Onlygames.pl | Serwis Konsolowy, recenzje gier, konsole | PlayStation 3, Xbox 360, Wii, PSP, 3DS, DS, PS2, strona o konsolach
Zdjęć w galerii: 10312
Ilość wiadomości: 6209
Ilość artykułów: 1478

TGS 2006 część III - raport z pokazów gier

PlayStation 3Xbox 360
TGS 2006 część III - raport z pokazów gier

Blue Dragon - wrażenia [X360]

Już chyba wszyscy wiedzą o tym, że Microsoft jest gotów zrobić bardzo wiele tylko po to, by ichniejszy next-gen zdobył serca graczy z Kraju Kwitnącej Wiśni, którzy wciąż zdają się być nie przekonanymi do amerykańskiej konsoli. Bez wątpienia pomóc w tym przedsięwzięciu może MistWalker – firma założona przez Hironobu Sakaguchiego – „ojca” serii Final Fantasy. To właśnie MW tworzy Blue Dragona – jRPGa, który ma całkiem spore szanse, by przekonać do siebie i do Trzystasześćdziesiątki naszych skośnookich braci.

Tak więc chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć jaką wagę miał pokaz „Niebieskiego Smoka” na Tokyo Games Show. Co najważniejsze, niektórzy dostąpili takiego szczęścia by samemu sprawdzić, jak pierwsze dziecko MistWalkera prezentować będzie się w akcji. Wszystko wskazuje na to, iż prezentuje się naprawdę porządnie i pozwoli na to, by Hironobu Sakaguchi powrócił na „scenę” z tarczą – w blasku chwały. Ciekawostką jest to, że do dyspozycji graczy zostały na TGSie oddane dwa różne od siebie misje – pierwsza, którą można było już zobaczyć w środę podczas konferencji giganta z Redmond i drugą, w której główny nacisk stawiany był na walkę.

Niezależnie od tego co się wybrało, już na pierwszy rzut oka widać, ze w projektach postaci maczał palce Akira Toriyama – jego wyjątkowy styl po prostu nie sposób pomylić z żadnym innym. Główny bohater imieniem Shu wygląda jakby został żywcem wyjęty z ósmej części Dragon Questa. Ale nie znaczy to oczywiście, że gra jest cukierkowa, chociaż po pierwszym spojrzeniu można by odnieść takie, jakże mylne, wrażenie. Bo nie jest ani specjalnie kolorowo ani tym bardziej wesoło, choć oczywiście określenie „mrocznie” też nie jest specjalnie adekwatne (acz na pewno bliższe prawdy niż „cukierkowo”). Po prostu Blue Dragon jest idealnym wypośrodkowaniem Dragon Ballowego stylu Toriyamy, z realiami Final Fantasy.

A właśnie co do serii FF – nie będzie specjalnym zaskoczeniem jeśli napiszę, ze walki odbywają się w sposób turowy, bardzo podobny do tego, który znamy z poprzednich gier Sakaguchiego. Z dwiema drobnymi różnicami. Pierwsza jest taka, że swoich ewentualnych przeciwników widzimy jeszcze przed rozpoczęciem walki i na przykład możemy rzucić w nich bombą, co spowoduje tymczasowy paraliż i pozwoli albo na ominięcie przeciwnika, albo też na zaatakowanie go z przewagą ruchu. Drugą z bardziej istotnych rzeczy odróżniających „Ostatnią Fantazję” od „Niebieskiego Smoka”, jest fakt, iż to nie postacie walczą, a posiadane przez nie unikatowe smocze duchy, cienie, czy cokolwiek to jest. W każdym bądź razie same stwory wyglądają imponująco, już nawet nie wspominając o ich atakach specjalnych, które są klasą samą w sobie.




Równie dobrze prezentuje się oprawa audiowizualna w tym RPGu. Grafika, choć może na kolana nie powala, to wykonana jest ładnie i dosyć szczegółowo. Co ważne, wszelakie obiekty napotkane na drodze bohaterów wydają się być dosyć zróżnicowane, co z pewnością liczy się Blue Dragonowi in plus. Podobnie zresztą jak design zarówno postaci jak i przeciwników, których przyjdzie im zwalczyć. Nie gorzej jest z udźwiękowieniem. Na nie szczególną uwagę zwróciłem podczas walki z bossem, do której przygrywała piosenka bez problemu przekonująca mnie do tego, że soundtrack w nowej grze Sakaguchiego będzie reprezentował najwyższy poziom.

Wszystko wskazuje na to, że BD ma szanse okazać się na prawdę świetną grą i stać się dla firmy Billa Gatesa biletem do serc japońskich graczy, którzy przecież jak nikt inny na świecie kochają gry role-playowe, właśnie w takiej konwencji, w jakiej utrzymywany jest Blue Dragon. Tak więc wszystkie znaki na niebie i ziemi starają się chyba pokazać, że ojciec Ostatniej Fantazji powraca i robi to w wielkim stylu, ze swoim nowym studiem o nazwie MistWalker. Więcej screenów znajdziecie w GALERII. [Siergiej]

 

Devil May Cry 4 - wrażenia [PS3]

Kultowa seria Capcomu wraca, lecz tym razem wraz z nią nie powraca znany już wszystkim łowca demonów - Dante, a na scenie pojawia się nowa główna postać: Nero (który swoją drogą i tak jest wręcz bliźniaczo podobny do swego poprzednika). Na Tokyo Game Show zaprezentowano po raz pierwszy grywaną wersje DMC 4 i w końcu można było sprawdzić jak w akcji prezentuje się następca Dantego. Czy seria Devil May Cry zakróluje na rynku slasherów na najnowszej konsoli Sony?

Pierwsze, co rzucało się od razu w oczy, to lekkie zmiany jeśli chodzi o sterowanie: "kwadrat" odpowiada za strzał, "krzyżyk" za skok, trigery za uderzenia mieczem, a "kółko" za użycie demonicznej pięści bohatera (która jest nowym patentem w grze). Na razie niewiadomo nic o użyciu znanego z poprzednich części Devil Triggera, który powodował przemianę w „demoniczną” wersję naszego heroła - użycie "trójkąta" na padzie powodowało jedynie, że Nero uzyskiwał krótkotrwałe przyspieszenie.

Jeśli mówimy o walce, to w tym aspekcie trudno zauważyć jakiekolwiek większe zmiany - wygląda ona praktycznie identycznie jak chociażby w DMC3. Podobnie wykonuje się znane już combosy, wybicia w powietrze, ostrzeliwanie przeciwników, powalanie ich na ziemię, itd. Szkoda, że Konami nie pokusiło się na jakieś większe rewolucje pod tym względem (chociaż jak powszechnie wiadomo, nie opłaca się zmieniać czegoś, co doskonale sprawdza się w akcji). Tradycyjnie również każde uderzenie wroga jest ocenianie, a tworzenie coraz dłuższych kombinacji nagradzane coraz lepszą rangą.




Generalnie najciekawszą innowacją w systemie walki okazuje się być demoniczna pięść Nero, którą wykonywać można różne specjalne ataki. Fajnie prezentuje się motyw z wyrzuceniem przeciwnika w powietrze, a następnie wyskokiem i potężnym uderzeniem przybicie go do ziemi, które powoduje pęknięcie podłoża i poranienie innych znajdujących się w pobliżu wrogów, czy chwilowe odłączenie się dłoni od ramienia, chwycenie potwora znajdującego się w oddali i przyciągnięcie go do siebie, dzięki czemu można mu sprzedać serie ciosów z bliskiej odległości. Brzmi zawile, ale w akcji prezentuje się bardzo efektownie.

Na pewno nie można odmówić fachowości twórcom, jeśli chodzi o design przeciwników. Wprawdzie na demku zobaczyć można było jedynie parę kreatur, ale ich wygląd i animacja robią naprawdę niezłe wrażenie. Dziwne pokraki poruszające się na chudych, drewniano-podobnych nóżkach, z długą kosą zamiast jednej ręki i zielonymi głowami poruszają się naprawdę fachowo i dorównują klasą choćby kukiełkom znanym z pierwszej części DMC. Podobne wrażenie robi również wielki, płonący (ogień jest stworzony niezwykle realistycznie, widać że ogniki naprawdę poruszają się na jego ciele), przypominający trochę Balroga z LOTR’a boss uzbrojony w potężny miecz, z którym zmierzyć się można było w jednej z grywanych lokacji. Dodatkowo ciekawie prezentował się fakt, że potwór niszczył swoimi silnymi uderzeniami otaczające go drewniane domki - ciekawe czy w grze znajdzie się więcej takich interaktywnych momentów, w których wokół coś będzie się rozpadać...

Graficznie Devil May Cry 4 prezentuje się całkiem przyzwoicie, widać że otoczenie jest bardziej szczegółowe i da się zauważyć różnicę pomiędzy current a next-genem. Szczególnie pozytywne wrażenie robią specjalne efekty, jakie występują np. podczas używania demonicznej pięści, czy gdy wykonuje się zwykłe cięcie mieczem, a powietrze widowiskowo się załamuje - pod tym względem chłopaki z Capcomu wykonali już kawał dobre roboty.

Na chwilę obecną DMC4 nie różni się zbytnio od swojej poprzedniczki, lecz można mieć nadzieję, że twórcy sprawią, iż debiut serii na PLAYSTATION3 będzie czymś więcej niż tylko kolejnym zwykłym sequelem w HD. Szczególnie ciekawie zapowiada się fabuła najnowszego Devila i fakt, że na jednym z najnowszych trailerów zobaczyć można postać, którą może okazać się być sam Dante, jednak jak na razie nie wiadomo jaką rolę odegra on w tej całej historii. [Nelson]

 

Genji: Days of the Blade - wrażenia [PS3]

Druga odsłona Genji, mimo iż wcale nie zapowiada się na grę wybitną i ponadczasową, to chyba wszystkim doskonale utkwiła w pamięci po tym, w jaki sposób została zaprezentowana na niedawnych targach E3. Wielu graczy do dziś śmieje się, z powoli przechodzących do legendy tekstów takich jak "Giant Enemy Crab", "Attack its weak point for MASSIVE DAMAGE!", czy choćby jakże next-genowo brzmiące "Real time weapon changing". Ale w końcu nie samymi krabami Genji 2 stoi.

Niestety już na samym początku tego co oddano do dyspozycji na TGS-ie napotykamy pewien zgrzyt. Grywalne demo, jakim można było cieszyć, to w zasadzie ta sama demówka, z którą mieliśmy do czynienia na Electronic Entertainment Expo. Co prawda mamy tu jedną postać więcej i jest jednak trochę więcej grania niż w Los Angeles, to mimo to wciąż pozostaje pewien niedosyt, jak po zjedzeniu odgrzanego kotleta.

Kolejną rzeczą, jaka na mnie wywarła dosyć negatywne wrażenie jest fakt, że gra wydaje się jakaś taka wolna. Już pomijam fakt, że nie ma tu raczej 60 klatek na sekundę, ale chodzi po prostu o to, że mimo tego, że bez przerwy coś się dzieje, to wkrada się w to wszystko pewien mozół i ani to jakieś wciągające się nie wydaje za bardzo, ani specjalnie dynamiczne, a przecież to powinny być główne cechy slashera!




Dobrze chociaż, że w Days of the Blade znalazł się jeden bardzo interesujący patent, choć może nie jakiś wyjątkowy na światową skalę. Nie jest to jednak "real time weapon changing", a "real time chara changing", czyli zmienianie się pomiędzy postaciami w czasie rzeczywistym. Tak więc niemal jednocześnie mamy do dyspozycji samuraja Yoshitsune, napakowanego mnicha Benkeia, albo bardzo szybką i zwinną Shizukę. To jest coś, co może dawać znacznie więcej, niż gdybyśmy ganiali tylko jednym herosem i żywię nadzieję, że możliwości jakie daje taka opcja zostaną wykorzystane.

Szkoda, że wydaje się, iż możliwości PS3 przy Days of the Blade wykorzystywane nie są. Grafika w nowym Genji to naprawdę nie jest to, czego spodziewałbym się po grze na konsolę o takiej mocy jak PLAYSTATION 3. Można to oczywiście tłumaczyć tym, że walka trwa na ekranie w zasadzie bez przerwy, pełno jest różnych ninjasów, samurajów i innych Giant Enemy Crabów, które chcą upolować głównych bohaterów. Jednak wciąż jestem skłonny uważać, że z maszynki od Sony można by wykrzesać sporo więcej. Może nie grafikę taką, jak na całkiem ładnych renderowanych filmikach, które w Genji zobaczymy, ale mimo wszystko – zawsze może być lepiej.

Podsumowując – Days of the Blade raczej nie zapowiada się na megahiciora, który zapamiętywać będzie można z jakichś innych powodów niż jego śmieszna prezentacja w Mieście Aniołów. Przede wszystkim gra jest zbyt wolna, no i jej oprawa też nie wydaje się być specjalnie dobra na dzień dzisiejszy, a nie sądzę, by do premiery PS3 w tej kwestii miało się zbyt dużo zmienić. Oczywiście nie można nazywać tego przedwcześnie mianem crapu, ale szczerze wątpie, by nowe Genji miało jakiekolwiek szanse na podważenie pozycji takich serii jak Devil May Cry czy Onimusha, a o God of War nawet nie wspominając. Więcej screenów znajdziecie w GALERII. [Siergiej]

Strona: [1]  [2]  [3]    
Dodaj komentarz
do tego artykułu
Komentarzy: 0
Twój kod:
(Przepisz w odpowiednie pole)
Nick*:
E-mail:
Kod*:
Treść*:
* - pola wymagane.
Brak komentarzy

UID: 1080
Tytuł:

TGS 2006 część III - raport z pokazów gier

Developer: -
Gatunek: -
Data wydania:
EUR:
USA:
JAP:
Poziom trudności:
0

Interesują cię inne formy reklamy? Sprawdź TUTAJ.

Łączna ilość głosów:




 

Strony zaprzyjaźnione

- ZOBACZ TUTAJ              
Kana³ RSS
Materiały zawarte w serwisie onlygames.pl są objęte prawem autorskim i nie mogą byćw całości
lub we fragmentach kopiowane, powielane oraz rozprowadzanie bez zgody ich autorów!