
Zawsze intrygowały mnie tytuły z ciekawą fabułą, a już szczególnie takie, w których wszystko kręciło się wokół alternatywnej historii znanego nam świata. Właśnie taki scenariusz oparty na realiach „co by było gdyby” stworzyła ekipa Insomniac Games (twórcy serii Ratchet & Clank i przygód Spyro) na potrzeby swojego najnowszego projektu, nie będącego tym razem kolejną kolorową platformówką, a FPS-em z prawdziwie next-genową oprawą i konkretnym klimatem. Resistance: Fall of Man (bo o tym tytule mowa) miał być jedną z głównych kart przetargowych podczas premiery PlayStation 3, która zachęcać miała do kupna właśnie najnowszej konsoli Sony. Czy nowy projekt ekipy, która słynie głównie z „cukierkowych” produkcji naprawdę jest plusem dla marki PlayStation w „starciu tytanów” rynku konsolowego?
W roku 1921 Rosja nagle całkowicie zamyka swoje granice. Po upływie niecałych 17 lat ludzie odnajdują jedynie opustoszałe miasta, w których nie pozostał żaden ślad po żyjących tam obywatelach. Nim ludzkość odkrywa co się tak naprawdę stało, do 1949 roku cała Europa ulega już nowej rasie, która zdobywa coraz to nowsze terytoria, nie napotykając praktycznie na żaden większy opór – nikt nie jest w stanie poradzić sobie z technologią i przerażającą liczebnością najeźdźców z innej planety. Tak w skrócie prezentuje się alternatywna historia naszego świata - według ekipy Insomniac Games nie było II Wojny Światowej, ale nie można na pewno powiedzieć, że wyszło to ludzkości na dobre. Zamiast przez sadystycznych faszystów, miliony osób zginęły przez obcych, bądź też dołączyły do wrogów zmieniając się w Chimery (bo tak nazywana jest obca rasa).
Akcja Resistance: Fall of Man rozgrywa się w roku 1951, kiedy najeźdźcy opanowali już praktycznie całą Europę, a ostatnie bastiony ludzi bronią się w angielskich miastach. Bohater, w którego przyjdzie się nam wcielić, będzie jednym z najbardziej zasłużonych żołnierzy wśród szeregów ludzkiej partyzantki. Nathan Hale, bo o nim mowa, jest amerykańskim dowódcą jednego z oddziałów, które zostają wysłane do Wielkiej Brytanii w celu zawarcia tajnego porozumienia z angielską partyzantką. Szybko jednak okazuje się, że staje się on jednym z najbardziej zasłużonych wojaków „ostatniej armii ludzi”, który pomiędzy jedenastym a czternastym dniem lipca podczas operacji „Poranna Gwiazda” wykazał się nadludzką odwagą i walecznością. Hale zostaje zainfekowany wirusem Chimer, jednak jakoś opiera się on przemianie w jednego z wrogów. Czy uda mu się długo opierać truciźnie w żyłach? Co sprawia że wirus na niego nie działa? I dlaczego nagle ślad po nim zaginął? Tego możecie się dowiedzieć już tylko chwytając Sixaxisa w ręce i ruszając na front przeciwko obcym. Trzeba przyznać, że twórcy postarali się, żeby stworzyć nietuzinkową fabułę, której wszystkich niuansów specjalnie do końca nie ujawniałem – w końcu najmilej się po prostu przeżywa scenariusz w grze, a nie o nim czyta.
Ekipa Insomniac Games postarała się również o naprawdę ciekawy design - zarówno wykonanie otoczenia, potworów, jak i broni jest oryginalne i robi pozytywne wrażenie u każdego miłośnika militariów oraz ciekawych pomysłów w FPS-ach. Dużo osób po obejrzeniu pierwszych screenów i filmików obawiało się, że będzie to zwykły wojenny shooter w realiach II WŚ z obcymi w roli głównej, jednak na przestrzeni roku tytuł ten rozwinął się w dobrym kierunku i wraz ze zbliżającym się dniem premiery, cieszył się ogromnym zainteresowaniem graczy. Niestety, twórcy nienajlepiej wywążyli Resistance – gra zyskuje coraz więcej z każdym pokonanym levelem, dlatego też pierwsze poziomy prezentują się trochę gorzej niż kolejne. Nie można wprawdzie powiedzieć że początkowe misje są brzydkie, czy nieciekawe, ale wraz z postępami w grze widać, że autorzy coraz lepiej opanowywali narzędzia developerskie najnowszej konsoli Sony. Cała kampania jest ciekawa i co najważniejsze – długa - co wyróżnia Resistance spośród ostatnio panujących standardów, czyli tytułów na jeden weekend.
Wracając jednak do designu, w moim osobistymi rankingu produkcji z najfajniejszym klimatem Fall of Man plasuję się w czołówce. Widać, że twórcy włożyli dużo pracy w ciekawe projekty postaci, miejscówek, czy broni, dzięki czemu przebijając się przez kolejne zastępy Chimer naprawdę można poczuć klimat całego konfliktu. Angielskie miasteczka ogarnięte walką, wojskowe bunkry, fabryki i bazy obcych, to tylko niektóre lokacje, które odwiedza główny bohater, a każda z nich ma wiele charakterystycznych cech. Niektóre miejscówki wyglądają jak żywcem wyjęte z naszej rzeczywistości, z naleciałością toczącej się wokół wojny, a inne z kolei posiadają cechy technologii, jaką posługują się Chimery. Wraz z pokonywaniem kolejnych misji cały czas pojawia się coś nowego - twórcy zadbali, żeby gracze nie nudzili się i z wielką ochotą zwiedzali kolejne poziomy. Mimo, że nie należę do osób, które zwiedzają wszystkie zakamarki w grach i „liżą ściany”, to klimat i wykonanie Resistance na tyle mi przypasowały, że często po prostu chodziłem po lokacjach i je zwiedzałem wypatrując ciekawych szczegółów, których znaleźć można naprawdę wiele. Przykładem mogą być chociażby kwatery partyzantów w wojskowym bunkrze (w których wypatrzyć można rodzinne zdjęcia, buty, ubrania), czy laboratorium ze stołami do sekcji Chimer (stojące wszędzie próbówki, mikroskopy, itd.) – niby małe szczególiki, a mnie osobiście bardzo cieszyły. Moim zdaniem dbanie przez twórców o takie nieduże elementy potęguje klimat tej produkcji.
Cały kunszt ekipy Insomniac Games pod względem designu i klimatu psuje według mnie jedynie główny bohater, który jest strasznie bezpłciowy – ot, kolejny amerykański wojak z twarzą klona, na której jedyną cechą charakterystyczną jest pojawiający się z biegiem czasu zarost. Rozumiem, że Hale niekoniecznie musi być Rambo i Platonem w jednej osobie, jednak miło byłoby gdyby posiadał chociaż trochę swojej własnej „osobowości”. Żeby w pełni zrozumieć jego samozaparcie i sprawność w mordowaniu Chimer, trzeba przebrnąć przez całą grę i w miarę ogarniać fabułę, rozumieć wywody jednej z członkiń ruchu oporu, która jest narratorką podczas większości przerywników filmowych i przybliża w nich historię czynów naszego herosa.
Przejdźmy do eksterminacji wrogów i przyrządów, które nam w tym pomogą. Broń jaką zaoferowali twórcy jest niezwykle różnorodna - każda pukawka jest lepsza przeciw danemu typowi przeciwników. Na Chimerach przetestować możemy nie tylko podstawowy zestaw środków siania spustoszenia znany ze wszystkich shooterów (np. karabin z granatnikiem, shotgun, czy snajperka), ale także całą gamę giwer z technologią obcych (napędzanych zapewne Cell’em ;), w tym dla przykładu karabinek strzelający pociskami energetycznymi przebijającymi się przez ściany, czy miotacz wybuchających „kokonów”, które przylepiają się do wszystkich powierzchni i wylatują w powietrze po zetknięciu z przeciwnikiem. Każdy typ broni posiada dwa tryby ognia - podstawowy i alternatywny.
Trzeba przyznać, że cały arsenał jest zróżnicowany i wykonany naprawdę zawodowo (widać różnicę pomiędzy bronią, którą posługują się ludzie, a tą stworzoną przez obcych). Na łatwiejszych poziomach trudności można biegać praktycznie tylko z dwoma podstawowymi karabinami, jednak już na wyższych trzeba wykazać się znajomością czułych punktów wrogów i możliwości spluw. Poza tym w eksterminacji Chimer pomagają również trzy rodzaje granatów: zwykłe, tzw. spliterry oraz granaty napalmowe. Jedyne, czego mi tu brakowało to funkcji wibracji w Sixaxisie, przez co często nie czułem w ogóle mocy giwer.
Resistance: The Fall of Men jest na pewno ładny, lecz miejscami poziom oprawy wizualnej bywa nierówny - zdarzają się miejscówki, które (tak jak wspominałem wcześniej) aż chce się zwiedzać, ale także takie, w których wieje pustką, a tekstury nie są najwyższych lotów. Za to wykonanie postaci, przeciwników i broni stoi już na wysokim poziomie - polecam poprzyglądać się zwłokom wrogów, czy popatrzeć na twarze sojuszników, jak ruszają im się oczy i usta. Poza tym na pewno autorom należą się brawa za różnorodność lokacji - każda z nich jest inna, ale wszystkie utrzymano w klimacie konfliktu toczącego się w latach 50-tych z domieszką odmiennej technologii Chimer. Ktoś, kto nie widział w akcji Gears of War, czy Lost Planet w HD może być produkcją Insomniac Games jak najbardziej zachwycony. Na pewno tytuł ten posiada swój unikalny urok i jako gra dostępna na starcie nowej konsoli (jako swoista rozgrzewka), nastraja jak najbardziej optymistycznie.
Walka z Chimerami rozgrywa się niezwykle dynamicznie, lecz niestety pełne akcji potyczki przeplatane są momentami, w których po prostu idziemy przez kawałek czasu i nic się nie dzieje, dopóki nie dotrzemy do kolejnego miejsca i skryptu zaplanowanego przez twórców. Sam gameplay jest bardzo fajny, sterowanie w praniu sprawdza się. Bardziej wyczulone gałki w Sixaxisie wydają się odrobinę dokładniejsze, przez co lepiej sprawdzają się w FPS-ach. Szkoda jedynie, że tak mało użyteczny jest czujnik ruchu w padzie, który służy jedynie do uderzenia kolbą jeśli któryś z przeciwników rzuci się nam na szyję. Dziwnie rozwiązana została sprawa życia głównego wojaka – jego lifebar podzielony jest na 4 części i posiada zdolność regeneracji, ale tylko w obrębie jednej części życia. Jeśli więc na początku levelu przyjmiemy ostrą serię na klatę i stracimy połowę życia, to energia odnawiać się nam będzie jedynie do połowy i zmusi nas to do poszukiwania specjalnych fiolek uzupełniających cały pasek.
Grając na poziomie trudności Normal czasami miałem kłopoty z poradzeniem sobie podczas cięższych momentów – mogę więc przyznać, że Resistance jest wymagający nawet dla zatwardziałego fana schooterów (za jakiego się uważam). Podczas walki z Chimerami (które wprawdzie bardziej stawiają na siłę grupy czy kampowania niż potęgę własnego umysłu ;)) trzeba wykazywać się nie tylko zręcznymi palcami, ale też chociaż odrobiną taktycznego zacięcia i sprytu.
Autorzy postanowili również trochę urozmaicić ciągłe bieganie „z buta” misjami, w których zasiadamy za sterami jeepa, czołgu, czy jednego z robotów Chimer. Mimo, że nie są one jakoś specjalne długie i wymagające, to na pewno są miłą odskocznią od ciągłego podążania na piechotę i naparzania z małego karabinu – w końcu nie ma to jak przywalić samotnemu obcemu z czołgowego działa, czy rakiety. Sama eksterminacja przeciwników jest miła nie tylko ze względu na ich wygląd, ale także na dobrze wykonany tzw. „efekt szmacianej lalki” – wrogowie upadać będą inaczej w zależności od tego gdzie ich trafimy (headshot pośle ich w tył, a seria po nogach sprawi, że przywalą gębą w glebę) i w jakim miejscu aktualnie stoją (truposze potrafią rozkładać się na skrzynkach, maskach samochodów, czy też po prostu spadają z dużych wysokości po przechyleniu się przez barierkę). Dodatkowo cieszy ilość i różnorodność Chimer – od małych, pełzających po ścianach i suficie pająków, przez pięciometrowych badd-assów z potężnymi karabinami, a na wielkich, mechanicznych robotach kończąc.
Resistance: Fall of Man jest według mnie najlepszą grą startową na PlayStation 3 – porządna długość, tryb kooperacji, dopracowany multiplayer - to tylko niektóre z podstawowych zalet przemawiających za kupnem tego tytułu. Wprawdzie niektóre elementy nie do końca udały się twórcom, ale nawet mimo tego jest to dobry FPS i ciekawy launch-title. Myślę, że dla osób które planują kupno PS3, Resistance jest grą, którą mogę polecić im z czystym sumieniem - szczególnie jeśli lubią schootery z perspektywy pierwszej osoby, mają możliwość podłączenia konsoli do sieci lub posiadają partnera, którego mogą zaproszą do gry w cooperative. Ja tymczasem po spędzeniu kilkunastu ciekawych godzin z tym programem, czekam na grę, która będzie dla Playstation3 tym, czym stał się Gears of War dla Xboxa 360.
Sebastian „Nelson” Bondar