Strona główna

- = Historia Saturna = -

O powodach upadku Sa-turna i o tym dlaczego PSX tak namieszał na rynku.

- = F.A.Q. = -

Najczęściej zadawane py- tania, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć na temat 32-bitowej konsoli Segi.

- = Recenzje gier = -

Opisujemy najciekawsze gry z biblioteki Saturna. Do których warto wrócić nawet dzisiaj?

Spis wszystkich gier

Sprawdźcie spis wszys- tkich gier, jakie ukazały się na konsolę Segi w Europie. 240 tytułów.

- = Swap-trick = -

Słyszeliście o metodzie "na podmiankę"? Tutaj dowiecie się o co w niej chodzi.

- = Akcesoria = -

Opis akcesoriów do Sa- turna, które ukazały się na naszym rynku.

Magazyny o Saturnie

Pism poświęconych czar- nej konsoli Segi nie uka- zało się za wiele. Tutaj możecie ściągnąć kilka paczek skanów magów, które udało nam się zdobyć.

- = Rekordy = -

Chcecie skonfrontować swoje umiejętności z innymi? Tutaj prezentu- jemy najlepsze czasy w wybranych tytułach.

 
Dział recenzji na tej stronie będzie miał trochę inną formę niż w ogólnie przyjętych zasadach. Nie znajdziecie tu szczegółowych opisów, not oceniających poszczególne elementy gry (bo jak na przykład z perspektywy czasu ocenić grafikę w Tomb Raiderze? Kiedyś 10/10. Dzisiaj? 1/10?). Skupimy się raczej na wspominaniu, nostalgicznym powrocie do przeszłości, ale i postaramy się odpowiedzieć na pytanie, czy warto do poszczególnych tytułów wracać nawet teraz - gdy na półkach leżą już trzy konsole nowej generacji (PS3, X360, Wii). Przy tytułach zostało zaznaczone też, czy dana gra jest exclusive'em na Saturna, czy można ją znaleźć także w wersji na inne platformy - przydatna rzecz dla kogoś, kto konsoli Segi nie posiada, a chciałby sobie wrócić do kultowych retro-gier.

Oczywiście dział ten będzie się systematycznie powiększał. Mamy ambicje opisać jeśli nie wszystkie to na pewno większość gier, które na stałe zapisały się w historii. Wspomnę jeszcze tylko, że recenzje ułożone są alfabetycznie i powoli przechodzimy do meritum. Gotowi? To zapraszam do czytania.
 

Albert Odyssey [Saturn exclusive]






Temat tego RPG-a podejmuję w sumie wyjątkowo, bo nigdy nie został on wydany w Europie (tylko USA i Japonia). W związku z tym jeśli bylibyście nim zainteresowani, musielibyście liczyć się z importem i dokupić jakąś przystawkę pozwalającą na grę w pozycje z innego regionu niż PAL. Albo od razu dokupić konsolę NTSC, bo obecnie na aukcjach chodzą takie maszynki za grosze ;). Myślę jednak, że warto AS poświęcić trochę miejsca, bo mamy tu do czynienia z jednym z najlepszych RPG-ów na Saturna. Znacie firmę SunSoft? Jeśli nie kojarzycie, to podpowiadam, że to ten sam developer, który spłodził świetne Golden Sun na GBA, więc nietrudno się domyślić, że podobnie wysoki poziom prezentuje również Albert Odyssey. Fabuła jest w sumie dość standardowa dla gatunku, który ten tytuł reprezentuje, ale pamiętajmy, że w roku 1997, kiedy był wydawany, nie było to tak oczywiste. Głównego bohatera poznajemy w momencie, gdy jest małym dzieckiem. Jego rodzice zostają zabici, wioska podpalona, a naszej postaci udaje się ujść z życiem dzięki pomocy istot podobnych do ludzi, jednak posiadających skrzydła (nazwijmy je umownie elfami). Żyje sobie więc nasz szkrab w odległej krainie, tam dorasta, a panienka która wcześniej go uratowała, teraz staje się jego przybraną matką. Sielanka trwa do momentu, aż najeźdźcy docierają i tutaj, po czym kradną drogocenny kryształ i zamieniają matkę w posąg. Główny bohater nie może puścić tego płazem i rusza przed siebie, by zaradzić całym tym kłopotom... Na początek parę faktów. Graficznie mamy do czynienia z jednym z ładniejszych RPG-ów 2D. Wszystko narysowane jest z dbałością o detale, często widać ruchome elementy, a animacja postaci jest nawet zabawna. Słabiej wygląda już poruszanie się po mapie świata, ale można to przeboleć zważywszy na fakt, że jest to tylko poziom przejściowy pomiędzy kolejnymi lokacjami. Starcia są niestety losowe, ale taki to już urok starych role-play'ów. Walka zrealizowana została trochę w stylu Grandii, choć ma swój urok. W ogóle całość specjalnie się nie zestarzała jak na dzisiejsze czasy. Twierdzę, że ładnie narysowane RPGi 2D nigdy się nie zestarzeją, choć oczywiście nie musicie podzielać mojego zdania. Wystarczy jednak, że nie odrzuca Was grafika 2D, byście docenili kunszt grafików. Muzyka również jest na poziomie, choć muszę przyznać, że zawsze denerwowała i denerwuje mnie mała wstawka zapuszczana po wygranej walce. Może jednak to tylko moje skrzywienie... Jeśli szukacie dobrego przedstawiciela gatunku RPG na Saturnie, Albert Odyssey spełni Wasze oczekiwania. Powiedziałbym, że jest czymś w rodzaju obecnych gier z serii "Tales of...", tyle że bez real-time'owych walk (bardziej w stylu Grandii, czy Final Fantasy). Polecam. [Ski]



Alien Trilogy [Saturn, PSX]


Która gra dzisiaj potrafi Was przestraszyć? Silent Hill? Fatal Frame? Resident Evil? Dawniej to Alien Trilogy było synonimem prawdziwego horroru. Atmosfera niczym w filmie, radar ukazujący poruszające się stworzenia, mroczny klimat i dziesiątki obcych czyhających w najciemniejszych zakamarkach bazy... To było coś. Znałem takich, którzy bali się w ten tytuł grać sami. W sumie nie ma się co dziwić, bo survival-horrory nie były wówczas tak popularnym gatunkiem jak obecnie, w zasadzie dopiero wchodziły na "salony". AT na zawsze zostanie zapamiętany jako świetny FPS. Może nie powalał na łopatki złożonością zadań do wykonania (przeważnie chodziło tylko o znalezienie karty, by otworzyć drzwi), ale znakomita na tamte czasy grafika (nieźle trzyma się nawet dzisiaj), bardzo dobra muzyka i fajny motyw z radarem zostaną zapamiętane na długo. Dzisiaj karykaturalne, rozpikselowane postaci obcych pewnie nikogo już nie przestraszą, ale myślę że i tak warto wrócić do tego pamiętnego tytułu. Najważniejsze, że klimat nie ucierpiał, a gra potrafi dalej zaskoczyć - zawarto tu motywy niczym z serii Resident Evil, kiedy to wyskakuje coś znienacka, w najmniej spodziewanym momencie. Nic lepszego na motywach "obcego" moim zdaniem na konsolach się nie ukazało. Nawet nieoficjalna kontynuacja, która pojawiła się jakiś czas potem na PSX-a (Alien Resurection) nie sprostała zadaniu (w dużej mierze przez zepsute sterowanie). [Ski]



 
Bug! & Bug Too! [Saturn exclusive]




Bug! to jedna z pierwszych gier platformowych na Saturna, wydana przez Segę (exclusive) jeszcze w 1995 roku. Bug Too! to z kolei druga część Bug!, która ukazała się rok później. Opisuję je za jednym zamachem, ponieważ tak naprawdę niewiele się różnią - "dwójka" przypomina raczej pakiet nowych poziomów do zaliczenia. W porządku, przejdźmy do meritum. Wszyscy wiemy, że Saturn z założenia nie był konsolą projektowaną z myślą o obsłudze grafiki trójwymiarowej. Wiele tytułów musiało się ukazać, by developerzy w końcu okiełznali możliwości 32-bitowej maszynki. Bug! nie zmusza jej do większego wysiłku - mamy tu do czynienia z levelami "pseudo-3D", to znaczy poruszać da się tylko po z góry ustalonych ścieżkach. Tytułowy robal, w którego się tu wcielamy, nie potrafi nawet poruszać się w trzech wymiarach - jedyne dostępne kierunki chodu to dół, góra, lewo, prawo. Możliwości głównego bohatera również są skromne. Potrafi skakać (to tak naprawdę główny atak), a po zebraniu stosownych power-upów dochodzi na przykład rażenie prądem ("ZAP"). W "dwójce" dodano jeszcze możliwość biegania, co przydaje się podczas przemierzania kolejnych ścieżek. Jak w każdym platformerze, tak i tutaj umieszczono świecidełka do zebrania - niebieskie kryształki, które porozrzucane są w różnych częściach poziomów. Niestety, choć etapy same w sobie zostały zaprojektowane ciekawie (posiadają wiele rozjazdów i ukrytych sekcji), to już o systemie zabawy nie mogę napisać za wiele dobrego. Gry z serii Bug! są cholernie trudne i, hmm..., "wolne". Nie ma mowy o jak najszybszym zasuwaniu przed siebie, bo delikwenci stosujący tę taktykę skończą zapewne zabawę na pierwszym etapie. Najgorsze jest to, że kolejne levele są naprawdę długie i pełne pułapek, a checkpointów jak na lekarstwo. W dodatku nie dano nam możliwości zapisywania stanu gry oraz - o zgrozo - nawet systemu haseł! Oznacza to, że jeśli będziecie chcieli przejść Bug!, musicie zaliczyć całość od początku do końca. To karkołomne zadanie uda się z pewnością niewielu graczom, zwłaszcza że w obecnych czasach jesteśmy rozpieszczani dość łatwymi grami. Czy więc warto wrócić do tej platformówki? Sprawa jest dyskusyjna. Jeśli macie w sobie dużo samozaparcia (oj przyda się, gdy będziecie powtarzać po raz n-ty jakąś sekcję) i lubicie wyzwania, możecie spróbować. W innym wypadku radzę skoncentrować się na innych pozycjach. [Ski]


 
Sega Rally [Saturn exclusive]




Minęło już 12 lat, a Sega Rally dotąd stoi w wielu miejscach w Polsce jako automat. Kiedyś m.in. dla tej gry kupowało się Saturna. Perfekcyjna konwersja z automatu oznaczała ultrapłynną (30 fps-ów) wówczas animację, najmiodniejszy model jazdy, 3 samochody (Toyota Celica, Lancia Delta i Lancia Stratos) i 4 trasy do wyboru. Tak, tak, kilkanaście lat temu gracze dostawali jedynie kilka tras i masterowali je w nieskończoność. Co więcej, na początku dostępne były jedynie 3 trasy i 2 samochody, ale bonusy odkrywało się po przejechaniu mistrzostw na pierwszym miejscu (co prawdę mówiąc można zrobić w jakieś 3-4 minuty, gdy ktoś już umie jeździć). 1995 rok był okresem, kiedy gry nie stawiały tak na realizm, jak to się dzieje obecnie. Wówczas wszystkie racery można było określić mianem prostych arcade'ówek (ok, prawie wszystkie), więc taki tytuł jak Sega Rally był niezłym szokiem dla kogoś, kto nigdy nie miał do czynienia z symulatorem. Flagowe wyścigi Sega Sports nazywane właśnie były symulatorem, choć z perspektywy czasu widać, że niewiele mają tak naprawdę z symulatorem wspólnego. Ponad dekadę temu jednak ludzie zakochali się w poślizgach, jakie można było wykonywać w Sega Rally. "Pływanie" na zakrętach było znakiem rozpoznawczym i sprawiało dużą frajdę każdemu, kto w tę pozycję zagrał. Historia historią, ale jak to ma się dzisiaj? Muszę powiedzieć, że SR po dziś dzień zostaje dla mnie tytułem kultowym. Bardzo lubię sobie od czasu do czasu odpalić ten ponadczasowy tytuł i powrócić wspomnieniami do młodzieńczej fascynacji. Oczywiście obecnie widać już, że grafika jest dość słaba (dorysowywanie się otoczenia, kilka tekstur na krzyż), ale moim zdaniem dalej zachowuje swój urok. Nie wiem czy osoby, które swego czasu w Sega Rally nie grały będą podzielały mój entuzjazm, ale ten tytuł mogę polecić do odświeżenia naprawdę wszystkim. Bo Segę zawsze ceniłem za to, że dostarczała gry, w które trzeba było umieć grać. Bez treningu i doświadczenia będziesz co najwyżej obijać się po bokach, a umiejętności widać gołym okiem. Nie to co teraz, gdy gry stają się maksymalnie mainstreamowe i po 2 godzinach gry umiesz tyle, co gracz siedzący po kilkadziesiąt godzin nad tym samym tytułem. Dla mnie Sega Rally to gra ponadczasowa i na zawsze będzie już kojarzyła mi się z Saturnem i złotymi czasami konsol 32-bitowych. [Ski]


 
Sega Touring Car Championship [Saturn, PC]




Moim zdaniem to jeden z najbardziej przereklamowanych tytułów ery Saturna. Spodziewaliśmy się po nim sporo, bo w końcu zapowiadany był jako nieoficjalny następca Sega Rally, choć w nieco innych realiach. Zadziwiał mnie fakt, że w momencie premiery, STCC otrzymywała dość wysokie noty, w okolicach 7/10. Nie wiem czy recenzenci pisali swoje teksty wówczas na podstawie screenshotów, czy może litowali się nad Saturnem, na którego ukazywało się wtedy (koniec 1997 roku) coraz mniej gier, ale pewne jest jedno - dla graczy, a przede wszystkim fanów Sega Rally, Sega Touring Car Championship była wielkim zawodem. Zacznijmy od tego, że "Niebiescy" hołdowali wówczas zasadzie "mało, a dobrze". Co to oznaczało? Otóż najczęściej to, że w wyścigach umieszczali kilka tras i samochodów na krzyż, jednak gry miały prezentować na tyle wysoką jakość, że grywalność miała przesłaniać nam małą liczbę torów i fur. O ile w Sega Rally (1995 rok!) jeszcze to się sprawdziło, tak o STCC zdecydowanie nie mogę tego powiedzieć. Do dyspozycji oddano nam tu ledwie trzy trasy (plus jedna ukryta) oraz cztery samochody. Warto dodać, że mieliśmy tu do czynienia z konwersją z automatu, jednak twórcy zlitowali się i oprócz automatowego trybu Championship (polegającego tylko na pokonaniu dostępnych tras pod rząd) umieścili też Saturn Mode, gdzie doszły między innymi Time Trial (czasówka) oraz opcja dla dwóch graczy (Versus). Problem w tym, że grafika już w 1997 roku była mocno przeterminowana, a w obecnych czasach ledwo można na nią patrzeć. Przecież stareńka Sega Rally prezentuje się po stokroć lepiej! STCC to bardzo niska rozdzielczość, a przez to duża "ziarnistość" tras, nachalne dorysowywanie się otoczenia oraz (przede wszystkim!) fatalny framerate! Animacja rwie często i gęsto spadając z trzydziestu fpsów do nawet ok. dziesięciu! Jakby tego było mało model jazdy jest fatalny. W tę grę nie da się grać na żadnym kontrolerze - czy to na zwykłym, analogowym, o kierownicy już nie wspominając. Samochody mają tendencję do nadsterowności, a pokonywanie zakrętów to obijanie się od jednej bandy do drugiej. Uwierzcie, z racerami mam do czynienia od jakichś dwudziestu lat i trudno mi przypomnieć sobie gorszy pod względem modelu jazdy tytuł. Mam w sobie dużo samozaparcia, ale za coś takiego podziękowałem. Konkluzja jest prosta - zapomnijcie o tej pozycji jak najszybciej. Zdecydowanie nie warto się nią interesować. Wydana mniej więcej w zbliżonym okresie na PSX-a TOCA (z którą STCC chyba miał konkurować) zjadała tytuł od Segi na śniadanie. [Ski]


 
Sonic 3D Blast [Saturn, MegaDrive, Virtual Console (Wii), PC]









Sonic 3D Blast był pierwszą odsłoną niebieskiego jeża w 3D. Tytuł ten nie został niestety w momencie swojej premiery (1996 rok) należycie doceniony, z jednego powodu - wszyscy oczekiwali rewolucji, pełnego trójwymiaru i wykorzystania sporych (jak na tamte czasy) możliwości Saturna. Innymi słowy fani chcieli zobaczyć platformówkę, która będzie mogła konkurować z flagowymi grami konkurencji (Super Mario 64, Crash Bandicoot) Twórcy Sonic 3D Blast, zespół Travellers Tales, dostarczyli tymczasem pozycję tylko „pseudo-trójwymiarową”. Gra została zresztą wydana w praktycznie identycznej formie także na Mega Drive, a więc konsoli wcześniejszej generacji, co pokazywało jak na dłoni, że możliwości Saturna nie zostały wykorzystane. Kto jednak przełknął tę pigułkę, prędzej czy później dochodził do wniosku, że Sonic 3D Blast to bardzo dobry, warty uwagi program. Fabuła jak zwykle była trywialna... Główny boss, znany zresztą z poprzednich części przygód niebieskiego jeża – Dr Robotnik – zabrał się tym razem za unikalne ptaki, tzw. Flickies. Posiadają one zdolności teleportowania się, więc oprawca postanowił zamienić je w roboty i wykorzystać do szukania chaos emeralds – specjalnych, drogocennych kryształów. Sonic postanawia uratować swoich przyjaciół i po raz kolejny dokopać Robotnikowi. Gra wprawdzie trochę się zestarzała, ale nie wywołuje odruchów wymiotnych – wystarczy, że trawicie grafikę 2D, a z pewnością spodoba się Wam design kolejnych światów. Charakterystyczne jest to, że ludzie z Travellers Tales zmienili trochę konwencję rozgrywki. Tu już nie ma pędzenia przed siebie z jak największą prędkością, trzeba raczej w miarę wolno pokonywać kolejne levele, by nie nadziać się na oponentów. Całość sprowadza się do szukania oponentów – w tej roli oczywiście wspomniane wcześniej roboty imitujące różnego rodzaju zwierzęta – i unicestwiania ich (naskakując na nich). W ten sposób uwalnia się ptaszki, których odpowiednia ilość (zależnie od poziomu) otwiera dostęp do teleportu w dalszej części etapu. Lokacje są spore, nieźle wykonane i zawierają masę sekretów do odkrycia. Świetnym pomysłem było umieszczenie specjalnej minig-gierki – wystarczy znaleźć poukrywane postacie, znane z poprzednich części (np. Knucklesa), a przeniosą Was one do pewnego rodzaju rynny, gdzie Sonic został już ukazany w trójwymiarze. Należy tam zebrać odpowiednią ilość złotych pierścieni i jednocześnie uważać na poustawiane gęsto przeszkody. Miła odskocznia od eksploracji większych światów. Czy warto wiec wrócić do tego tytułu? Moim zdaniem tak. Trzeba wprawdzie przez chwilę przyzwyczaić się do dziwnego sterowania (główny bohater biega jakby ślizgał się na lodzie) i przełknąć brak możliwości save’owania, ale moim zdaniem warto. Najstarszym fanom niebieskiego jeża spodoba się z pewnością soundtrack, który w wielu miejscach nawiązuje do pierwszych części. Na koniec wyjaśnienie która wersja jest lepsza - na Saturna czy na Mega Drive? Oczywiście bardziej dopracowana jest edycja dedykowana 32-bitowej maszynce. Jest trochę lepsza graficznie, ma efekty pogodowe (mgła, deszcz, itd.) nieobecne na starszej konsoli, ekskluzywne intro czy nowe kawałki muzyczne. Obecnie tytuł ten może być już trudny do zdobycia, ale zawsze można zdecydować się na wersję dedykowaną Wii, którą można zakupić za pośrednictwem serwisu Virtual Console. [Ski]



Sonic R [Saturn exclusive]


Lata 1998-2000 były okresem, gdy bardzo popularne stały się wyścigi "maskotek". Mario Kart 64 zaskoczył wszystkich grywalnością, studio Naughty Dog pracowało nad Crash Team Racing na PSX-a, więc Sega nie mogła zostać w tyle. Tutaj postanowiono jednak umieścić Sonica i ferajnę w trochę innej roli. Podczas gdy na innych platformach postacie przemieszczały się w różnego rodzaju pojazdach, Sonic R zaproponował nam bieganie na czas. Maskotki Segi (choć nie wszystkie) biegały więc na własnych nogach. Sonic nie okazał się hitem na miarę Mario Kart, ale i tak zapewnił posiadaczom Saturnów trochę rozrywki, zwłaszcza że ukazał się pod koniec życia konsoli, kiedy każdy dobry tytuł był na wagę złota. Rozczarowująca była przede wszystkim liczba tras - 5 torów znudzi każdego po jakimś (raczej krótkim) czasie, a ich projekty nie są świetne na miarę Sega Rally, by chciało się jeździć po nich w nieskończoność. Na pewno bardzo dobrym pomysłem było za to wykorzystanie znaku rozpoznawczego w grach z Niebieskim Jeżem, a więc "ringów" (czyli złotych pierścieni) - po uzbieraniu odpowiedniej ich ilości można otworzyć skrót. Jest to o tyle ciekawe, że skrót otwiera się dla wszystkich, więc odpowiednia strategia w jego wykorzystywaniu jest jak najbardziej wskazana. Nie do pogardzenia jest też fakt, że każdą trasę da się przebiec na wiele różnych sposobów. Wszystko jest zakręcone do tego stopnia, że często nie wiadomo która droga prowadzi do celu. Postarano się bowiem również o spory wór sekretów, co również muszę zapisać na plus. Niestety, mała ilość tras i kompletna porażka w postaci multiplayera max dla 2 osób nie stawiają Sonic R w rzędzie tytułów ponadczasowych. Można odświeżyć, ale raczej tylko z sentymentu. [Ski]



Tomb Raider [Saturn, PSX, PC]


Legenda wiecznie żywa. Tomb Raider to jedna z najlepszych i najbardziej przełomowych gier w historii i nikt nie będzie śmiał temu zaprzeczyć. Od niej wszystko się zaczęło. W 1996 roku, kiedy się ukazała, ludziom wychodziły oczy na wierzch. Kiedyś to był prawdziwy przepych graficzny, ogrom terenu, niespotykana dotąd swoboda... Studio Core Design trafiło wówczas w dziesiątkę. Saturn dostał niestety jedynie pierwszą część Tomba - wszystko "dzięki" umowie, jaką Sony zawarło z Eidosem. Na jej mocy na ówczesnej generacji konsol prawa do kolejnych Tomb Raiderów miała tylko PlayStation - posiadacze N64 i Saturna musieli więc obejść się smakiem. Dobrze chociaż, że czarna konsola Segi otrzymała kultową "jedynkę", która po dziś dzień uważana jest za najlepszą i najbardziej przemyślaną część serii. Sam ukończyłem ją wielokrotnie i z pewnością zrobię to jeszcze nie raz. Co natomiast z osobami, które nigdy pierwszej odsłony przygód Lary nie doświadczyły? Cóż, najwyższa pora, aby nadrobić zaległości, choć musicie się przygotować na grafikę na poziomie wczesnych gier ery 32-bitowej. Nie jest wprawdzie tragicznie i nawet dzisiaj wszystko jest znośne, ale sam zastanawiam się nad sobą, czy gdyby nie sentyment, to czy nie patrzyłbym z obrzydzeniem na pierwszego Tomba... Oczywiście zagadki jak na dzisiejsze czasy nie będą niczym wyszukanym ("znajdź klucz / dźwignię, by otworzyć drzwi"), inteligencja oponentów (w "jedynce" to przede wszystkim zwierzęta) jest słabiutka, ale mimo wszystko dalej gra się w tę część z przyjemnością, przypominając sobie przy okazji dawne czasy. Pierwszy Tomb Raider to jeden z tych kamieni milowych, które nigdy nie zostaną zapomniane. [Ski]



Chcesz napisać recenzję jakiegoś tytułu na Saturna? Pisz na mój adres: baronski@onlygames.pl