Parappa the Rapper - recenzja
Gdy w 1996 roku Parappa ukazał się w Japonii, błyskawicznie wskoczył na szczyty list przebojów tamtejszego rynku. Był w zasadzie pierwszą grą muzyczną tego typu, prekursorem, który wywarł duży wpływ na późniejsze produkcje. Kwestią czasu było więc wydanie go również w Europie, gdzie (jak się później okazało) również został bardzo ciepło przyjęty. Wszyscy zakochali się w rapowaniu.

KIEDYŚ: Parappa był nowością z kilku względów. Przede wszystkim z tego najważniejszego - nigdy wcześniej nie można było spróbować swoich sił w grze, w której wciskając odpowiednie przyciski na padzie można było tańczyć swoją postacią (oczywiście proste, darmowe gierki na PC opierające się na podobnym pomyśle pomińmy). Liczył się rytm, a nie bezmyślne uderzanie w klawisze. U góry ekranu leciały sekwencje przycisków, symbolizujące kwestie wypowiadane przez danego nauczyciela, a gracz miał potem za zadanie je powtórzyć. Nasze postępy były oceniane przez system przyznający jedną z czterech ocen: 'Cool', 'Good' (dobrze), 'Bad' (źle), 'Awful' (fatalnie), przy czym uzyskać tę pierwszą notę było bardzo trudno. Powiem więcej, przy pierwszym przejściu gry było to dosłownie niemożliwe (a minimum uprawniające do przejścia dalej to 'Good'). Wszystko wydawało się bardzo proste w obsłudze, i takie też było w istocie. Już po kilku minutach treningu każdy łapał o co chodzi i świetnie się bawił. Warto dodać także, że była to znakomita giereczka dla początkujących posiadaczy Playstation. Dzięki niej mogli wykuć obłożenie wszystkich przycisków na padzie, co oczywiście przydawało się w przyszłości. Jednak nie tylko sam gameplay był tu świetny. Przecież znakomitą sprawą były też scenki przerywnikowe. Tytułowy piesek Parappa walczył o serce swojej sympatii - Sunny Funny - czyli słoneczka. Na jego drodze stawały różnego rodzaju przeciwności, jednak zawsze dawał sobie radę. "Myślisz, że coś jest nie do zrobienia? Musisz uwierzyć!". Gra niosła ze sobą bardzo pozytywne przesłanie mówiące, że nie ma rzeczy niemożliwych. I tak, nasz główny bohater uczył się walczyć, by móc stanąć kiedyś w obronie swojego słoneczka, zdobywał prawo jazdy, by brać ją na przejażdżki, czy piekł jej urodzinowy tort... Wszystkiego uczyli go wykwalifikowani trenerzy, jak mistrz Cebulka z pierwszego levelu, czy Kermit przemawiający głosem Shaggy'ego na pchlim targu w trzecim etapie. No i wszystko oczywiście w rytm rapu.

TERAZ: Oprawa graficzna już wtedy była bardzo specyficzna, więc nie zestarzała
się aż tak bardzo w ciągu tych kilkunastu lat od premiery. Cały trick polegał na
tym, że postacie były zupełnie płaskie, niczym kartka papieru (zresztą 'Parappa
the Rapper' to z japońskiego "raper cienki jak papier"), co prezentowało się nie
tylko zabawnie, ale i ciekawie. No i tak jest do dzisiaj, bo przecież nie można
tego nie polubić. Główni bohaterowie całej tej bajki błyskawicznie wzbudzają
sympatię. No i najważniejszy punkt programu - muzyka! Ona nie miała prawa się
zestarzeć. Do dzisiaj wspaniałe kawałki z wszystkich etapów (mój faworyt to
'droga do kibelka' w piątym poziomie) słucha się z przyjemnością i pewną nutą
nostalgii... Teraz jednak problemem może być to, że nikt nie jest już
"początkującym" w te klocki, więc gra może okazać się za prosta dla przeciętnego
zjadacza chleba. Bo tak naprawdę jest króciutka i w rękach sprawnego gracza, do
zaliczenia w dosłownie 30 minut. Potem zostaje już tylko pobijanie najlepszych
wyników...

Jak mogę więc zachęcać do sięgnięcia po tytuł zawierający jedynie 6 poziomów?
Ano mogę, co pewnie potwierdzą wszyscy, którzy w niego grali i / lub mają go w
swojej kolekcji. Parappa jest ponadczasowy, nie starzeje się, a przy tym
znakomicie nadaje się na krótkie sesyjki przy konsoli - jest do tego
niezastąpiony, niczym arcade'owe wyścigi pokroju Ridge Racera. A tak na
marginesie, to pewnie niewiele osób wie, że po zaliczeniu wszystkich etapów na 'Cool'
odkrywa się ukryta mini-gierka i zmieniają się nieco scenki przerywnikowe! Można
więc posiedzieć przy tej grze ładnych parę godzin i świetnie się pobawić. Ja z
wielką chęcią ją sobie przypomniałem, co też i Wam polecam. [Ski]
Noty końcowe:
- Kiedyś: 8/10
- Zagrać dzisiaj? Głównym minusem tego tytułu w momencie wydania była mała żywotność (zaledwie 6 poziomów). Także i teraz nie robi to dobrego wrażenia, ale zdecydowanie warto sobie tę pozycję odświeżyć. Ona chyba nigdy się nie zestarzeje.
- Liczba graczy: 1
- Karta pamięci: 1 block
- Developer: NanaOn-Sha
- Rok wydania: 1996 (Japonia); 1997 (Europa i USA)