PaRappa the Rapper to jedna z tych gier, które niegdyś przecierały szlaki. Pamiętam, że gdy została wydana na PSX-a pod koniec 1997 roku, grali w nią wszyscy – jeśli nie w pełną wersję, to chociaż w grywalne demo dołączane do polskiej edycji Oficjalnego PlayStation Magazynu. „Raper cienki jak papier” (tak w wolnym tłumaczeniu brzmi tytuł) od NanaOn-Sha robił wówczas prawdziwą furorę udowadniając, że najważniejsza jest grywalność. Nie potrzeba było wymyślnej oprawy graficznej, czy skomplikowanej rozgrywki. Czy ktoś chce tego czy nie, PaRappa był dziesięć lat temu tytułem, który otworzył ludziom oczy na gatunek gier muzycznych, do tamtej pory traktowany – zarówno przez klientów, jak i przez developerów – po macoszemu.
Jako, że od premiery wersji na PSX-a minęła właśnie dekada, firma Sony postanowiła odświeżyć nam pamięć i wypuścić odmłodzoną wersję pierwszej części PaRappa the Rapper na PSP. Czy jednak tytuł ten w 10 lat po swojej „prawdziwej” premierze jest w stanie porwać nas tak samo jak dawniej? Cóż, jeśli mam być szczery, niemal 100%-owy port „jedynki” to trochę za mało - developer mógł pokusić się o większą ilość dodatków i usprawnień. Zacznijmy jednak od początku.
Osobom nie będącym w temacie, które przegapiły dwie części przygód cienkiego jak papier rapera należy się parę słów wyjaśnień. Główny tryb zabawy jest dokładnie taki sam jak w pierwowzorze, czyli wcielamy się w rolę pieska o imieniu Parappa, który zakochał się na zabój w Sunny Funny, swojej koleżance. Za wszelką cenę chce jej zaimponować, więc stanie przed różnego rodzaju wyzwaniami, których podejmie się z chęcią, by tylko skraść serce swojego słoneczka. Na drodze staje mu wiele przeszkód – chciałby na przykład przewieźć swoją wybrankę samochodem, ale nie posiada prawa jazdy. Chciałby móc ją obronić w razie niebezpieczeństwa, jednak nie obcował z żadnymi sztukami walki. Zostaje też wyznaczony do tego, aby zorganizować tort na urodziny Sunny Funny, ale – jak się pewnie domyślacie – nie potrafi go upiec. Z pomocą przychodzą instruktorzy/nauczyciele, których trzeba pokonać („przerapować”), by zdobyć daną umiejętność. To właśnie z nimi stajemy do pojedynku w tej zabawnej produkcji, a pomiędzy właściwą rozgrywką oglądamy filmiki przedstawiające nam fabułę.
Rozgrywka w założeniach jest bardzo prosta. Na górze ekranu przelatują kombinacje przycisków, które po chwili trzeba powtórzyć, oczywiście zgodnie z rytmem muzyki zapuszczonej w tle. Z pozoru łatwe zadanie szybko okazuje się małym wyzwaniem – twórcy w tej konwersji podnieśli poziom trudności względem pierwowzoru z PSX-a. Nasz rap jest na bieżąco oceniany przez grę (w prawym dolnym rogu podświetlane są oceny) i trzeba ukończyć poziom z rangą „Good”, by przejść dalej. Problem w tym, że nie jest to takie proste. Czasami wydawało mi się, że przyciski wciskałem w idealnym tempie, a jednak gra mnie bezlitośnie karciła... Po chwili treningu doszedłem do wniosku, że należy wduszać klawisze konsoli minimalnie wcześniej niż sugeruje to gra. Podziałało.
Największą wadą „jedynki” 10 lat temu był krótki czas gry. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – poziomów jest ledwie sześć i mając chwilę treningu za sobą, można ukończyć je wszystkie w jakieś pół godziny. 30 minut na przejście całej gry? Niestety tak. Wersja na PSP nie przyniosła ze sobą żadnego nowego etapu, co uważam za kpinę. Można było w końcu dać choćby co lepsze kawałki z drugiej części Parappy, wydanej na PlayStation 2. Nic z tego. Musicie zdać sobie sprawę z jednego – tytuł ten nie jest jakąś wielką produkcją, którą bezwzględnie musicie kupić. To raczej przerywnik od ważnych pozycji. Ja przynajmniej lubię od czasu do czasu odpalić sobie PtR i „przerapować” kilka piosenek. Bo czego jak czego, ale dobrych kawałków muzycznych tej grze odmówić nie można. „Dwójka”, wydana później na PS2, nie dorasta pierwszej części do pięt pod tym względem. Rap z Mistrzem Cebulką, zdawanie prawa jazdy z instruktorką-Łosiem, wycieczka na pchli targ z żabą śpiewającą niczym Shaggy, czy wreszcie etap, w którym Parappa przepycha się o miejsce do łazienki, z pewnością zapiszą się w Waszej pamięci na długo.
Czy ofiarowano nam więc jakiekolwiek nowości? Tak, jednak nie powalają one na kolana. Przede wszystkim podkręcono oprawę graficzną – wszystko jest ostre, a animacja zasuwa w 60 fps-ach. Ekran PSP jest panoramiczny, co również ma swoje znaczenie. Trzeba podkreślić, że PaRappa the Rapper to tytuł bardzo specyficzny i nie każdemu musi (pod względem swojego wyglądu) przypaść do gustu. Wszystko jest w zasadzie umowne, a postacie wyglądają, jakby były wycięte z papieru. Moim zdaniem ma to swój niepowtarzalny urok, aczkolwiek znam i takich, którzy pogardzili takim sposobem prezentowania grafy. Cóż, ich sprawa, nie wiedzą co tracą. Wróćmy jednak do nowości... Ucieszyłem się na wieść o tym, że można pobrać z internetu dodatkowe piosenki – myślałem, że być może uratują one żywotność tej pozycji. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze w momencie, gdy testowałem europejską wersję Parappy, nic do ściągnięcia jeszcze nie było („coming soon”). Postanowiłem więc ściągnąć kilka remixów do wersji NTSC i przerzucić je na kartę pamięci. O dziwo zadziałało, więc mogłem sprawdzić nowe utwory. Podekscytowanie szybko spadło, gdy okazało się, że są to dokładnie te same piosenki, z dokładnie tym samym układem klawiszy, co w głównym trybie, tyle, że z innym podkładem dźwiękowym (w większości dużo gorszym niż oryginalny). Cóż, nie jest to więc zbyt wartościowy dodatek. Zagracie raz i pewnie nie wrócicie już do tego. Można poza tym jeszcze przesłać koledze demko gry (game sharing), a także powalczyć z nim w trybie multiplayer (ad-hoc). Jak więc widać, nie ma się czym ekscytować.
PaRappa the Rapper na PSP to tytuł niemal w 100% wierny pierwszej części. Ma oczywiście swój niepowtarzalny urok, ale naprawdę nie wiem komu mógłbym go polecić. Fanom pamiętającym czasy PSX-a? „Nowym”, by przekonali się „jak to się kiedyś grało”? Na przeszkodzie stoi tu bardzo niska żywotność tej produkcji. Nie oszukujmy się, gry na PSP tanie nie są, a co poczuje przeciętny polski gracz, który za ciężko uciułaną kasę w pół godziny skończy cały główny tryb? PaRappa idealnie nadaje się za to dla początkujących, którzy jeszcze nie bardzo radzą sobie z „poważnymi” produkcjami. To dobry tytuł na początek, aby wgryźć się w gry. Nowicjuszom i niedzielnym graczom z pewnością bardzo przypadnie do gustu.
Rafał „Baron Ski” Skierski