Onlygames.pl | Serwis Konsolowy, recenzje gier, konsole | PlayStation 3, Xbox 360, Wii, PSP, 3DS, DS, PS2, strona o konsolach
Zdjęć w galerii: 10312
Ilość wiadomości: 6209
Ilość artykułów: 1478

W służbie zła... na PS2

PlayStation 2
W służbie zła... na PS2
Strach jest czymś, co towarzyszy nam od zawsze. W ostatnich czasach doszło jednak do tego, że dzięki licznym horrorom i grom tak naprawdę wielu z nas lubi się bać. Dlaczego tak się dzieje? Teorie są różne. Każdy z nas poszukuje intensywnych doznań, podniesienia poziomu adrenaliny. Jesteśmy ciekawi, lubimy podejmować ryzyko. Poza tym gry czy filmy opierające się na założeniach survival-horroru bardziej wciągają niż inne. Postaramy przyjrzeć się temu zjawisku w niniejszym artykule i zobaczymy co mamy do wyboru posiadając Playstation 2. A jest tego wszystkiego niemało...

Survival-horrory rozwijają się już od dobrych 10 lat. Wszystko zaczęło się tak naprawdę od Resident Evil. Co prawda były także wcześniejsze próby, jak choćby Alone in the Dark, jednak żadna z nich nie oddawała tak naprawdę uczucia strachu tak silnie jak zrobiła to w 1995 pierwsza część Resident Evil. Dzieło Shinji Mikami'ego (głównego projektanta serii) przeszło do historii. Moc pierwszego Playstation dała wreszcie możliwość zrobienia tak filmowej gry z prawdziwego zdarzenia. Były to jednak początki survival-horrorów, nie znano więc jeszcze tak naprawdę recepty na straszenie. Resident Evil opierał się głównie na odpowiednich momentach. Wspominając jakieś zaskakujące, straszne wydarzenie w grze z serii RE na usta ciśnie się znany cytat: "to była chwila". Mikami nie tyle straszył gracza przez cały czas, co robił to w odpowiednich momentach. Nigdy nie można było spodziewać się co za chwilę nastąpi. Podróż cichym korytarzem nigdy nie była pewna - zawsze z okien mogły wyskoczyć np. dobermany przy akompaniamencie przeraźliwych dźwięków... Trzy części Resident Evil były flagowymi produkcjami na pierwsze Playstation. PS2 niestety nie doczekała się póki co tak dobrych przedstawicieli z tego universum. Główna w tym zasługa Nintendo, które wykupiło tą serię dla Gamecube'a. Capcom oczywiście na wszystkie strony stara się ten pakt obejść :). W związku z tym możemy zasmakować RE także i na PS2, niestety już nie z taką mocą jak za czasów PSOne. Po pierwsze można sięgnąć po RE: Code Veronica. Jest to jednak tylko i wyłącznie konwersja wiekowego tytułu z Dreamcasta (który ukazał się niedługo po RE3 na PSX'a), która na chwilę obecną zdecydowanie się zestarzała. Grafika nie powala, jest średnich lotów, zagadki wydają się "prostackie", tytuł ten po prostu nie wniósł nic nowego do tej serii (no, trzeba wspomnieć o trójwymiarowym otoczeniu :). Raczej tylko dla maniaków serii. O grach z podtytułem Gun Survivor nawet nie warto wspominać. Capcom próbowało przedstawić serię z perspektywy pierwszej osoby. Stąd widok FPP, który jednak zdecydowanie nie zdał rezultatu. Gry z serii RE: Gun Survivor nie są po prostu straszne... Wiarę w odzyskanie dobrego imienia serii na PS2 przywraca RE: Outbreak o którym mogliście przeczytać w numerze dziesiątym OGM. Seria zdecydowanie wkracza na nowe wody. Kooperacja w kilkuosobowych grupach, nowe patenty dla serii, tryb online... To wszystko pozwala oczekiwać tytułu świetnego. Niestety, cały czas nieosiągalnego dla mieszkańców Europy. Na swoją wersję będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Capcom powinien się pospieszyć, tym razem że pod koniec roku w Japonii ma już uderzyć RE: Outbreak 2...

Zupełnie inny rodzaj strachu występuje w serii, która powszechnie uznawana jest za najbardziej "chorą" na świecie - Silent Hill. Pierwsza część, która ukazała się w 1999 roku na PSX'a była przełomowa. Konami (dev.) wpadło na genialne rozwiązanie. Tak naprawdę nie ma nic strasznego w kulminacyjnym momencie. Najgorsze jest przewidywanie, że w końcu on nastąpi. W Silent Hill mamy z tym właśnie do czynienia. O ile w Resident Evil podskakiwaliśmy ze strachu w kluczowych momentach, tak w SH boimy się przez cały czas. Lęk przed nieznanym, czymś co za chwilę MOŻE się zdarzyć, ale wcale przecież nie musi. Pierwsza część Silent Hill na PSOne zrewolucjonizowała gatunek survival-horrorów, a na PS2 możemy sięgnąć po jej kontynuacje. SH2 powszechnie uznawany jest za najlepszą część z dotychczas wydanych i w ogóle najlepszy survival-horror w jaki można zagrać. Pierwsze skrzypce gra tutaj świetna fabuła, inteligentne zagadki i jeszcze bardziej zeschizowane projekty potworów niż w "jedynce". Co prawda jest to gra w dużej mierze wtórna, opiera się na podobnych założeniach co prequel (wejście do budynku, eksploracja, wykończenie bossa, podróż do kolejnego budynku itd.), jednak nie przeszkodziło jej to dostać się na szczyt listy survival-horrorów. Część trzecia, która ukazała się ok. rok temu (OGM nr6 - 9.0/10), mimo że świetna, nie dorównała genialnej "dwójce". Można zarzucać jej głównie to, że autorzy zdecydowali się postawić większy nacisk na walkę, zaniedbując trochę zagadki, które są przecież znakiem firmowym tej serii. Mimo, iż jest to tak naprawdę najsłabsza z dotychczasowych części SH, nadal zdecydowanie warto ją kupić. Bo jej poziom i tak jest praktycznie nieosiągalny dla innych twórców s-h. Obecnie czekamy na część czwartą, która ma uderzyć pod koniec roku. Wątpliwości może budzić kilka rzeczy (portale, znowu duży nacisk położony na akcję), jednak pierwsze trailery pokazują, że czeka nas kolejna świetna, maksymalnie "chora gra"...

Podobny poziom "zeschizowania" prezentuje dopiero co wydane Forbidden Siren (recenzja w tym numerze). Głównym twórcą jest tu Keichiro Toyama, człowiek mający za sobą stworzenie pierwszej, rewolucyjnej przecież części Silent Hill. Można więc było oczekiwać wiele, a przynajmniej podobnych klimatów. Toyama zaprezentował nam zupełnie inne spojrzenie na survival-horrory. O ile we wcześniejszych grach z tego gatunku gracz zawsze miał w miarę wyrównane szanse (liczne bronie), tak tutaj jest on praktycznie tylko i wyłącznie zwierzyną. W porównaniu z opętanymi mieszkańcami wioski (główni opponenci) bohater nie ma praktycznie żadnych szans. Tym bardziej, że zabić ich właściwie nie można, co najwyżej ogłuszyć na chwilę... Nie obyło się bez licznych innowacji. Największymi są bez wątpienia liczba grywalnych postaci (10!) oraz umiejętność zwana "Sightjack". Tak duża liczba bohaterów tak naprawdę jednak zatraca spójność, nie można utożsamić się z postacią, bo za parę chwil wskakujemy już w skórę kolejnej. Bardzo pomysłowym rozwiązaniem był za to Sightjack. Oto wciskając jeden z przycisków pada można spróbować przenieść się w ciało potwora i patrzenia na świat jego oczami. Ma to oczywiście ułatwić przedostanie się w odpowiednie miejsce - trzeba obserwować zachowanie się kreatur, zapamiętywać drogę ich patroli a przy okazji wysłuchiwać przerażających dźwięków, jakie wydają. Gracz musi zrozumieć jedno - w bezpośredniej konfrontacji niemal zawsze nie ma żadnych szans. Trzeba więc skradać się, wyłączyć latarkę, by nie zwabiać wrogów... Klimat zaszczucia jest tu obecny praktycznie przez cały czas a stopniem zeschizowania ta gra momentami przewyższa nawet Silent Hille! Naprawdę nie polecam grania w nią w nocy... Mimo to nie wszystko w niej zagrało... Jednak i tak zdecydowanie warta jest polecenia. Po szczegóły zapraszam do odpowiedniej recenzji w numerze.

Strona: [1]  [2]      
Dodaj komentarz
do tego artykułu
Komentarzy: 0
Twój kod:
(Przepisz w odpowiednie pole)
Nick*:
E-mail:
Kod*:
Treść*:
* - pola wymagane.
Brak komentarzy

UID: 651
Tytuł:

W służbie zła... na PS2

Developer: -
Gatunek: -
Data wydania:
EUR: -
USA: -
JAP: -
Poziom trudności:
-
0

Interesują cię inne formy reklamy? Sprawdź TUTAJ.

Łączna ilość głosów:




 

Strony zaprzyjaźnione

- ZOBACZ TUTAJ              
Kana³ RSS
Materiały zawarte w serwisie onlygames.pl są objęte prawem autorskim i nie mogą byćw całości
lub we fragmentach kopiowane, powielane oraz rozprowadzanie bez zgody ich autorów!