
Najlepsze w Rhythm Paradise jest to, że wyczucie rytmu jest tu tak ważne jak w mało którym tytule. Włącz Guitar Hero i spróbuj zagrać choćby kawałek jakiejś piosenki z zamkniętymi oczami (nawet przy założeniu, że znasz na pamięć przyciski, które musisz wciskać). Nie da się, a to dlatego że większość gier muzycznych opiera się przede wszystkim na tym co widzimy, a Rhythm Paradise polega właściwie tylko i wyłącznie na słuchu Gracza. Tutaj granie z zamkniętymi oczami i uważne wsłuchanie się w rytm sprawdza się nawet lepiej niż wpatrywanie się w ekran, które może tylko zdekoncentrować. Poszczególne dźwięki są tak intuicyjnie rozłożone, że polegając tylko i wyłącznie na nich można by było przejść grę.
Bardzo dobrze prezentuje się też sprawa żywotności tej produkcji. Nie dość, że znalazło się tutaj ok. 50 minigier (choć część z nich to tylko druga, trudniejsza wersja już znanej gierki), to jeszcze na odblokowanie czeka masa bonusów - specjalnie dla kogoś, kto chciałby poświęcić Rhythm Paradise nieco więcej niż tylko czas potrzebny na proste zaliczenie wszystkiego. Generalnie zwykłe przejście zajmie średnio sprawnemu rytmicznie Graczowi kilka godzin, ale jest tu jeszcze możliwość zaliczania wszystkiego na złoto (liczba możliwych do wykonania błędów jest już znikoma), bądź na Perfect, co już wydaje się być zadaniem tylko dla najbardziej wytrwałych. Warto jednak zdobywać medale, gdyż w menu odblokowują się wtedy kolejne gierki, czy też piosenki przygrywające w nich. Zresztą gra jest na tyle wciągająca, że każdy lubujący się w tego typu produkcjach będzie do niej wracał jeszcze po wielu miesiącach od zakupu. Osobiście lubię sobie od czasu do czasu włączyć Rhythm Paradise dla relaksu, czy też dla próby zaliczenia czegoś na Perfect.
Gra jest mocno japońska i to widać także po grafice - jest bardzo prosta, niektóre minigry wyglądają jakby były narysowane przy użyciu kilku kredek, a mimo to prezentują się bardzo przejrzyście. Mimo wszystko ostrzegam, że nie każdemu taka stylistyka może się spodobać. Naprawdę jednak nie ma co się zrażać, bo w takich pozycjach liczy się przede wszystkim dźwięk, a ten tutaj działa bez zarzutu. Nie mamy tutaj do czynienia z żadnymi licencjonowanymi piosenkami - nie o to tutaj chodzi. Odgrywane są proste kawałki, które jednak w większości są miłe dla ucha, a niektóre nie mają nawet wiele wspólnego z muzyką - raczej ze zbiorem kolejnych dźwięków. Tak jak już jednak pisałem - grając można w całości polegać tylko i wyłącznie na słuchu i wyczuciu rytmu, a to chyba najlepsza rekomendacja dla gry muzycznej.
Nie doceniałem tego tytułu, dopóki sam w niego nie zagrałem i tak będzie zapewne w przypadku większości z Was. Tej radości płynącej z gry nie da się opisać (chyba że jesteś zdecydowanym przeciwnikiem gier muzycznych, to Rhythm Paradise Cię raczej nie przekona) i nawet sam czytając kolejne pozytywne opinie na jej temat nie bardzo w to wszystko wierzyłem. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy zagrałem w pierwszą minigierkę - wciągnąłem się niesamowicie i naprawdę ciężko mi było się oderwać jeszcze przez wiele kolejnych gierek. Coś dla siebie znaleźć tu powinien zarówno początkujący (samo zaliczenie wszystkiego nie jest zbyt trudne), ale także i hardcore'owiec, bo chcąc zaliczyć wszystko na 100% odkrywa się, że gra staje się niesamowicie trudna. Długo zastanawiałem się nad oceną końcową - osobiście jestem grą tak zachwycony, że byłbym skłonny wystawić jej pełną "dziewiątkę". Mam jednak na uwadze, że nie każdemu taki typ rozgrywki może przypasować, stąd trochę obniżyłem notę. Polecam jednak każdemu tę pozycję z całego serca, bo tak "innej" w odbiorze produkcji już dawno nie mieliśmy.
Marcin "Sarge" Skierski