Singstar to niesamowicie popularna seria gier karaoke, ale cierpi od wielu edycji na ten sam problem - stanęła w miejscu. Co kilka miesięcy dostajemy kolejną część, która nie różni się niczym od poprzedniej, poza zestawem nowych piosenek. Singstar Dance miał być powiewem świeżości i odpowiedzią na trend, który zaczyna się powoli, aczkolwiek skutecznie zarysowywać ostatnio na rynku. Czy już niebawem przerzucimy się z dotychczasowych gier muzycznych wykorzystujących imitacje instrumentów (Rock Band, Guitar Hero) na tytuły "taneczne"? Wiele na to wskazuje, a Sony ma właśnie swojego pierwszego przedstawiciela na tym polu.
W Singstar Dance znajdziecie wszystko to, czego można oczekiwać od kolejnej części uznanej serii. Mamy zatem proste i przejrzyste menusy (inna sprawa, że nie różniące się niczym od tych z poprzednich odsłon Singstara), sprawdzony i w miarę sprawiedliwy (?) system punktacji naszych wyczynów oraz zestaw 30 nowych utworów, które można wyśpiewać. Podstawowa różnica jest jednak taka, że oprócz możliwości śpiewania, każdą z piosenek można również zatańczyć, przy wykorzystaniu kontrolera PS Move. Nie namyślając się długo, odpaliłem tryb tańca, by przekonać się z czym to się je.
Po wybraniu jednego z dostępnych kawałków jesteśmy przerzucani (tak samo jak przy okazji śpiewania) do teledysku. Tym razem jednak zamiast linijek pojawiających się u góry ekranu, w prawym dolnym rogu ukazuje się mała postać, profesjonalny tancerz, który pokazuje nam jak powinniśmy się ruszać. Jeszcze niżej mamy malutkie okienko, w którym możemy oglądać swoje poczynania (jeśli ktoś chce, może zamiast teledysku oglądać na całym ekranie siebie i swoje kocie ruchy ;).
Oczywiście możecie zapomnieć o mega-skomplikowanych układach tanecznych, w końcu ma to być imprezowa gra dla każdego, a nie dla profesjonalnych tancerzy. W związku z tym ruchy do powtórzenia są najczęściej prościutkie i jedyną trudność sprawia w zasadzie to, by wczuć się w rytm i w miarę zapamiętać układ. Jak się możecie spodziewać, najlepsze efekty uzyskuje się powtarzając przynajmniej kilka razy ten sam utwór, bo za pierwszym razem nie wiadomo jakie ruchy będą następne. Tutaj wychodzi pierwszy minus Singstar Dance – nie ma on jakiegokolwiek trybu treningowego, tutorialu. Wszystko trzeba poznać metodą prób i błędów, a to trochę nie fair biorąc pod uwagę, że niektóre układy do prostych nie należą.
Drugi zgrzyt to moim zdaniem dobór utworów. Piosenek jak zawsze jest 30, ale zdecydowana większość z nich to kawałki „z brodą”, w dodatku w większości takie, które pojawiały się już w poprzednich edycjach Singstara. Powiedzcie, ile można w końcu wracać do „U Can’t Otuch This” MC Hammera, „Bombastic” Shaggy’ego, czy „I Like to Move It” zespołu Reel 2 Real. Spójrzcie sobie zresztą na tracklistę na drugiej stronie recenzji i oceńcie to sami. Zapewniam, że przewijając listę w grze odniesiecie wrażenie, że co najmniej 2/3 utworów to kawałki stare i ograne. Brakowało mi większej liczby nowych piosenek, bo Lady Gaga, The Pussycat Dolls, Black Eyed Peas, Gwen Stefani, Outcast, Ricky Martin czy Jamiroquai to trochę za mało.