Onlygames.pl | Serwis Konsolowy, recenzje gier, konsole | PlayStation 3, Xbox 360, Wii, PSP, 3DS, DS, PS2, strona o konsolach
Zdjęć w galerii: 10312
Ilość wiadomości: 6209
Ilość artykułów: 1478

TGS 2006 część V - raport z pokazów gier

PlayStation 3Xbox 360WiiDS
TGS 2006 część V - raport z pokazów gier

Lost Odyssey - wrażenia [X360]

Na tegorocznych targach TGS po wielu miesiącach oczekiwań dostaliśmy wreszcie grywalną wersję najbardziej interesującego tytułu od firmy MistWalker. Jak do tej pory, po Lost Odyssey wszyscy spodziewali się czegoś niesamowitego. Rozległy świat, śliczna grafika, wciągająca fabuła (wszystko jak na dobrego eRPeGa przystało). Jego twórcą jest przecież Hironobu Sakaguchi (ojciec serii Final Fantasy), a to już nie lada argument przemawiający na plus dla tej pozycji. Jak LO prezentuje się w praniu?

W grach tego typu najważniejszy jest chyba system starć (IMO obok fabuły), więc od niego zaczniemy. Po pierwsze, walki z przeciwnikami są losowe. Jest to niewątpliwie cios poniżej pasa, choćby z uwagi na to, że w Blue Dragon (inny RPG od MW) oponentów widać było także podczas eksploracji, a na dodatek można ich było wtedy osłabiać, co prezentowało się tam wręcz wyśmienicie. Dlaczego nie zaimplementowano tego patentu w LO i wrzucono tu Random Encountery? Nawet nie chcę się nad tym zastanawiać. Odnośnie samych potyczek... Brać w nich udział będzie mogło aż pięciu członków Waszej drużyny (wszystkich dostępnych ma być osiem). W demku dostępna była niestety tylko jedna postać, więc o ich ewentualnych wspólnych atakach, czy podobnych akcjach nie ma na razie co mówić. Ogólnie rzecz biorąc, starcia są bardzo łatwe, schematyczne i szybkie, ale Sakaguchi powiedział, że w tej wersji gry nie ma dwóch bardzo istotnych elementów gameplayu, więc pewnie dlatego walczyło się tak drętwo.

Jak już wspomniałem, w demonstracyjnej wersji Odysei popykać można było tylko jedną postacią. Nie martwcie się jednak, bo jej historia zapowiada całkiem dobrą i niezmiernie ciekawą fabułę tej pozycji. Kain, bo tak ów bohater się nazywa, ma pewien mały problem, a mianowicie musi żyć przez tysiąc lat (jest to jakiś wyrok, który na nim zapadł)! Nieśmiertelność to jednak bardzo fajna sprawa, bo dzięki niej heros po prostu nie może umrzeć. Za każdym razem kiedy straci całe swoje HP, zostaje wskrzeszony z jego małą ilością (oby w późniejszych fazach gry nie zaniżało to jej poziomu trudności). Rozwikłanie mrocznych tajemnic tej postaci, to z pewnością podłoże dla wspaniałej historii jaka szykuje nam się za sprawą LO, a nieśmiertelnych ma być jeszcze czterech, więc na nudę nie ma szans (może będziemy mięli do czynienia z bohaterem zbiorowym?). Aha, umiejętności Kaina nie powalały ani swoją ilością, ani też efektywnością (zwykłe i standardowe ataki takie jak np. cięcie mieczem, ulepszenie obrony itp).




Kilka słów należy się także przeciwnikom, bo z nimi spędzicie przecież wiele czasu grając w ten tytuł. W demku można było spotkać kilka rodzajów oponentów - uzbrojonych w lekkie zbroje żołnierzy, rycerzy ciężkozbrojnych, typków posługujących się magią. Każde z nich prezentowało zgoła inne umiejętności i style walki, ale każdego można było rozpracować bardzo szybko i potem rozwalić bez żadnych przeszkód. Po wygranych walkach Kain otrzymywał trochę EXP, a gdy uzbierał jego odpowiednią ilość, postać podnosiła się o jeden poziom doświadczenia w górę podwyższając tym samym swoje współczynniki (standard).

Level dostępny w grywalnej wersji Odyseii był dosyć obszerny. Prezentował się ciekawie, a na dodatek w kilku miejscach można było nim manipulować. Kiedy nie dało się w żaden sposób przekroczyć strumienia lawy, z pomocą przyszły kamienne kolumny, które po przewróceniu mogły posłużyć bohaterowi za pomost. Spodziewać się można także innych, bardziej rozbudowanych elementów do destrukcji, czy użycia. Może jakieś skomplikowane zagadki logiczne? Byłbym za.

Oprawa a/v LO to po prostu majstersztyk. Gra jest ciągle w fazie prac, ulepszeń, ale grafika wygląda już teraz fenomenalnie. Wspaniałe i pełne detalów postacie (fajny design), świetnie wyglądające efekty specjalne i doskonale zaprojektowane levele, a pamiętajcie, że wszystko można jeszcze dopieścić. Dźwięk to także klasa sama w sobie. Odgłosy walki są bardzo realistyczne, a muzyka ma w sobie to coś, co pozwoli Wam na relaks i odprężenie w czasie długich sesji spędzonych z padem w rękach.




Bardzo liczyłem swego czasu na Lost Odyssey i mimo, że na TGS'ie zaprezentowano dosyć słabo dopracowaną pod względem technicznym (pomijając wizualia) grę, jestem pewny, że posiadacze X360-ki dostaną porządnego RPG'a, który pochłonie ich bez reszty na długie miesiące. Jeśli panowie z MistWalkera dopracują niektóre szczegóły (i wyrzucą te nieszczęsne Random Encountery) to mogą liczyć na spory sukces. Aha, Hironobu Sakaguchi zapowiedział wydanie oficjalnego dema na Xbox Live Marketplace także w USA (na krótko po ukazaniu się go w Japonii). [Velios]

 

Viva Pinata - wrażenia [X360]

Jeśli lubicie gry z pomysłem, które odprężą Was po ciężkim dniu pracy/szkoły, to z pewnością śledzicie proces powstawania szykowanej przez Rare Viva Pinata. Na Tokio Game Show została zaprezentowana nowa (po ostatnim E3) wersja tego tytułu, w której to wiele błędów jej poprzedniczki z E3 już było mniej (m.in. szarpiący wtedy ostro framerate). Co przyniosły ostatnie miesiące prac nad tą pozycją? Czy VP ma szanse na stanie się hitem? Oto co zaprezentował nam developer...

Jeśli do tej pory nie wiecie czym jest Viva Pinata, to spieszę z wyjaśnieniami. Jest to gra, w której to Waszym zadaniem będzie wybudowanie własnego miasteczka i hodowanie w nim jak największej ilości tytułowych Pinat, czyli różnego rodzaju stworków (o świetnym, nieco dziecinnym designie). Nie wszystko jest jednak takie piękne i na Waszej drodze pojawią się także pewne przeszkadzajki, a mianowicie czarno-białe potworki, które będą próbowały zakłócić harmonię panującą w Waszym przybytku (złe stworzonka można po pewnym czasie przemienić w kolorowe Pinaty i zaprosić je do swojego ogrodu). Ciekawą sprawą jest panujący w grze ekosystem (kiedy w Waszym miasteczku pojawi się kapusta, to za nią zjawią się i myszy) oraz możliwość zwiedzania ogrodów innych graczy za pośrednictwem XLive (możliwość wysyłania im paczek z prezentami included). To by było na tyle ( w skrócie), czas przekonać się, czy aby Rare nie obijało się zbytnio przez ostatnie kilka miesięcy.




Grę rozpoczniecie z pustym i zniszczonym ogrodem porośniętym gęstymi trawami i rozmaitymi krzakami. Waszym pierwszym zadaniem będzie oczywiście zrobienie porządku z całym tym bałaganem, a potem powolne "zaludnianie" Waszej krainy. Aby pojawił się pierwszy Pinata, będziecie musieli na pustym placu rozkopać nieco ziemię. Wtedy pojawi się pod nią Pinarobak i zacznie powoli użyźniać glebę. Kiedy skończy, zasadzicie na niej trawę, a wtedy między jej źdźbłami pojawi się pierwszy Pinawąż. Trawkę wkrótce polubią także robaczki i zaczną one czasem wychodzić na powierzchnię co by się troszkę powygrzewać, jednak na ich nieszczęście w powietrzu pojawi się krwiożerczy PinaPtak, który rozpocznie ich masową eksterminację. Niech ta krótka historyjka posłuży Wam za przykład gameplay'u, jaki czeka Was podczas grania na VP. Prawda że ciekawe? No tak, to rzecz gustu...

Skoro zajmować będziecie się hodowlą zwierząt, nie mogło się tutaj obyć bez ich parzenia, a sprawa kopulacji Pinat została tu rozwiązana w całkiem łatwy i sugestywny sposób (dzieci mogą grać bez obaw). Otóż gdy nad głową - załóżmy - konika pojawi się symbol serca, oznaczać to będzie, że jest on gotów do zabawy. Zamykamy go więc w jednym miejscu z innym koniem (nie wiadomo, czy musi to być płeć przeciwna:) i rozpoczyna się krótka minigierka, polegająca na przedostaniu się przez mały level najeżony przeszkodami do partnera, który stoi na jego drugim końcu (każde ze zwierzaków ma inną planszę, po której będziecie się poruszać). Po jej pomyślnym ukończeniu, Wasi podopieczni udadzą się razem do małego domku, gdzie odtańczą swoje tańce godowe (wyglądające raczej głupio) i obdarują Was jajkiem z nowym potworkiem.




Bardzo istotnym elementem bez którego nigdy nie wybudujecie ładnego i dużego miasteczka dla swoich Pinat są pieniądze. Zarabiać je możecie choćby sprzedając swoje, wyhodowane produkty (owoce i warzywa) do okolicznych sklepów. Pinaosy dla przykładu pozwolą Wam na sprzedawanie miodu, którego produkcją się zajmą. Za kasę można kupić wiele rzeczy: przedmioty dla Waszych, małych podopiecznych, domki dla nich itp. Naprawdę jest tego dużo i każdy znajdzie tutaj sporo interesujących i zabawnych rzeczy. Zastanawiacie się pewnie, po co kupować rzeczy swoim zwierzątkom? Ano po to, żeby Wasi kumple z sieci zapamiętali wiele przedmiotów po odwiedzeniu Waszego ogrodu lub żeby ucieszyli się z otrzymania dobrze wyposażonego Pinaty. Naprawdę ciekawy patent.

Jeszcze kilka słów odnośnie ciekawych spraw i praw jakimi rządzi się świat, do którego już niedługo będziecie mieli okazję wsiąknąć. Pinaty pojawiają się o różnych porach dnia i nocy. Jedne wiodą spokojne życie za dnia, a inne szaleją w nocy (tak jak ja, gdy piszę ten tekst:). Kiedy będziecie budować domki dla Waszych podopiecznych (dla każdego innego rodzaju) pamiętajcie o ich odpowiednim rozmieszczeniu (nie stawiać ryb koło kotów etc.). Zresztą, uczcie się sami, bo VP to gra z pewnością ucząca odpowiedzialności i planowania, więc jest ona przeznaczona również dla dzieci. Ale czy to jakiś wstyd, że będziecie ślinić się nad tytułem, w który będzie grało również Wasze pięcioletnie dziecko?




O grafice nie ma co się długo rozpisywać, bo jaka jest, każdy widzi. Ma swój specyficzny design, który jednak nie każdemu musi przypaść do gustu (mi się bardzo podoba). Wszystko jest ładne, schludne i kolorowe, ale wiele osób może powiedzieć, że pozycja ta wygląda zbyt dziecinnie. Nic się ze sobą nie gryzie, a i framerate, który na E3 często zwalniał, teraz działa jak należy. Rare dało radę.

Podsumowując, Viva Pinata to świetnie zapowiadający się prdukt, który w miarę czasu zyskuje coraz to więcej usprawnień, jednak niestety nie spodoba się wszystkim, choćby z uwagi na bardzo cukierkowy design. Ja osobiście jestem zachwycony tą pozycją - lubię czasem pograć w taki niezobowiązujący tytuł i z pewnością będzie można go śmiało polecić każdemu lubiącemu relaks po robocie graczowi. [Velios]

 

Crackdown - wrażenia [X360]

Na TGS'ie mieliśmy okazję zobaczyć, co wyszło z sojuszu Microsoftu i Real Time Worlds, którzy to połączyli swe siły, by dostarczyć nam "GTA-podobną" grę, w której wcielicie się w rolę tajnego agenta z wieloma bionicznymi umiejętnościami (tj. skakanie na ogromne odległości, miotanie samochodami, szybkie przemieszczanie się itp.). Jak na razie gra prezentuje się całkiem ciekawie i ma szanse wybić się spośród innych średniaków, jakie zwykle wychodzą z tego typu pozycji. Przyjrzyjmy się jej bliżej.

W Crackdown jest co robić. Demko pokazało, że w finalnej wersji na pewno znajdzie się wiele misji, a na dodatek powinny być one bardzo różnorodne. Zabijanie liderów gangów było jednym z ciekawszych zadań, bo nie dość, że potrafiło nastręczyć na początku trochę kłopotów, to jeszcze podczas ataku zlecieli się chyba wszyscy jego członkowie (gangu oczywiście:). Jako, że jest to klon GTA, nie mogło zabraknąć także misji samochodowych i wyścigów. Fajna sprawa dotycząca tych drugich - otóż każdy osiągnięty przez Was czas na trasie będzie zapisywany do światowego rankingu graczy za pośrednictwem XLive, a więc nie leniuchujcie, bo będzie wstyd:). Aha, dla motywacji w czasie ścigania się ciągle będziecie widzieć najlepszy czas w sieci (dot. tego, danego wyścigu), a to z pewnością zwiększy Wasze chęci. To tyle odnośnie ciekawostek, więcej dowiemy się chyba dopiero z wersji ostatecznej Crackdown.




Fizyka w tym tytule to coś, co zasługuje na osobny akapit. Wszystko - wybuchy, latające obiekty, sam bohater, po prostu wszystko tutaj zachowuje się jak należy. Kiedy będziecie jechać samochodem, możecie liczyć na dobry system kolizji i świetne prowadzenie pojazdu. Jak widać developer wie czego potrzebują tego typu tytuły i postawił na realizm.

Gra korzysta ze sterowania bardzo podobnego do tego, które zostało zaimplementowane w GTA, czy Saint's Row. Kiedy siedzicie w aucie triggery odpowiadają za gaz i hamulec. Przyciśnięcie Y pozwoli Wam do samochodów wejść i z nich wyjść. Oprócz tego, gra korzysta z raczej standardowej kamery i muszę powiedzieć, że daje pod tym względem radę. Aha, arsenał broni to także to samo co w innych tego typu produkcjach, więc nie ma sensu się o nim rozpisywać.




Graficznie Crackdown prezentuje się bardzo ładnie. Wiele obiektów zostało przejechanych techniką cel-shading, co nadaje grze dosyć komiksowego klimatu. Jeśli chodzi o dźwięk, to i tutaj M$ nie musiał być oryginalny. Kiedy wskoczycie do swojej taryfy odpali się muzyczka, którą można zmieniać. Niestety, ze względu na hałas panujący w sali, nie dało się ich dokładniej odsłuchać.

Spodziewałem się średniej klasy klona serii GTA, ale muszę powiedzieć, że mile się zaskoczyłem. Crackdown szykuje się nam na pozycję solidną i dość żywotną. Fani panów z Liberty i Vice City mogą zacierać ręce. Jeśli oczywiście chwycą ten klimat. [Velios]

Strona: [1]  [2]  [3]    
Dodaj komentarz
do tego artykułu
Komentarzy: 0
Twój kod:
(Przepisz w odpowiednie pole)
Nick*:
E-mail:
Kod*:
Treść*:
* - pola wymagane.
Brak komentarzy

UID: 1181
Tytuł:

TGS 2006 część V - raport z pokazów gier

Developer: -
Gatunek: -
Data wydania:
EUR:
USA:
JAP:
Poziom trudności:
0

Interesują cię inne formy reklamy? Sprawdź TUTAJ.

Łączna ilość głosów:




 

Strony zaprzyjaźnione

- ZOBACZ TUTAJ              
Kana³ RSS
Materiały zawarte w serwisie onlygames.pl są objęte prawem autorskim i nie mogą byćw całości
lub we fragmentach kopiowane, powielane oraz rozprowadzanie bez zgody ich autorów!