Strona główna
- = Historia Saturna = -
O
powodach upadku Sa-turna i o tym
dlaczego PSX tak namieszał na rynku. |
-
- =
F.A.Q. = -
Najczęściej zadawane py- tania, czyli
wszystko co chcielibyście wiedzieć na
temat 32-bitowej konsoli Segi. |
-
- =
Recenzje gier = -
Opisujemy
najciekawsze gry z biblioteki Saturna.
Do których warto wrócić nawet dzisiaj? |
-
Spis wszystkich gier
Sprawdźcie spis wszys- tkich gier, jakie
ukazały się na konsolę Segi w Europie.
240 tytułów. |
-
- =
Swap-trick = -
Słyszeliście o metodzie "na podmiankę"?
Tutaj dowiecie się o co w niej chodzi. |
-
- =
Akcesoria = -
Opis
akcesoriów do Sa- turna, które ukazały
się na naszym rynku. |
-
Magazyny o Saturnie
Pism
poświęconych czar- nej konsoli Segi nie
uka- zało się za wiele. Tutaj możecie
ściągnąć kilka paczek skanów magów,
które udało nam się zdobyć. |
-
- =
Rekordy = -
Chcecie
skonfrontować swoje umiejętności z
innymi? Tutaj prezentu- jemy najlepsze
czasy w wybranych tytułach. |
|
|
- Dział recenzji na tej
stronie będzie miał trochę
inną formę niż w ogólnie
przyjętych zasadach. Nie
znajdziecie tu szczegółowych
opisów, not oceniających
poszczególne elementy gry
(bo jak na przykład z
perspektywy czasu ocenić
grafikę w Tomb Raiderze?
Kiedyś 10/10. Dzisiaj?
1/10?). Skupimy się raczej
na wspominaniu,
nostalgicznym powrocie do
przeszłości, ale i postaramy
się odpowiedzieć na pytanie,
czy warto do poszczególnych
tytułów wracać nawet teraz -
gdy na półkach leżą już trzy
konsole nowej generacji
(PS3, X360, Wii). Przy
tytułach zostało zaznaczone
też, czy dana gra jest
exclusive'em na Saturna, czy
można ją znaleźć także w
wersji na inne platformy -
przydatna rzecz dla kogoś,
kto konsoli Segi nie
posiada, a chciałby sobie
wrócić do kultowych
retro-gier.
Oczywiście dział ten będzie
się systematycznie
powiększał. Mamy ambicje
opisać jeśli nie wszystkie
to na pewno większość gier,
które na stałe zapisały się
w historii. Wspomnę jeszcze
tylko, że recenzje ułożone
są alfabetycznie i powoli
przechodzimy do meritum.
Gotowi? To zapraszam do
czytania.
-
-
Albert Odyssey
[Saturn exclusive]
- Temat tego RPG-a podejmuję w
sumie wyjątkowo, bo nigdy
nie został on wydany w
Europie (tylko USA i
Japonia). W związku z tym
jeśli bylibyście nim
zainteresowani,
musielibyście liczyć się z
importem i dokupić jakąś
przystawkę pozwalającą na
grę w pozycje z innego
regionu niż PAL. Albo od
razu dokupić konsolę NTSC,
bo obecnie na aukcjach
chodzą takie maszynki za
grosze ;). Myślę
jednak, że warto AS
poświęcić trochę miejsca, bo
mamy tu do czynienia z
jednym z najlepszych RPG-ów
na Saturna. Znacie firmę SunSoft? Jeśli nie
kojarzycie, to podpowiadam,
że to ten sam developer,
który spłodził świetne Golden Sun na GBA, więc
nietrudno się domyślić, że
podobnie wysoki poziom
prezentuje również Albert Odyssey. Fabuła jest w sumie
dość standardowa dla
gatunku, który ten tytuł
reprezentuje, ale
pamiętajmy, że w roku 1997, kiedy
był wydawany, nie było to tak
oczywiste. Głównego bohatera
poznajemy w momencie, gdy
jest małym dzieckiem. Jego
rodzice zostają zabici,
wioska podpalona, a naszej
postaci udaje się ujść z
życiem dzięki pomocy istot
podobnych do ludzi, jednak
posiadających skrzydła
(nazwijmy je umownie
elfami). Żyje sobie więc
nasz szkrab w odległej
krainie, tam dorasta, a
panienka która wcześniej go
uratowała, teraz staje się
jego przybraną matką.
Sielanka trwa do momentu, aż
najeźdźcy docierają i tutaj,
po czym kradną drogocenny
kryształ i zamieniają matkę
w posąg. Główny bohater nie
może puścić tego płazem i
rusza przed siebie, by
zaradzić całym tym
kłopotom... Na początek parę
faktów. Graficznie mamy do
czynienia z jednym z
ładniejszych RPG-ów 2D.
Wszystko narysowane jest z
dbałością o detale, często
widać ruchome elementy, a
animacja postaci jest nawet
zabawna. Słabiej wygląda już
poruszanie się po mapie
świata, ale można to
przeboleć zważywszy na fakt,
że jest to tylko poziom
przejściowy pomiędzy
kolejnymi lokacjami. Starcia
są niestety losowe, ale taki
to już urok starych
role-play'ów. Walka
zrealizowana została trochę
w stylu Grandii, choć ma
swój urok. W ogóle całość
specjalnie się nie
zestarzała jak na dzisiejsze
czasy. Twierdzę, że ładnie
narysowane RPGi 2D nigdy się
nie zestarzeją, choć
oczywiście nie musicie
podzielać mojego zdania.
Wystarczy jednak, że nie
odrzuca Was grafika 2D,
byście docenili kunszt
grafików. Muzyka również
jest na poziomie, choć muszę
przyznać, że zawsze
denerwowała i denerwuje mnie
mała wstawka zapuszczana po
wygranej walce. Może jednak
to tylko moje skrzywienie...
Jeśli szukacie dobrego
przedstawiciela gatunku RPG
na Saturnie, Albert Odyssey
spełni Wasze oczekiwania.
Powiedziałbym, że jest czymś
w rodzaju obecnych gier z
serii "Tales of...", tyle że
bez real-time'owych walk
(bardziej w stylu Grandii,
czy Final Fantasy). Polecam.
[Ski]
Alien Trilogy
[Saturn, PSX]

 |
- Która gra dzisiaj potrafi
Was przestraszyć? Silent
Hill? Fatal Frame? Resident
Evil? Dawniej to Alien
Trilogy było synonimem
prawdziwego horroru.
Atmosfera niczym w filmie,
radar ukazujący poruszające
się stworzenia, mroczny
klimat i dziesiątki obcych
czyhających w
najciemniejszych zakamarkach
bazy... To było coś. Znałem
takich, którzy bali się w
ten tytuł grać sami. W sumie
nie ma się co dziwić, bo
survival-horrory nie były
wówczas tak popularnym
gatunkiem jak obecnie, w
zasadzie dopiero wchodziły
na "salony". AT na zawsze
zostanie zapamiętany jako
świetny FPS. Może nie
powalał na łopatki
złożonością zadań do
wykonania (przeważnie
chodziło tylko o znalezienie
karty, by otworzyć drzwi),
ale znakomita na tamte czasy
grafika (nieźle trzyma się
nawet dzisiaj), bardzo dobra
muzyka i fajny motyw z
radarem zostaną zapamiętane
na długo. Dzisiaj karykaturalne,
rozpikselowane postaci obcych pewnie nikogo już nie przestraszą, ale myślę że i tak warto wrócić do tego pamiętnego tytułu. Najważniejsze, że klimat nie ucierpiał, a gra potrafi dalej zaskoczyć - zawarto tu motywy niczym z
serii Resident Evil, kiedy
to wyskakuje coś znienacka, w
najmniej spodziewanym
momencie. Nic lepszego na
motywach "obcego" moim
zdaniem na konsolach się nie
ukazało. Nawet nieoficjalna
kontynuacja, która pojawiła
się jakiś czas potem na PSX-a (Alien Resurection)
nie sprostała zadaniu (w
dużej mierze przez zepsute
sterowanie).
[Ski]
-
Bug! & Bug Too! [Saturn exclusive]
-
Bug! to jedna z pierwszych gier platformowych na Saturna, wydana przez Segę (exclusive) jeszcze w 1995 roku. Bug Too! to z kolei druga część Bug!, która ukazała się rok później. Opisuję je za jednym zamachem, ponieważ tak naprawdę niewiele się różnią - "dwójka" przypomina raczej pakiet nowych poziomów do zaliczenia. W porządku, przejdźmy do meritum. Wszyscy wiemy, że Saturn z założenia nie był konsolą projektowaną z myślą o obsłudze grafiki trójwymiarowej. Wiele tytułów musiało się ukazać, by developerzy w końcu okiełznali możliwości 32-bitowej maszynki. Bug! nie zmusza jej do większego wysiłku - mamy tu do czynienia z levelami "pseudo-3D", to znaczy poruszać da się tylko po z góry ustalonych ścieżkach. Tytułowy robal, w którego się tu wcielamy, nie potrafi nawet poruszać się w trzech wymiarach - jedyne dostępne kierunki chodu to dół, góra, lewo, prawo. Możliwości głównego bohatera również są skromne. Potrafi skakać (to tak naprawdę główny atak), a po zebraniu stosownych power-upów dochodzi na przykład rażenie prądem ("ZAP"). W "dwójce" dodano jeszcze możliwość biegania, co przydaje się podczas przemierzania kolejnych ścieżek. Jak w każdym platformerze, tak i tutaj umieszczono świecidełka do zebrania - niebieskie kryształki, które porozrzucane są w różnych częściach poziomów. Niestety, choć etapy same w sobie zostały zaprojektowane ciekawie (posiadają wiele rozjazdów i ukrytych sekcji), to już o systemie zabawy nie mogę napisać za wiele dobrego. Gry z serii Bug! są cholernie trudne i, hmm..., "wolne". Nie ma mowy o jak najszybszym zasuwaniu przed siebie, bo delikwenci stosujący tę taktykę skończą zapewne zabawę na pierwszym etapie. Najgorsze jest to, że kolejne levele są naprawdę długie i pełne pułapek, a checkpointów jak na lekarstwo. W dodatku nie dano nam możliwości zapisywania stanu gry oraz - o zgrozo - nawet systemu haseł! Oznacza to, że jeśli będziecie chcieli przejść Bug!, musicie zaliczyć całość od początku do końca. To karkołomne zadanie uda się z pewnością niewielu graczom, zwłaszcza że w obecnych czasach jesteśmy rozpieszczani dość łatwymi grami. Czy więc warto wrócić do tej platformówki? Sprawa jest dyskusyjna. Jeśli macie w sobie dużo samozaparcia (oj przyda się, gdy będziecie powtarzać po raz n-ty jakąś sekcję) i lubicie wyzwania, możecie spróbować. W innym wypadku radzę skoncentrować się na innych pozycjach.
[Ski]
-
-
Sega Rally
[Saturn exclusive]
-
Minęło już 12 lat, a Sega
Rally dotąd stoi w wielu
miejscach w Polsce jako
automat. Kiedyś m.in. dla
tej gry kupowało się
Saturna. Perfekcyjna
konwersja z automatu
oznaczała ultrapłynną (30
fps-ów) wówczas animację,
najmiodniejszy model jazdy,
3
samochody (Toyota Celica, Lancia
Delta i Lancia Stratos) i 4 trasy do
wyboru. Tak, tak,
kilkanaście lat temu gracze
dostawali jedynie kilka tras
i masterowali je w
nieskończoność. Co więcej,
na początku dostępne były
jedynie 3 trasy i 2
samochody, ale bonusy
odkrywało się po
przejechaniu mistrzostw na
pierwszym miejscu (co prawdę
mówiąc można zrobić w jakieś
3-4 minuty, gdy ktoś już
umie jeździć). 1995 rok
był okresem, kiedy gry nie
stawiały tak na realizm, jak
to się dzieje obecnie.
Wówczas wszystkie racery
można było określić mianem
prostych arcade'ówek (ok,
prawie wszystkie), więc taki
tytuł jak Sega Rally był
niezłym szokiem dla kogoś,
kto nigdy nie miał do
czynienia z symulatorem.
Flagowe wyścigi Sega Sports
nazywane właśnie były
symulatorem, choć z
perspektywy czasu widać, że
niewiele mają tak naprawdę z
symulatorem wspólnego. Ponad
dekadę temu jednak ludzie
zakochali się w poślizgach,
jakie można było wykonywać w
Sega Rally. "Pływanie" na
zakrętach było znakiem
rozpoznawczym i sprawiało
dużą frajdę każdemu, kto w
tę pozycję zagrał. Historia
historią, ale jak to ma się
dzisiaj? Muszę powiedzieć,
że SR po dziś dzień zostaje
dla mnie tytułem kultowym.
Bardzo lubię sobie od czasu
do czasu odpalić ten
ponadczasowy tytuł i
powrócić wspomnieniami do
młodzieńczej fascynacji.
Oczywiście obecnie widać
już, że grafika jest dość
słaba (dorysowywanie się
otoczenia, kilka tekstur na
krzyż), ale moim zdaniem
dalej zachowuje swój urok.
Nie wiem czy osoby, które
swego czasu w Sega Rally nie
grały będą podzielały mój
entuzjazm, ale ten tytuł
mogę polecić do odświeżenia
naprawdę wszystkim. Bo Segę
zawsze ceniłem za to, że
dostarczała gry, w które
trzeba było umieć grać. Bez
treningu i doświadczenia
będziesz co najwyżej obijać
się po bokach, a
umiejętności widać gołym
okiem. Nie to co teraz, gdy
gry stają się maksymalnie mainstreamowe i po 2
godzinach gry umiesz tyle,
co gracz siedzący po
kilkadziesiąt godzin nad tym
samym tytułem. Dla mnie Sega
Rally to gra ponadczasowa i
na zawsze będzie już
kojarzyła mi się z Saturnem
i złotymi czasami konsol
32-bitowych. [Ski]
-
Sega
Touring Car Championship
[Saturn, PC]
-
Moim zdaniem to jeden z najbardziej przereklamowanych tytułów ery Saturna. Spodziewaliśmy się po nim sporo, bo w końcu zapowiadany był jako nieoficjalny następca Sega Rally, choć w nieco innych realiach. Zadziwiał mnie fakt, że w momencie premiery, STCC otrzymywała dość wysokie noty, w okolicach 7/10. Nie wiem czy recenzenci pisali swoje teksty wówczas na podstawie screenshotów, czy może litowali się nad Saturnem, na którego ukazywało się wtedy (koniec 1997 roku) coraz mniej gier, ale pewne jest jedno - dla graczy, a przede wszystkim fanów Sega Rally, Sega Touring Car Championship była wielkim zawodem. Zacznijmy od tego, że "Niebiescy" hołdowali wówczas zasadzie "mało, a dobrze". Co to oznaczało? Otóż najczęściej to, że w wyścigach umieszczali kilka tras i samochodów na krzyż, jednak gry miały prezentować na tyle wysoką jakość, że grywalność miała przesłaniać nam małą liczbę torów i fur. O ile w Sega Rally (1995 rok!) jeszcze to się sprawdziło, tak o STCC zdecydowanie nie mogę tego powiedzieć. Do dyspozycji oddano nam tu ledwie trzy trasy (plus jedna ukryta) oraz cztery samochody. Warto dodać, że mieliśmy tu do czynienia z konwersją z automatu, jednak twórcy zlitowali się i oprócz automatowego trybu Championship (polegającego tylko na pokonaniu dostępnych tras pod rząd) umieścili też Saturn Mode, gdzie doszły między innymi Time Trial (czasówka) oraz opcja dla dwóch graczy (Versus). Problem w tym, że grafika już w 1997 roku była mocno przeterminowana, a w obecnych czasach ledwo można na nią patrzeć. Przecież stareńka Sega Rally prezentuje się po stokroć lepiej! STCC to bardzo niska rozdzielczość, a przez to duża "ziarnistość" tras, nachalne dorysowywanie się otoczenia oraz (przede wszystkim!) fatalny framerate! Animacja rwie często i gęsto spadając z trzydziestu fpsów do nawet ok. dziesięciu! Jakby tego było mało model jazdy jest fatalny. W tę grę nie da się grać na żadnym kontrolerze - czy to na zwykłym, analogowym, o kierownicy już nie wspominając. Samochody mają tendencję do nadsterowności, a pokonywanie zakrętów to obijanie się od jednej bandy do drugiej. Uwierzcie, z racerami mam do czynienia od jakichś dwudziestu lat i trudno mi przypomnieć sobie gorszy pod względem modelu jazdy tytuł. Mam w sobie dużo samozaparcia, ale za coś takiego podziękowałem. Konkluzja jest prosta - zapomnijcie o tej pozycji jak najszybciej. Zdecydowanie nie warto się nią interesować. Wydana mniej więcej w zbliżonym okresie na PSX-a TOCA (z którą STCC chyba miał konkurować) zjadała tytuł od Segi na śniadanie. [Ski]
-
Sonic 3D Blast
[Saturn, MegaDrive, Virtual Console (Wii), PC]
-
Sonic 3D Blast był pierwszą odsłoną niebieskiego jeża w 3D. Tytuł ten nie został niestety w momencie swojej premiery (1996 rok) należycie doceniony, z jednego powodu - wszyscy oczekiwali rewolucji, pełnego trójwymiaru i wykorzystania sporych (jak na tamte czasy) możliwości Saturna. Innymi słowy fani chcieli zobaczyć platformówkę, która będzie mogła konkurować z flagowymi grami konkurencji (Super Mario 64, Crash Bandicoot) Twórcy Sonic 3D Blast, zespół Travellers Tales, dostarczyli tymczasem pozycję tylko „pseudo-trójwymiarową”. Gra została zresztą wydana w praktycznie identycznej formie także na Mega Drive, a więc konsoli wcześniejszej generacji, co pokazywało jak na dłoni, że możliwości Saturna nie zostały wykorzystane. Kto jednak przełknął tę pigułkę, prędzej czy później dochodził do wniosku, że Sonic 3D Blast to bardzo dobry, warty uwagi program. Fabuła jak zwykle była trywialna... Główny boss, znany zresztą z poprzednich części przygód niebieskiego jeża – Dr Robotnik – zabrał się tym razem za unikalne ptaki, tzw. Flickies. Posiadają one zdolności teleportowania się, więc oprawca postanowił zamienić je w roboty i wykorzystać do szukania chaos emeralds – specjalnych, drogocennych kryształów. Sonic postanawia uratować swoich przyjaciół i po raz kolejny dokopać Robotnikowi. Gra wprawdzie trochę się zestarzała, ale nie wywołuje odruchów wymiotnych – wystarczy, że trawicie grafikę 2D, a z pewnością spodoba się Wam design kolejnych światów. Charakterystyczne jest to, że ludzie z Travellers Tales zmienili trochę konwencję rozgrywki. Tu już nie ma pędzenia przed siebie z jak największą prędkością, trzeba raczej w miarę wolno pokonywać kolejne levele, by nie nadziać się na oponentów. Całość sprowadza się do szukania oponentów – w tej roli oczywiście wspomniane wcześniej roboty imitujące różnego rodzaju zwierzęta – i unicestwiania ich (naskakując na nich). W ten sposób uwalnia się ptaszki, których odpowiednia ilość (zależnie od poziomu) otwiera dostęp do teleportu w dalszej części etapu. Lokacje są spore, nieźle wykonane i zawierają masę sekretów do odkrycia. Świetnym pomysłem było umieszczenie specjalnej minig-gierki – wystarczy znaleźć poukrywane postacie, znane z poprzednich części (np. Knucklesa), a przeniosą Was one do pewnego rodzaju rynny, gdzie Sonic został już ukazany w trójwymiarze. Należy tam zebrać odpowiednią ilość złotych pierścieni i jednocześnie uważać na poustawiane gęsto przeszkody. Miła odskocznia od eksploracji większych światów. Czy warto wiec wrócić do tego tytułu? Moim zdaniem tak. Trzeba wprawdzie przez chwilę przyzwyczaić się do dziwnego sterowania (główny bohater biega jakby ślizgał się na lodzie) i przełknąć brak możliwości save’owania, ale moim zdaniem warto. Najstarszym fanom niebieskiego jeża spodoba się z pewnością soundtrack, który w wielu miejscach nawiązuje do pierwszych części. Na koniec wyjaśnienie która wersja jest lepsza - na Saturna czy na Mega Drive? Oczywiście bardziej dopracowana jest edycja dedykowana 32-bitowej maszynce. Jest trochę lepsza graficznie, ma efekty pogodowe (mgła, deszcz, itd.) nieobecne na starszej konsoli, ekskluzywne intro czy nowe kawałki muzyczne. Obecnie tytuł ten może być już trudny do zdobycia, ale zawsze można zdecydować się na wersję dedykowaną Wii, którą można zakupić za pośrednictwem serwisu Virtual Console.
[Ski]
-
Sonic R
[Saturn exclusive]

 |
-
Lata 1998-2000 były okresem,
gdy bardzo popularne stały
się wyścigi "maskotek".
Mario Kart 64 zaskoczył
wszystkich grywalnością,
studio Naughty Dog pracowało nad Crash Team Racing na PSX-a,
więc Sega nie mogła zostać w
tyle. Tutaj postanowiono
jednak umieścić Sonica i
ferajnę w trochę innej roli.
Podczas gdy na innych
platformach postacie
przemieszczały się w różnego
rodzaju pojazdach, Sonic R
zaproponował nam bieganie na
czas. Maskotki Segi (choć
nie wszystkie) biegały więc
na własnych nogach. Sonic
nie okazał się hitem na
miarę Mario Kart, ale i tak
zapewnił posiadaczom
Saturnów trochę rozrywki,
zwłaszcza że ukazał się pod
koniec życia konsoli, kiedy
każdy dobry tytuł był na
wagę złota. Rozczarowująca
była przede wszystkim liczba
tras - 5 torów znudzi
każdego po jakimś (raczej
krótkim) czasie, a ich
projekty nie są świetne na
miarę Sega Rally, by chciało
się jeździć po nich w
nieskończoność. Na pewno
bardzo dobrym pomysłem było za to
wykorzystanie znaku
rozpoznawczego w grach z
Niebieskim Jeżem, a więc
"ringów" (czyli złotych
pierścieni) - po uzbieraniu
odpowiedniej ich ilości
można otworzyć skrót. Jest to o tyle ciekawe, że
skrót otwiera się dla
wszystkich, więc odpowiednia
strategia w jego
wykorzystywaniu jest jak
najbardziej wskazana. Nie do
pogardzenia jest też fakt,
że każdą trasę da się
przebiec na wiele różnych
sposobów. Wszystko jest
zakręcone do tego stopnia,
że często nie wiadomo która
droga prowadzi do celu.
Postarano się bowiem również
o spory wór sekretów, co
również muszę zapisać na
plus. Niestety, mała ilość
tras i kompletna porażka w
postaci multiplayera max dla
2 osób nie stawiają Sonic R
w rzędzie tytułów
ponadczasowych. Można
odświeżyć, ale raczej tylko
z sentymentu. [Ski]
Tomb Raider [Saturn, PSX,
PC]

 |
-
Legenda wiecznie żywa. Tomb
Raider to jedna z
najlepszych i najbardziej
przełomowych gier w historii
i nikt nie będzie śmiał temu
zaprzeczyć. Od niej wszystko
się zaczęło. W 1996 roku,
kiedy się ukazała, ludziom
wychodziły oczy na wierzch.
Kiedyś to był prawdziwy
przepych graficzny, ogrom
terenu, niespotykana dotąd
swoboda... Studio Core Design
trafiło wówczas w
dziesiątkę. Saturn dostał
niestety jedynie pierwszą
część Tomba - wszystko
"dzięki" umowie, jaką Sony
zawarło z Eidosem. Na jej
mocy na ówczesnej generacji
konsol prawa do kolejnych
Tomb Raiderów miała tylko PlayStation - posiadacze N64
i Saturna musieli więc
obejść się smakiem. Dobrze
chociaż, że czarna konsola Segi otrzymała kultową
"jedynkę", która po dziś
dzień uważana jest za
najlepszą i najbardziej
przemyślaną część serii.
Sam ukończyłem ją
wielokrotnie i z pewnością
zrobię to jeszcze nie raz.
Co natomiast z osobami,
które nigdy pierwszej odsłony
przygód Lary nie
doświadczyły? Cóż, najwyższa
pora, aby nadrobić
zaległości, choć musicie się
przygotować na grafikę na
poziomie wczesnych gier ery
32-bitowej. Nie jest
wprawdzie tragicznie i nawet
dzisiaj wszystko jest
znośne, ale sam zastanawiam
się nad sobą, czy gdyby nie
sentyment, to czy nie
patrzyłbym z obrzydzeniem na
pierwszego Tomba...
Oczywiście zagadki jak na
dzisiejsze czasy nie będą
niczym wyszukanym ("znajdź
klucz / dźwignię, by otworzyć
drzwi"), inteligencja
oponentów (w "jedynce" to
przede wszystkim zwierzęta)
jest słabiutka, ale mimo
wszystko dalej gra się w tę
część z przyjemnością,
przypominając sobie przy
okazji dawne czasy. Pierwszy Tomb Raider to jeden z tych
kamieni milowych, które
nigdy nie zostaną
zapomniane. [Ski]
Chcesz napisać recenzję
jakiegoś tytułu na Saturna?
Pisz na mój adres:
baronski@onlygames.pl
|
|
-
-
-
|
|
|
|
|
|
|