
A skoro już zacząłem pisać na temat grafiki... Ta w wersji na Xboxa 360 prezentuje się co najmniej okazale. Bardzo szczegółowe otoczenie, świetnie zrealizowana postać Sama Fischera, która chociażby w cut-scenkach ukazuje naszym oczom prawdziwe morze detali. Oczywiście, jako że Fischer jest w tej części bardziej ludzki, zatem jego zachowania też takie są. Wykonując „letnią” misję, Sam poci się, natomiast będąc baz nakrycia głowy na zbliżeniach zaobserwować można zacięcia pochodzące od maszynki do golenia. Kolejnym szczegółem cieszącym oko jest zachowanie postaci w momencie naszej bierności – dycha, obraca głowę patrząc na przeciwnika, itp.
Samo wykonanie lokacji nie pozostawia wiele do życzenia. Widać, że panowie z UbiSoftu poznali architekturę nowego Xboxa, bowiem środowisko w Double Agent jest naprawdę bardzo ładnie wykonane. Przywoływany wcześniej przykład wspinania się po wieżowcu w Szanghaju czy też efekt lodu pod którym płyniemy z pewnością zapadną Wam na długo w pamięci.
Na plus wyszło także skrócenie czasu wykonywania poszczególnych misji. Jest krócej, jednak bardziej intensywnie. Jest to z pewnością duże ułatwienie dla mniej zaawansowanych graczy, którzy przy okazji poprzednich części w przypadku zacięcia się w jakimś momencie po prostu zniechęcali się i odkładali grę na półkę. Z drugiej jednak strony jest to wyraźny znak mainstreamowego charakteru samej gry. Jest ona po prostu kierowana do jak największej liczby użytkowników, ale żeby tak się stało musi ona być przystępna zarówno dla hardkorowców, jak i laików dopiero co rozpoczynających przygodę u boku Sama Fischera.
Odskocznią od schematu „misja – cut scenka – misja, itd.” są niewątpliwie zadania, które musimy wykonać w bazie JBA. Zmienia się tu sam charakter rozgrywki. Nikt nie będzie do Was strzelał – wszyscy myślą, że jesteście tam "swoi". Możecie chodzić po lokacjach wykonując zadanie, które otrzymujecie od przełożonego, po tym jednak udajecie się do sektorów strzeżonych, w których nie możecie nikogo ogłuszyć ani zabić i jedynym sposobem na wykonanie tych zadań jest po prostu skuteczne skradanie się. Mi sekcje JBA zupełnie nie przypadły do gustu. Uważam, że gra tylko na nich traci i wolałbym po prostu zamiast bawić się w chowanego w kwaterze wroga od razu przeskakiwać do następnych misji. A skoro już doszedłem do aspektów negatywnych SC to wypada tu wymienić chociażby nie za dobra sztuczną inteligencję wrogów oraz stosunkowo krótki czas gry. Jednak niedociągnięcia te stoją jakby niżej, przywalone ogromem zalet Podwójnego Agenta.
Splinter Cell: Double Agent wśród wszystkich części serii Toma Clancy’ego plasuje się w moim osobistym rankingu zaraz za częścią pierwszą. Bardzo dobre wykonanie wizualne a także o wiele lepiej niż w poprzednich częściach poprowadzona fabuła sprawiają, że czas na przechodzeniu misji mija naprawdę przyjemnie. Lokacje często się zmieniają, co z pewnością nie świadczy o monotonności gry. Pozycja ta byłaby jeszcze lepsza gdyby zminimalizowano sekcje w kwaterze JBA, ale da się je przeboleć. Tytuł godzien polecenia. [OGM]
txt: Gudi
MOIM ZDANIEM
Baron Ski: Double Agent to chyba najciekawsza część Splintera. Nie jest bez wad i czasami dłuży (misje u terrorystów, o czym wspominał Gudi), ale mimo wszystko jest warta sprawdzenia. Denerwuje tylko liniowość, bo niemal zawsze do celu prowadzi tylko jedna droga. Mi rekompensował to jednak świetny klimat w większości misji, na czele z tą w więzieniu. No i fabuła nie jest tak nudna jak w poprzednich częściach. Fanom polecać nie muszę, reszta również powinna zagrać. Moja ocena: 8.3/10.