Onlygames.pl | Serwis Konsolowy, recenzje gier, konsole | PlayStation 3, Xbox 360, Wii, PSP, 3DS, DS, PS2, strona o konsolach
Zdjęć w galerii: 9710
Ilość wiadomości: 5938
Ilość artykułów: 1453

The Legend of Zelda: Spirit Tracks - recenzja

DS
The Legend of Zelda: Spirit Tracks - recenzja

Tym razem najważniejszym miejsce w grze jest Spirit Twoer, specjalna wieża, w której wraz z progresem odkrywają się kolejne piętra i można przechodzić kolejne, coraz trudniejsze wersje lochów. To taki odpowiednik Temple of the Ocean King z poprzedniej części. Nową zabawką, która odkrywa kluczową rolę w tej odsłonie Zeldy jest specjalny flet (Spirit Flute), na którym można oczywiście grać. W tym celu należy dmuchać w mikrofonik DS-a, natomiast na touch-screenie trzeba odpowiednio przesuwać rysikiem, by wprowadzać kolejne wersje dźwięków. To naprawdę działa! Twórcy wymyślili sobie kilka melodyjek, z których każda odpowiada za co innego. Jedna na przykład pobudza do życia kamienne posągi, które sypią podpowiedziami na temat poukrywanych skarbów, a inna pozwala uleczyć Linka w niektórych miejscach. Od czasu do czasu trzeba też zagrać coś w duecie z jakąś postacią, by zdobyć ważną rzecz. Ogólnie rzecz biorąc nowość tę przyjąłem z otwartymi ramionami.

Muszę jeszcze opowiedzieć o tym, że Spirit Tower to także miejsce, w którym duch Zeldy staje się użyteczny. Znowu labirynty patrolują wielcy rycerze (Phantom Knights), przed którymi należy uciekać w bezpieczne miejsce, jednak po zebraniu kilku świecidełek Link jest w stanie zaatakować takiego oponenta (trzeba go uderzyć od tyłu) i spowodować, że Zelda w niego wniknie i tym samym przejmie nad nim kontrolę. Dzięki tej możliwości trzeba uskuteczniać swego rodzaju kooperację. Zelda w zbroi rycerza jest w stanie zagadywać innych przeciwników, by Link był mógł prześlizgnąć się za ich plecami lub po prostu ich unieszkodliwić. Oprócz tego księżniczka w swojej nowej postaci może chodzić po kilku powierzchniach (np. małe kolce wystające z ziemi), które są zabójcze dla jej małego kompana w zielonym kubraczku. Trzeba więc współpracować, bo tylko w ten sposób da się przejść labirynty przygotowane przez twórców. Oczywiście im później w grze, tym bardziej trzeba kombinować i wysilać swoje szare komórki, ale to było do przewidzenia. Końcówka to już nagromadzenie wszystkich przeciwności – Phantom Knights występują w czterech rodzajach i umiejętności każdego z nich (np. teleport, zapalanie pochodni, rozwalanie przeszkód) będziecie musieli skrzętnie wykorzystać.



Od Wieży trzeba podróżować do kolejnych krain w celu zdobycia ważnych artefaktów. Tym razem Link porusza się po mapie nie przy pomocy łodzi, a pociągiem. Trochę obawiałem się o ten element rozgrywki, bo o ile łódź można było skierować w każdą możliwą stronę, to przecież tory mają ściśle wyznaczoną trasę. Na szczęście ludzie z Nintendo sprostali zadaniu i podróżowanie pociągiem jest nawet jeszcze przyjemniejsze niż to, co znamy z dotychczasowych części. Oczywiście jest to kwestia gustu, ale mi podobało się bardziej – może i łódka odznaczała się większymi możliwościami w kierowaniu (poruszanie się w każdym dostępnym kierunku), ale podczas pływania mniej było do roboty. „Ciuchcia” tymczasem pędzi po wyznaczonych torach, ale na zwrotnicach można wybierać kierunki, przyspieszać lub cofać, a także strzelać w oponentów często atakujących podczas jazdy. Oprócz tego jeszcze po mapie krążą demoniczne lokomotywy (może śmiesznie to brzmi, ale tak jest), przed którymi trzeba uciekać i wybierać inne kierunki jazdy. Od czasu do czasu trafi się nawet jakiś boss, a także zagadka (tajemnicze tunele), więc możecie mi wierzyć, że podróżowanie pociągiem nie jest żmudną koniecznością, a po prostu ciekawą odskocznią od standardowego przeczesywania krain.



Podróżowanie po kolejnych tematycznych światach (las, zima, ocean, lawa i dwa bonusowe, których nie zdradzę) bardzo przypomina to, co wszyscy znaliśmy już z The Legend of Zelda: Phantom Hourglass. Zawsze na początku dominują proste zagadki i zadania polegające na doniesieniu czegoś do kogoś lub rozwiązaniu prostej łamigłówki. Wszystko po to, by ostatecznie dotrzeć do świątyni, czyli dungeona składającego się przynajmniej z kilku poziomów. W środku oczywiście trzeba wysilić szare komórki, a także umiejętnie korzystać ze znalezionych przedmiotów. Do grona gadżetów znanych z poprzedniej części (m.in. bumerang, łuk) doszły kolejne (wiatraczek, specjalne lasso do huśtania się oraz okładania przeciwników, różdżka podnosząca poziom piasku), które znakomicie się wdrożyły i pasują do całości jak ulał. Naturalnie całość jest liniowa, ale rozwiązanie kolejnych zagadek lub nawet sytuacyjnych łamigłówek ponownie przynosi wiele radości. To po prostu Zelda – gwarancja najwyższej jakości.



Strona: [1]  [2]  [3]    
Dodaj komentarz
do tego artykułu
Komentarzy: 1
Twój kod:
(Przepisz w odpowiednie pole)
Nick*:
E-mail:
Kod*:
Treść*:
* - pola wymagane.
Messi
niedziela, 31 styczeń 2010r.
Szkoda że nie mam ds bo chetnie bym w to zagrał. Zawsze zeldy były świetne a ocaryny z N64 nie zapomne nigdy ;-|

UID: 2084
Tytuł:

The Legend of Zelda: Spirit Tracks

Developer: Nintendo
Gatunek: action adventure
Data wydania:
EUR: 11/12/09
USA: 07/11/09
JAP: 23/12/09
Poziom trudności:
średni (3/5)
The Legend of Zelda: Spirit Tracks
The Legend of Zelda: Spirit Tracks
The Legend of Zelda: Spirit Tracks
9

Interesują cię inne formy reklamy? Sprawdź TUTAJ.

Launch PS Vita pod koniec roku, a Nintendo obniża cenę 3DSa. Na którą z konsol się zdecydujesz?
13 %
Łączna ilość głosów: 5999




 

Strony zaprzyjaźnione

- ZOBACZ TUTAJ              
Kana³ RSS
Materiały zawarte w serwisie onlygames.pl są objęte prawem autorskim i nie mogą byćw całości
lub we fragmentach kopiowane, powielane oraz rozprowadzanie bez zgody ich autorów!