onlygames.pl/psone

Rally Cross - recenzja

Rok 1997 był bez wątpienia rokiem V-Rally, jeśli chodzi o wyścigi na PlayStation. Z produkcją Infogrames mało kto mógł konkurować - zarówno pod względem oprawy, jak i zawartości. Wówczas pojawiła się właśnie Rally Cross - gra od amerykańskiego oddziału Sony, a więc wszyscy oczekiwali najlepszego. Jak było naprawdę? Na pewno nie rewelacyjnie, ale fani wyścigów i tak się na ten tytuł rzucili. W tym między innymi ja.

Były to czasy, kiedy twórcy windowali poziom trudności w swoich produkcjach. Normą było to, że do gry pakowano kilka tras, dorzucano ich lustrzane odbicia i rzucano gracza na głęboką wodę. Tak właśnie było w przypadku Rally Cross. Pamiętam jak mocowałem się z tym tytułem, by przejść mistrzostwa na podstawowym poziomie trudności. Tak samo zresztą było kilka dni temu, kiedy postanowiłem odświeżyć sobie RC przy okazji pisania niniejszej recenzji. Twórcy zaserwowali nam w tym przypadku niestety dziwaczną fizykę, która nie ma nic wspólnego z realizmem. Samochody bujają się niczym łódki i trudno utrzymać je nawet na dość szerokiej trasie. Do tego przeciwnicy jeżdżą niemal perfekcyjnie (zawsze przynajmniej jeden z nich nie popełnia błędów), więc jedyną receptą na zwycięstwo jest poznanie trasy na pamięć i liczenie na łut szczęścia (na niektórych wyboistych fragmentach trasy trzeba mieć go dużo).

Oprawa na tamten czas prezentowała się świetnie. Wprawdzie dawała o sobie znać niska rozdzielczość, ale już opracowanie tras nie pozostawiało wiele do życzenia. Po prostu patrzyło się na ten tytuł z przyjemnością. Gorzej już z dźwiękiem. Przygrywająca muzyka w tle nadaje się tylko i wyłącznie do wyciszenia (słabe rockowe granie), a i odgłosy podczas jazdy nie brzmią najlepiej.  Najbardziej daje się jednak we znaki ten wysoki poziom trudności, który z pewnością wiele osób zniechęci już na starcie. Co ciekawe, fizyka jazdy lekko zmienia się w tym tytule po wybraniu widoku FPP (jeździ się tak nieco łatwiej), co jest pewnego rodzaju sztuczką na pokonanie konsoli.

TERAZ: Gra oferuje jedynie sześć tras i około 20 samochodów do odkrycia. Jak na dzisiejsze czasy to bardzo mało, ale możecie mi wierzyć, że będziecie musieli wznieść się na wyżyny, by zobaczyć to wszystko. Dziwaczna fizyka będzie do zaakceptowania chyba wyłącznie dla tych, którzy grali te kilkanaście lat temu w oryginał i czują do niego pewien sentyment. Reszta może się zniechęcić, choć jeśli ktoś lubi porządne wyzwanie, również powinien przez chwilę nieźle pobawić się z tym tytułem

Warto więc ten tytuł odświeżyć? To zależy. Najbardziej od tego, czy mieliście okazję grać w niego w przeszłości. Ja nawet teraz, po kilkunastu latach bawiłem się nienajgorzej, chociaż na pewno zadziałał tu pewien sentyment. Wybór należy do Was.

 [Ski]

Noty końcowe: