"Dłonie mokre od krwii" - dokładnie tak twórcy tłumaczą, co oznacza tytuł omawianej tu produkcji. Wet to nowa marka, tytuł przypominający nieco Stranglehold - tu również strzelanie gra pierwsze skrzypce, a zwalnianie czasu (tzw. bullet-time) jest używane nagminnie. Od konkurencyjnego tytułu, gra od Artificial Mind and Movement wyróżnia się choćby tym, że sterujemy kobietą.
Rubi Malone zastępuje tu Graczowi tradycyjnego "madafakę", jakim kierujemy w większości tego typu produkcji. Główna bohaterka została wykreowana zresztą przez developera na zimną sukę, którą mało co obchodzi, a przeciwników zabija w hurtowych ilościach bez mrugnięcia okiem. Jest świetnie wyszkolona, potrafi z bronią zdziałać cuda nieosiągalne dla przeciętnego człowieka, a do tego posługiwanie się bronią białą nie jest jej obce. Jednak tak naprawdę dopiero kolejne filmiki obrazujące fabułę pokazują jej prawdziwy charakterek. Mamy tu zresztą do czynienia z płatną morderczynią, z przeciwnikami więc się nie patyczkuje. Trochę jej zachowanie w pewnych scenach zalatuje jednak tandetą - developer chcąc nadać głównej bohaterce powagi i podejścia "mam Was wszystkich gdzieś", w pewnym momencie trochę przesadził. Nie czuje się po prostu, że ta postać mogłaby rzeczywiście istnieć - brak jej naturalności, w wielu sytuacjach na siłę dawano jej do wypowiedzenia tekst, który mógłby się w ogóle nie pojawić. W fabułę wpleciono wątek zdrady i Rubi będzie chciała ukarać tego, który nie był wobec niej uczciwy. Nic szczególnie wyszukanego się tu nie znajdzie, raczej oklepane motywy poruszane po raz n-ty w kolejnej grze.
Wet to strzelanina z widokiem zza pleców postaci, ale jest ona taką typową arcade'ówką, która idealnie nadawałaby się na automaty, a już mniej na kilkugodzinne posiedzenia przed konsolą. Chodzi bowiem o to, że rozgrywka w tym tytule opiera się w dużej mierze na chodzeniu z lokacji do lokacji i rozstrzelaniu wszystkich występujących na danej arenie przeciwników. Generalnie chwile, kiedy sobie nie postrzelasz to tutaj rzadkość. Od czasu do czasu trafiasz na "areny" w pełnym tego słowa znaczeniu - nie ma drogi wyjścia, przeciwnicy bez przerwy się odradzają, a żeby odciąć im źródła respawnu, musisz zniszczyć wszystkie takie punkty pod postacią ognistych czaszek ustawionych na ścianach. Kiedy już pozbędziesz się takowych punktów, nie pozostaje Ci nic innego jak wyeliminować znajdujących się jeszcze na arenie przeciwników i dopiero magicznym sposobem otwiera się nowe przejście. Jakby tego było mało, wszystkie Twoje wyczyny są punktowane, a w niektórych miejscach porozrzucano nawet specjalne bonusy, które pozwolą na mnożenie punktów i uzyskiwanie jeszcze lepszych wyników. Mnożniki też sprawiają, że życie Rubi odnawia się jeszcze szybciej, gra premiuje więc wykorzystywanie wszystkich bonusów oraz jak najbardziej widowiskową grę. Na koniec każdego levelu dostajesz informację ile punktów zdobyłeś. Czy nie przypomina Ci to trochę prostych gier z automatów? Ja miałem ciągle takie wrażenie i niekoniecznie to musi być plus, bo nieustannie przypomina się Graczowi, że ma do czynienia z prostą młócką, w której nic innego tak naprawdę się nie liczy.
Zdobyte punkty można wykorzystać na wykupienie kolejnych ulepszeń - dotyczą one zarówno broni, jak i umiejętności naszej heroiny. Początkowo lista akrobatycznych zdolności nie jest zbyt długa - bieg po ścianie, bujanie się na poręczach, korzystanie z katany, rzut w którąś stronę jednocześnie strzelając, czy też ślizg po podłodze to w zasadzie wszystko co jest dostępne na początku. Dopiero wykupowanie kolejnych upgrade'ów stwarza nowe możliwości, choć developer pomysłowością nie grzeszył i dał nam odblokowania umiejętności, które powinny być dostępne tak naprawdę od początku. No bo dlaczego tak wyszkolona wojowniczka nie potrafi na początku trzymać się jakiegoś gzymsu i strzelać jednocześnie? To tylko jeden przykład, a jest ich więcej. Mimo wszystko w tej grze naprawdę nie warto czepiać się takich rzeczy - to prosta arcade'ówka, więc nie wszystko musi trzymać się realizmu. Z czasem przeciwnicy stają się coraz silniejsi, więc warto zdobyte punkty władować w ulepszenia broni - większa ich siła, szybciej wystrzeliwane naboje, czy też większa ich ilość w magazynku przydaje się w starciu z silniejszymi opponentami. Trochę razi w oczy fakt, że w grze w której strzelanie to główny sens rozgrywki, znajdziemy tylko cztery rodzaje broni! Pistolet, shotgun, karabin maszynowy oraz kusza z wybuchającymi strzałami to wszystko czym Rubi będzie się posługiwać w całej grze. Do tego dochodzi jeszcze wspomniana już wcześniej katana, ale to i tak dość mało jak na tego typu produkcję. Ciekawym patentem jest za to zaimplementowanie w rozgrywce strzelania z dwóch broni naraz w taki sposób, że Rubi tak na dobrą sprawę potrafi strzelać do dwóch celów jednocześnie. Działa to tak, że system sam namierza jednego z przeciwników i nasza bohaterka automatycznie do niego strzela, a drugi cel wybiera już sam Gracz - można więc powiedzieć, że za jedną rękę kierowanej przez nas postaci odpowiada konsola, a za drugą już sam grający.
To jednak naprawdę nie są jeszcze elementy, które najbardziej świadczą o słabości tej produkcji. Jedną z jej większych bolączek jest ogromna schematyczność rozgrywki. Napomknąłem już o tym wcześniej, ale warto rozwinąć temat. Naprawdę rzadko zdarzają się momenty, kiedy można odpocząć od ciągłego pociągania za spust. W dodatku same strzelaniny też ciągle wyglądają podobnie, bo w 80% ciągle będziesz się rzucał w różne strony przy jednoczesnym aktywowaniu bullet-time'a i strzelał w przeciwników. To co tak bawiło kilka lat temu w serii Max Payne, dziś już nie ma takiej siły, a twórcy jeszcze dodatkowo napakowali tego elementu do gry w dużych ilościach. Ponieważ bowiem w produkcji od Remedy opcja zwolnienia czasu była w jakiś sposób ograniczona, tak tutaj używa się jej w nieskończoność, a bez niej przeżycie jest w zasadzie niemożliwe. Rubi posiada oczywiście wiele umiejętności, które można wykorzystać w walce, ale tak naprawdę najbardziej efektywne będzie właśnie strzelanie przy rzucaniu się w którąś stronę i tej umiejętności będziesz używał najczęściej. Czy kolejne strzelaniny wyglądające ciągle tak samo mogą bawić? Do pewnego momentu owszem, ale na dłuższą metę staje się to nużące i szybko odechciewa się takiej rozgrywki.