
Gra The Saboteur, wydana niedawno przez EA, stała się ostatnim oddechem zamkniętego przez wspomnianą firmę studia developerskiego Pandemic. Twórcy takich serii jak Mercenaries czy Star Wars Battlefront musieli pogodzić się z decyzją szefostwa (200 osób przeszło do innych wydziałów, natomiast kierownictwo zostało zwolnione).
Świat, jaki został nam przedstawiony w The Saboteur jest jednym z ciekawszych jakie dane mi było uświadczyć w produkcjach tego roku. Gracz zostaje przeniesiony do Francji z okresu drugiej wojny światowej, która okupowana jest przez nazistowskie Niemcy. Dostaniecie niepowtarzalną okazję odwrócenia biegu historii. W trakcie podróży po barwnym i intrygującym świecie, natkniecie się na bardzo ciekawe i wyraziste postacie.
W wasze władanie zostaje oddany Sean Devlin, Irlandczyk, który uwielbia kobiety i duże ilości alkoholu. Do Francji wybrał się, aby spróbować swoich sił w wyścigach samochodowych. Jego głównym rywalem staje się Aryjczyk, Kurt Diecker, który w drodze po zwycięstwo używa niedozwolonych sztuczek, czym prowokuje głównego bohatera do przeniesienia rywalizacji poza tor wyścigowy. Zwykła przepychanka dwóch kierowców szybko zamienia się w walkę o przetrwanie i usunięcie pobratymców Dieckera z kraju żabojadów.

Trudność w przedstawieniu otwartego świata (jaki został zastosowany w tym tytule) polega na tym, że developer musi zachować odpowiednią równowagę pomiędzy wolnością wyboru gracza a kontynuowaniem ścieżki fabularnej. Tym razem jednak odpowiedni zmysł nie zawiódł studia Pandemic. Sean na swojej drodze spotyka pełno brytyjskich agentów, rebeliantów oraz dealerów broni na czarnym rynku. Ich położenie jest wyraźnie zaznaczone na mini-mapie, podobnie jak zadania, które będziecie musieli wykonać, aby robić postępy w fabule. Jednak, aby wykonać te zadania będziecie musieli kupić nową broń, a ta dostępna staje się dopiero, gdy wyzwolicie odpowiednie „regiony” spod okupacji niemieckiej. Dodatkowo za niszczenie fortyfikacji okupantów otrzymujecie kasę, za którą możecie kupić dodatkowy arsenał. Wszystko to stwarza pewną sieć zależności, które z jednej strony umożliwiają Wam swobodną eksplorację, z drugiej natomiast wymagają od Was wykonania pewnej ilości misji pobocznych.

Bez względu na to czy zdecydujecie się trzymać się fabuły, czy zaczniecie bombardować niemieckie posterunki, rozgrywka będzie wyglądała właściwie identycznie. Postać, w którą przyjdzie Wam się wcielić, jest wytrawnym snajperem a także specem od ładunków wybuchowych. To daje możliwość przebiegania przez lokacje strzelając do czego tylko macie ochotę, ale jeżeli chcecie, możecie dla odmiany wysadzić wszystko w powietrze. Trzeba przyznać, że taki sposób rozgrywki jest bardzo rozluźniający, ale momentami potrafi też wywołać na twarzy minę wyrażającą zdecydowaną dezaprobatę. Wyobraźcie sobie sytuację, w której biegniecie przez całą misję, strzelacie do czego się da, a żeby Was zabić potrzebne są cztery 100 % trafienia z armaty. Sean posiada naprawdę pokaźną ilość zdrowia, dodatkowo wystarczą ułamki sekund, aby ekran przestał mrugać. W świetle powyższego, zastosowany w grze system krycia się za przeszkodami wydaje się być zupełnie chybionym.

Jeżeli jednak będziecie mieli ochotę podejść do tej gry z bardziej ambitnej strony, przygotowany został system wykorzystujący przebrania oraz - tak popularne - skradanie. Jednak, aby system skradania był skuteczny potrzebne jest odpowiednie wyważenie, a tego w The Saboteur zdecydowanie zabrakło. W grze znajduje się odpowiedni wskaźnik, który mówi Wam, kiedy jesteście obserwowani albo że już Was wykryto. Problem polega na tym, że wskaźnik ten wypełnia się tak szybko, iż albo jesteście kompletnie niewidoczni dla przeciwnika albo wszystkie alarmy wyją a naziści rzucają na Was wszystko, co mają. Sean co prawda zawsze może odnaleźć przycisk wyłączający alarm albo uciec z obszaru poszukiwań, ale to stanowi o wiele trudniejsze zadanie niż zwykłe zdewastowanie bramy głównej i zlikwidowanie wszystkich oddziałów Niemców.