdzie miejsca starczy tylko dla czterech graczy. Mapy też nie powalają. Choć z początku sprawiają wrażenie rozległych, szybko okazuje się, że cała akcja skupia się w jednym kompleksie zabudowań a cała reszta to nikomu niepotrzebny las. Ogólnie bieda. Warto jeszcze jedynie wspomnieć o tym, że nasza postać w miarę rozgrywki podnosi swoją rangę, ale żadnych wymiernych korzyści z tego tytułu nie uświadczycie.

Z całą pewnością twórcom należy przypisać plusik za świetną oprawę graficzną nowego Operation Flashpoint. Bardzo ładnie zostały wykonane modele broni, w których stworzenie developer włożył wyraźnie dużo pracy. Liczba szczegółów zadowoli chyba najbardziej wybrednych (widać nawet śrubki od lunety). Na podobnie wysokim poziomie stoi wykonanie zarówno modeli żołnierzy jak i środków transportu. Otocznie, choć ubogie w detale, potrafi zrobić na graczu także bardzo pozytywne wrażenie. Kolorystyka zachowana jest w bardzo stonowanym odcieniu, co świetnie pasuje do klimatu gry.
Nad oprawą audio rozwodzić się nie ma większego sensu. Wszystkie odgłosy w grze brzmią bardzo naturalnie a jeżeli chodzi o samą muzykę to takowa przygrywa jedynie w menusach (w końcu to pole walki a nie opera w Sopocie). Świetnie też sprawdza się system 5.1, ale to już dzisiaj raczej wymagany standard aniżeli wielka zaleta.

Przyszedł czas podsumowań i bolesnych refleksji. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dostaliśmy coś w rodzaju bety. Z jednej strony świetne wykonanie od strony audio/video, ciekawe misje, mnogość środków transportu oraz dobrze wyważony system rozgrywki, z drugiej zaś mamy produkt jako całość, w którym wyżej wymienione elementy nie zostały wykorzystane nawet w 60 %. Do tego należy dołożyć bardzo słaby tryb wieloosobowy, który w dzisiejszych czasach często stanowi o sukcesie bądź porażce danej produkcji. Tym bardziej nie rozumiem zachwytu zachodnich serwisów wystawiających grze bardzo wysokie noty. Zabrakło albo pomysłu albo czasu, w najgorszym wypadku obydwu tych rzeczy. Z bólem muszę przyznać, że nowy Flashpoint nie jest godnym następcą poprzednika, który jak już wcześniej wspomniałem wyznaczał nowe kierunki. Twórcy chyba nie do końca wiedzieli jak zrobić użytek z ciężkiej pracy, jaką sami wykonali.
Grzegorz "bobo" Kwaśniewski