onlygames.pl/psone

Tomb Raider 3 - recenzja

Pierwszy Tomb Raider był rewolucją, drugi już tylko rozwinięciem idei i zestawem nowych poziomów (co nie znaczy, że był słaby). Trzecia część miała wyważyć to, co w poprzednich odsłonach było najlepsze. Obiecywano podwyższoną rozdzielczość (na Playstation), lepszą grafikę oraz bardziej przemyślane zagadki. Gdy już wreszcie nastał grudzień 1998 roku, miliony na całym świecie usiadły przed telewizorami, by rozkoszować się kolejną częścią przygód pani archeolog.

KIEDYŚ: Na tamte czasy gra powalała swoim ogromem. Jeśli ktoś uważał, że w poprzednich częściach Tomba poziomy były duże, z pewnością nieźle zaskoczyło go to, co przygotowali ludzie z Core Design w przypadku "trójki". Dość powiedzieć, że niektóre etapy przechodziło się w dobre 2 godziny... Zdecydowanie zwiększono też poziom trudności. Dało się to szczególnie we znaki mniej doświadczonym graczom, bo naprawdę współczuję każdemu, kto rozpoczynał swą przygodę z tą serią właśnie od trzeciej części. Już drugi level (Temple Ruins) przyprawił pewnie wielu o mini-wylew, a dalej wcale nie było łatwiej.

Zmodyfikowano też po raz kolejny system save'ów, co jeszcze bardziej utrudniło zabawę. Jak zapewne pamiętacie, w pierwszej części zapisywać grę można było tylko w wyznaczonych miejscach (niebieskie kryształki). Były to czasy, kiedy twórcy naprawdę sobie nie oszczędzali i tworzyli gry bardzo trudne (w porównaniu do obecnych pozycji, gdzie często można przechodzić kolejne tytuły bez straty życia, to niebo a ziemia...). Często, aby dotrzeć do save-pointa trzeba było zbaczać z głównej ścieżki poziomu i pokonywać karkołomne sekcje etapu. Graczom oczywiście niezbyt się to podobało, toteż w "dwójce" można już było sejwować gdzie tylko dusza zapragnie. I na to jednak znaleźli się krytycy. Twierdziło się wówczas, że zapisywanie gry w dowolnym momencie zabija jej ducha, nie stwarza wyzwania. No bo co za problem save'ować co 30 sekund? Autorzy wyważyli więc dwa systemy - powróciły "kryształki" z TR1, ale teraz można je było magazynować i używać wtedy, kiedy się miało na to ochotę. Nie myślcie sobie jednak, że jakoś znacząco ułatwiło to sprawę... Tomb Raider 3 obfitował w masę pułapek i te 4-5 save-pointów (w porywach!), jakie dało się znaleźć na poszczególnych poziomach, niespecjalnie wystarczało na co trudniejsze sekcje...

Nie zabrakło oczywiście nowych ruchów Lary (czołganie się, bieg), których Core nie szczędziło wykorzystywać. Nowością było też kilka rodzajów stworzeń, które same nie atakowały Lary, chyba że to ona naruszyła ich terytorium. Sławne stały się małpki, które nie były wrogo nastawione do głównej bohaterki, a czasami potrafiły nawet wskazać drogę do sekretu! Inna sprawa, że często również podwędzały różnego rodzaju fanty (apteczki, naboje, etc.), więc takie znowu milutkie to one nie były. Pod koniec pierwszego poziomu zresztą jeden małpiszon zabierał klucz ważny dla progresu gry - sporo osób potem zachodziło w głowę, gdzie on się podział :). Po raz pierwszy można było również zdecydować o przebiegu swojej gry. Na koniec pierwszego epizodu - dżungli - pojawiła się mapka, gdzie decydowało się w którym kierunku tym razem Lara pojedzie.

TERAZ: Nie da się ukryć, że TR3 się zestarzał. Mimo wszystko i tak nie wygląda tragicznie, bo przecież podwyższona rozdzielczość i bardziej rozbudowana geometria terenu robiły swoje. Niegdyś była to w końcu jedna z najładniejszych pozycji na PSX'a. Dużą rolę odegrała w tym z pewnością rozbudowana konstrukcja poziomów. W przypadku dwóch pierwszych części ludzie narzekali, że wszystko było "kwadratowe", więc w "trójce" Core postanowiło urozmaicić nam przygodę projektując wiele ciekawych elementów. Pewnie, silnik dalej był ten sam, jednak nie sposób nie docenić ogromu pracy, jakie włożono, by zawarte tu poziomy wyglądały tak jak wyglądają. Gwarantuję też, że wielkość lokacji przytłoczy niejednego z Was nawet teraz, gdy już oswajacie się z grami dwie generacje do przodu. Naprawdę, chciałbym zobaczyć człowieka, który pozna wszystkie etapy w tej grze i wyciśnie z niej wszystko (sekrety)... Toż to wręcz hardcore'owe zadanie! Zwłaszcza, że system save'owania jest taki, a nie inny. Jeśli myślicie, że w obecnych grach jesteście masterami, polecam wrócić do trzeciego Tomb Raidera. Gdy zginiecie z 50 razy w jednym tylko poziomie, błyskawicznie zrewidujecie swoje poglądy :). Sam muszę przyznać, że gdy ostatnio wróciłem do tego tytułu, to mimo że pamiętałem sporo etapów "przez mgłę", ginąłem raz za razem... Taką ilością pułapek, jakie tu zawarto, można by obdzielić spokojnie z kilka innych pozycji. Zagadki może nie powalają na dzisiejsze czasy swoją złożonością (większość sprowadza się do schematu "znajdź klucz/dźwignię, by otworzyć drzwi"), ale jednak mogę zapewnić Was, że nie raz i nie dwa staniecie w miejscu i będziecie zachodzić w głowę co tu dalej zrobić... Bardzo fajną sprawą jest też możliwość wyboru. Do celu często prowadzi kilka ścieżek i tylko od grającego zależy którą z nich podąży.

Czy warto więc wrócić do trzeciej części Tomb Raidera? Moim zdaniem tak. Choćby po to, by zobaczyć co to znaczy wysoki poziom trudności (wielu, oj wielu on zniechęcił :) i spróbować swoich sił w pułapkach, jakie autorzy tu przygotowali. Bo choć sterowanie jest jak na dzisiejsze czasy już archaiczne, to jednak można miło spędzić czas przy tej pozycji. Tylko żeby nie było, że nie ostrzegałem... To jest naprawdę w wielu miejscach trudna i frustrująca gra (etapy w Londynie to wymysł chyba jakiegoś chorego człowieka ;). Aha, i jeszcze jedno. Żal patrzeć na to, jak np. Tomb Raider Legend pęka w 7-8 godzin, podczas gdy TR3 starcza spokojnie na 20-30 (zależy, czy często będziecie się zacinać). Kiedyś to produkowało się gry... [Ski]

Noty końcowe: